W medycynie niekonwencjonalnej została okrzyknięta lekiem na raka. W medycynie konwencjonalnej – substancją dość niebezpieczną, która może mieć zły wpływ na zdrowie…
Kto ma rację?
Naukowcem nie jestem i empirycznie również nie mogę potwierdzić/zaprzeczyć działaniu amigdaliny, zwanej też witaminą B17.
Jedyne co mogę teraz zrobić, to napisać tu wszystko co o niej wiem. Decyzję co zrobić z tą wiedzą pozostawię Wam.
Ale zacznijmy zatem od początku.
Kto właściwie twierdzi, że amigdalina jest zdrowa?
Najpopularniejszym (w miarę współczesnym – bo zaledwie z poprzedniego stulecia) orędownikiem tej tezy był doktor Ernest Krebs. Jednakże już starożytnym Egipcie i w starożytnych Chinach (5000 i 4500 lat temu) w stosowano wodę migdałową do leczenia raka skóry (w której to wodzie też jest B17).
Tymczasem obecnie konwencjonalna medycyna jest dość wrogo nastawiona do amigdaliny.
Otóż uważa się, że jej przedawkowanie może doprowadzić do zatrucia (będącego wynikiem działania cyjanowodoru i aldehydu benzoesowego, które to powstają w organizmie po dostarczeniu do niego amigdaliny). I to jest główny zarzut przeciwko przyjmowaniu tej substancji. Ponadto komórki nowotworowe posiadają enzym o nazwie beta–glukozydaza, który choć pod wpływem amigdaliny niszczy te komórki (dostarczając do nich cyjanowodór i aldehyd benzoesowego), to jednak jest go zbyt mało, aby działanie to mogło okazać się istotne w leczeniu.
Innym racjonalnym argumentem przeciwko witaminie B17 jest jej słaba wchłanialność (a zatem ograniczony wpływ na organizm).
Jeśli dodamy do tego fakt, że dotąd w badaniach nie stwierdzono zatrzymania/wycofania się choroby nowotworowej pod wpływem amigdaliny, a za to znany jest przypadek śmierci pacjenta, który łączył ją z dużymi dawkami witaminy C – trudno się dziwić, aby środowisko medyczne zamierzało traktować taką substancję poważnie.
Tu mogłabym zakończyć cały wywód, ale istnieje przecież druga strona medalu.
Należą do niej wszyscy ci ludzie, którzy dzięki amigdalinie zostali jednak wyleczeni z raka (choć zdarzało się, że lekarze nie dawali im już szans na przeżycie). I choć wydaje się to nieracjonalne, takich ludzi jest bardzo dużo.
Czym tłumaczą zbawienną moc witaminy B17?
Twierdzą oni, że organizm nie może się zatruć amigdaliną, bo jest ona zabójcza tylko dla komórek nowotworowych (z powodu występującej w nich beta-glukozydazy). Tylko te zdrowe posiadają inny enzym (rodanazę), który hamuje przedostawanie się do komórki kwasu cyjanowodorowego. Dlatego właśnie komórki rakowe stopniowo są niszczone, a więc objawy zostają cofnięte (i zmniejsza się ryzyko pojawienia się przerzutów). Ból spowodowany chorobą również staje się coraz mniejszy. Jest to następstwem działania aldehydu benzoesowego, który po przejściu przez komórkę rakową wnika do komórek zdrowych i tam po utlenieniu zamienia się w kwas benzoesowy uśmierzający ból).
…
Nie rozstrzygnę kto ma rację, bo obie strony wydają się być jednak racjonale i poważne.
Na obronę amigdaliny mogę tylko dodać, że niejednokrotnie niekonwencjonalne sposoby leczenia są bagatelizowane przez środowisko medyczne.
Ciężko powiedzieć dlaczego tak się dzieje (wysuwać tezy o spisku farmaceutycznym raczej nie mam siły), ale być może bierze się to z czystej ignorancji. Właściwie czego można się spodziewać, jeśli edukacja lekarzy często polega na kwalifikacji chorób do objawów i leków do chorób/objawów? Przy takim podejściu na wszelkie schorzenia podaje się specyfik z apteki i zapomina o istnieniu (lub możliwości istnienia) jego zamiennika w produktach naturalnych.
Amigdalina nie jest odrębnym przypadkiem. Terapie Gersona (czyli odtruwanie organizmu dietą składającą się głównie z soków) też są traktowane marginalnie. A przecież faktem jest, że istnieją kliniki oparte o takie leczenie i mają wiele sukcesów…
Nawet oczyszczanie wątroby i woreczka żółciowego metodą Moritza traktowane jest jako herezja (a przecież działa).
Zresztą co tu dużo mówić:
Zwykły post oczyszczający również w konwencjonalnej medycynie uważany jest za szkodliwy, niebezpieczny, a na pewno niezdrowy 8-O .
Co zatem nam pozostaje?
- Szukanie informacji!
W końcu informacja to potęga, a w dobie Internetu i możliwości znalezienia nawet najdrobniejszych szczegółów odnośnie każdego zagadnienia wystarczy tylko być dociekliwym :lol: .
Amigdalina w największej ilości zawarta jest w pestkach owoców. Jedzenie całych owoców nie jest ryzykowne. (Zresztą, tu akurat nie muszę gdybać, bo moje dziecko od dawna tak robi i zdrowo żyje – co ciekawe samo wpadło na taki dziwny pomysł konsumpcji owoców).
Inaczej rzecz może się mieć w przypadku spożywania samych pestek, albo – jeszcze gorzej – łączenia pestek ze sztuczną witaminą C. Takie eksperymenty lepiej odłożyć na bok.
A wracając do amigdaliny, to zawarta jest też w warzywach strączkowych, orzechach (gorzkie migdały, makadamia, orzechy nerkowca), jagodach, nasionach (len, sezam, chia), ziarnach (kasze, brązowy ryż). Znajduje się też w pędach bambusa.
Zgodnie z zaleceniami dr. Krebs, aby uchronić się przed nowotworem należy dostarczać do organizmu 100mg amigdaliny na dobę (co odpowiada ok. 7 pestkom moreli, lub pestkom z 3 jabłek). Krebs zaleca, aby jeść tylko pestki, z owoców, które również jemy (bez dostarczanie do organizmu samych pestek bez „owocu macierzystego”). Na każde 4,5 kg masy ciała w zupełności wystarcza zjedzenie jednego środka moreli lub brzoskwini.
Tak więc, zostawiam Wam temat gorzkich migdałów i pestek moreli do przemyślenia, a sama pomału myślę o pójściu spać… :-D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz