środa, 23 września 2015

Pokolenie 80'

Dziś jest dzień szczególny, bo oto do naszych drzwi zawitała jesień.



Przyszła otoczona zwiewną woalką, ptasim trelem, wiewiórkami biegającymi między drzewami po parku i w ciepłej niemal letniej aurze. Nie sposób odmówić jej piękna, gracji i hojności (bo to przecież od niej osiem lat temu dostałam największy skarb :-D)

Jesień obdarowuje nas prawdziwym bogactwem owoców i warzyw. To właśnie teraz można cieszyć się świeżo zebranymi dyniami, jabłkami, winogronami, orzechami i gruszkami.

W moim dzieciństwie jedzenie owoców prosto z drzewa było normą. Zresztą wiele różnych rzeczy, które wtedy było na porządku dziennym teraz uchodzi za coś dziwnego. Doszło do tego, że wychwalane są tamte czasy.



W zestawieniu z obecnymi zachowaniami często faktycznie tamte wychodzą na plus. Dzieci wtedy więcej przebywały na podwórku, bawiąc się i samodzielnie wymyślając sposoby spędzania czasu. Nie chodziły na milion zajęć dodatkowych, ani na korepetycje. Nie znały też Internetu, ani nawet komputerów (bo wtedy takie rzeczy były dość drogie i uchodziły za luksus). Teraz to wszystko jest wychwalane pod nieba, że takie było świetne i wspaniałe. Nie wiem czy było wspaniałe. Nie wydaje mi się, aby dmuchanie i chuchanie było najlepszą formą wychowawczą. Jednak pozostawienie dzieciaka całkowicie samopas, też raczej nie jest ideałem.

Czy to, że nie mieliśmy Internetu było dobre? Pewnie tak. Szczególnie to widzę, gdy dzieci spotykają się i zamiast normalnie rozmawiać, biegać, rysować na betonie, czy jakoś inaczej się bawić, one wyciągają telefony (lub tablety) i tylko grają gubiąc jakąkolwiek interakcję ze sobą. To jest nie tylko dziwne, ale wręcz niepokojące. Takie wyalienowanie dzieciaków może prowadzić do braku rozwinięcia u nich zdolności interpersonalnych, komunikacyjnych, społecznych. Oczywiście nie jestem wrogiem Internetu, ale wszystko powinno mieć granice i określone normy. Dlatego trochę rozumiem ludzi cieszących się, że urodzili się w latach 80 i uniknęli problemów dorastania w XXI wieku. Tylko, że teraz już nie da się tego uniknąć. Na dobrą sprawę można tak bardzo się podbudować tekstami o wyższości poprzednich czasów, że zacznie się starać wprowadzić je w życie. Jednak czas nie stoi w miejscu. Zamknięcie przed dzieckiem zdobyczy technologicznych nie doda mu przyjaciół, ani nie uczyni bardziej szczęśliwym. Na dodatek sprawi, że nie będzie umiało się poruszać w świecie Internetu i komputerów. To najprostsza droga, aby wychować technologicznego analfabetę. Też źle…

A jaki model jest dobry?

- Każdy pewnie ma swój. Nie dopuszczać dziecka wcale do tabletu to raczej nie najbardziej optymalne rozwiązanie. Lepiej już limitować czas jaki przeznacza na granie i portale społecznościowe. I pamiętać, że dzieciakom potrzebne jest też bieganie, wspinanie, ekspresja i ogólnie pojęty ruch.

Kiedyś nie dbano o bezpieczeństwo dzieci. Teraz ostrożność to już jest norma. Czy to dobrze?

Przeważnie pewnie tak. Czasem jednak ta opiekuńczość dochodzi do paranoi. I boimy się stracić malucha z oczu choćby na kilka minut. Tymczasem w moim dzieciństwie dzieci nie pilnowało się praktycznie wcale. Ludzie chyba nie mieli zbyt rozbudowanej wyobraźni, bo nawet niebezpieczne miejsca ich nie trwożyły. I tak dzieci mogły biegać obok dołu z szambem przykrytego tylko spróchniałą deską, siedzieć samodzielnie w domu przy gorącym piecu, czy wspinać się na strych, na którym było gniazdo os. Wypadków też pewnie wtedy było więcej. Tylko mniej się o nich mówiło, mniej nagłaśniało je w mediach.

I jeszcze te dzisiejsze lekcje wszędzie i wszystkiego. Kiedyś nie było to tak powszechne. I to też nie ma jednoznacznej oceny. Choć zabiera energię i czas daje możliwość nauczenia się czegoś, co kiedyś może być prawdziwą pasją. Dlatego może nie jest takie bezpodstawne. Nie można jednak podchodzić do takich zajęć jako inwestycja na przyszłość. Owszem, to co człowiek się nauczy nikt mu nie odbierze. Jednak wielu z rzeczy, które będą mu potrzebne w sukcesie zawodowym nie nauczy się, bo zwyczajnie nie będzie nawet wiedziało, że okażą się przydatne. Czytałam kiedyś wywiad pewnego naukowca, który poczynił ciekawą obserwację. Otóż zauważył on, że jedyna umiejętność jakiej potrzebował, aby prowadzić swoje badania, to była umiejętność pozyskania na nią środków.  Czyli nie taniec, jazda konna, karate, czy piłka nożna, ale zwyczajne przekonywujące argumentowanie swoich racji.

Dlatego nie należy gloryfikować minionych czasów lecz zamiast tego cieszyć się obecnymi.

A najważniejszych rzeczy dzieci i tak nauczą się dopiero jak już będą dorosłe…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...