Doba powszechności telefonów komórkowych sprawiła, że ludzie coraz chętniej przekładają spotkania w ostatniej chwili. Odkąd stało się możliwe porozumienie niemal z każdym o prawie każdej porze ludzie zaczęli nagminnie to wykorzystywać. Ile razy dowiedziałeś się, że Twoje spotkanie jest odwołane gdy już na nie wyszedłeś?
To bardzo nieeleganckie traktowanie innych. W ostatniej chwili można się rozmyślać, gdy faktycznie dzieje się coś niespodziewanego (wypadek drogowy, atak wyrostka robaczkowego, czy awaria komunikacji), a nie w przypadkach tak błahych jak „nie chce mi się”, „jednak nie mam ochoty” czy „kiedy indziej też przecież można”.
Do tej pory wydawało mi się, że przekładanie spotkań w ostatniej chwili i zrywanie przez sms’a to najcięższe grzechy ludzi związane z korzystaniem z telefonów.
Jednak ostatnio odkryłam coś jeszcze – okazuje się, że znacznie bardziej irytującego.
Otóż wielu ludzi po umówieniu się na spotkanie już nie zgłasza niemożności pojawienia się (przez sms, czy zwyczajnie dzwoniąc), ale zwyczajnie się nie pojawia.
Jeśli byliby to prywatni znajomi, to jeszcze pół biedy – wszak zawsze można zrezygnować z takich „kumpli”. Jednak dzieje się tak również w sprawach zawodowych, zupełnie nie związanych z życiem prywatnym. Powoli staje się regułą, że ludzie zamiast „męczyć” się z tłumaczeniem dlaczego nie przyjdą, albo dlaczego jednak nie są zainteresowani złożoną im ofertą wolą zwyczajnie uniknąć tej niekomfortowej sytuacji. I dochodzimy do potworka kontaktów międzyludzkich, gdzie milczenie, brak reakcji, czy nieodbieranie telefonów oznacza odmowę, odrzucenie propozycji, przejście do konkurencji.
Zresztą podobnie rzecz się ma w przypadku wiadomości e-mailowych. Ludzie pomału oduczają się potwierdzać otrzymanie ważnych informacji, danych, dokumentów. W ten sposób osoba wysyłająca je nie ma pewności, czy na pewno wszystko doszło i czy zostało przeczytane.
Tak więc pomału dochodzimy do społeczeństwa, które wygodę ceni ponad wszystko. I chyba dlatego tak entuzjastycznie asymiluje wszelkie możliwości uniknięcia najdrobniejszych niedogodności, czy niezręczności. Za to własny komfort stał się wyznacznikiem kultury (lub jej braku) i sposobu postępowania.
Jednak póki co warto walczyć o choćby ostatnie resztki dobrego wychowania i nie zatracać ich w sobie na korzyść lenistwa, czy wygody.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz