Już drugiego dnia roku szkolnego pogoda podporządkowała się jesiennym wymogom. Wiatr stał się silniejszy i bardziej zimny. Temperatura znacząco spadła, a na dodatek częściej zaczęły pojawiać się deszcze. Oto przyszła jesień (choć ta kalendarzowa cały czas jest jeszcze przed nami).
Wraz z jesienią można spotkać na bazarkach i po sklepach dynie :lol: .
Są śliczne, okrągłe i duże.
Dziś sama się na taką skusiłam. Z jednej (stosunkowo niewielkiej, bo ważącej raptem tylko 2 kg) udało mi się zrobić zupę i ciasto.
Na dodatek zostało mi jeszcze dużo pestek – do jedzenia jako przekąskę.
Super sprawa! ;-)
Co jednak ciekawego ma w sobie dynia pod kątem zdrowotnym?
Oj, same ciekawe rzeczy! :-)
Przede wszystkim zawiera takie witaminy i mikroelementy jak: A, C i z grupy B, oraz błonnik, wapń, żelazo, fosfor i magnez.
Prawie zupełnie nie zawiera sodu, co jest dobroczynne przy leczeniu nadciśnienia i otyłości.
Pestki dyni bogate są w magnez, fosfor, mangan, cynk, witaminę B3 (niacynę). Połączenie w nich fitosteroli i nienasyconych kwasów tłuszczowych pomaga w walce z miażdżycą i zbyt wysokim poziomem złego cholesterolu. Ponadto pestki są bardzo wskazane przy problemach z wątrobą, sercem i układem krążenia.
Pestki polecane są też mężczyznom jako środek profilaktyczny w przeroście i zapaleniu gruczołu krokowego.
Świeże pestki dyni zawierają kukurbitacynę zwalczającą pasożyty w organizmie (szczególnie tasiemca i glistę ludzką). Jest to też świetny produkt moczopędny, a więc usprawniający pracę nerek i pęcherza.
Cynk zawarty w dyni wygładza cerę, pomaga w walce z trądzikiem, a ponadto przyspiesza gojenie się ran.
Cóż nam zatem pozostaje?
Jeść i cieszyć się lepszym zdrowiem i urodą :-D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz