Dziś chciałam napisać o chlorofilu. I pomysł może udałoby mi się zrealizować, gdyby nie jedna rzecz. Zdarzyło się coś, co wyrwało mnie z dotychczasowego podejścia do życia i myślenia o życiu, zdrowiu. To nie znaczy, że teraz postanawiam diametralnie zmienić dietę, rzucić w diabły wszelkie zdrowotne wskazówki i już do końca życia siedzieć na kanapie. I nie znaczy również, że porzucę tego bloga i zginę gdzieś w odmętach własnej bezradności…
Zwyczajnie dziś muszę napisać o czymś innym, co nie daje mi spokoju.
Od kilku miesięcy staram się dwa razy w tygodniu jeść ryby i codziennie owoce i warzywa. Ponadto rzadko smażę i mało używam cukru. Herbat nie pijam, kaw nie słodzę, więc cukier dodaję tylko do ciast i deserów (które też rzadko robię). Ponadto nie stosuję kostek rosołowych, veget, kucharków, gotowych zupek w proszku i gotowych sosów. Ograniczam też zużycie soli. Chleb sama piekę, mąkę stosuję pełnoziarnistą. Zdrowe odżywianie bardzo mnie zainteresowało, bo to przecież od niego w dużej mierze zależy zdrowie człowieka. O zdrowiu też piszę (na tymże blogu). Poruszam zagadnienia związane z właściwościami różnych produktów spożywczych i postów oczyszczających…
I niby w porządku, ale jeśli nagle umrę wszelkie dbanie o zdrowie staje się bezsensowne.
A przecież kto wie, czy właśnie nie stoimy w obliczu wojny. Na chwilę obecną Europę zalewa masa imigrantów. To już nie jest kilkadziesiąt, kilkaset, ani nawet kilka tysięcy ludzi. To jest chmara! 8-O
Politycznie poprawna polityka państw Unii Europejskiej każe zamknąć oczy na niebezpieczeństwo z tego płynące. W mediach imigranci przedstawiani są jako „biedni uchodźcy wojenni, pragnący ocalić życie”. Ktokolwiek ma inne zdanie spychany jest na margines ciemnogrodu, rasizmu i zacofania. A przecież to w głównej mierze muzułmanie, których religia bynajmniej nie jest pokojowa wobec innych religii. Władze państw europejskich coś mamroczą o solidarności, potrzebie pomocy, humanitaryzmie. Jednocześnie zupełnie udają głuchych na argumenty, że w Koranie jest wiele odniesień do walki i zabijania „niewiernych” (czyli wszystkich, którzy nie są muzułmanami). Ichniejszy bóg, czyli Allah ludziom zabijającym „niewiernych” od razu daje zbawienie. I to jest religia pokojowa? Od wielu lat trwa w mediach niedorzeczna poprawność polityczna. Islam przedstawia się w dobrym świetle, a jeśli już mowa o terrorystach, to zawsze zaznacza się, że to fundamentalny, bardzo skrajny i równie rzadki odłam. (Jednocześnie jeśli np. w Polsce katolicy protestują pod krzyżem przy Belwederze, to nie traktuje się ich jako radykalny odłam, ale reprezentację wszystkich polskich nawiedzonych i agresywnych katolików :-? ) Na dodatek jeśli muzułmanin dokonuje terroru, to w gazetach i telewizjach opuszcza się kotarę milczenia nad jego wyznaniem. Wtedy czytamy, że na brytyjskiego dziennikarza napadł „nożownik”, a dwie turystki kwasem żrącym oblali „bandyci”. I jeszcze wymyśla się jakieś „białe damy”, które niby przewodzą fundamentalnym terrorystom, żeby jak najbardziej wybielić muzułmanów.
Teraz z kolei imigrantów ekonomicznych (bo przecież w zachodniej Europie socjal jest wysoki) przedstawia się jako uchodźców wojennych. Tylko, że mogą być wśród nich mieszkańcy innych krajów Afryki, a oprócz tego również terroryści. Wszyscy twierdzą, że nie mają dokumentów i podają się za biednych mieszkańców Syrii. I tak oto trwa exodus ludności z całej Afryki do lepszych warunków bytowych (bo wiadomo, że przyjmując uchodźców państwa zapewnią im nie tylko mieszkanie, jedzenie, pieniądze, naukę, ale też pracę – jeśli oczywiście będą chcieli ją podjąć, bo bardzo możliwe, że jednak będą woleli nic nie robić). Media z politykami zaciemniają społeczeństwu oczy mówiąc o biednych kobietach i dzieciach. Tylko, że te „kobiety i dzieci”, to przeważnie młodzi mężczyźni. Na dodatek to bardzo agresywni ludzie. Cenzura nie dopuszcza takich określeń, ale na nagraniach widać jak jest.
Ostatnio czytałam na Wirtualnej Polsce, taki artykuł: Uchodźcy z "pociągu wolności" zamknięci w obozie na Węgrzech
Super, tylko, że ten „pociąg wolności” to nie miał być pociąg do wolności, ale do lepszego socjalu, czyli do Niemiec, lub Austrii. Uchodźcy nie dość, że wtargnęli na teren Węgier, to jeszcze sami chcieli dyktować warunki. Dlatego zastrajkowali, okupowali pociąg i zarządzili głodówkę jeśli nie zostanie spełniony ich warunek. Czy tak zachowują się przerażeni uchodźcy, którzy marzą tylko o przetrwaniu? W artykule pisano o biednych kobietach i dzieciach jawnie kłamiąc, co widać na nagraniach (większość to znowu byli mężczyźni i to nawet nie staruszkowie). A że premier Węgier trzyma ich w obozach, to też łatwo wytłumaczyć. Chmara ludzi najechała jego kraj. I co miał z nimi zrobić? Puścić ich do środka? Niezbyt dobre rozwiązanie, zważywszy, że ta dzicz masakruje samochody, budynki, atakuje ludzi. Właściwie strach takich imigrantów wpuszczać, nawet jeśli mięliby tylko przejść, bo straty i tak okażą się duże. Orban więc wydzielił im jakieś obozy, które teraz opinia publiczna piętnuje. Jednak nikt muzułmanom nie broni wracać. Czemu nie próbują przedostać się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich? To najbogatsze państwo arabskie. I jakoś nie kwapi się do przygarnięcia swoich. Jednak już zapowiedziało, że na nowe meczety w Europie przeznaczy fundusze…
Może więc ma być to planowane zalanie Europy, pacyfikacja przy poklepywaniu się po plecach przez polityków i dziennikarzy?
Co do Orbana, to jako nieliczny wykazał się zdrowym rozsądkiem. I to on zamknął granicę przed muzułmanami i sprzeciwił się gościnnej polityce Unii Europejskiej.
A Polska?
Wstyd nawet o tym myśleć, ale Kopacz z Tuskiem zgodzili się na przyjęcie „uchodźców” i nawet do tej pory tłumaczą, że to dobra decyzja (że nie zagraża bezpieczeństwu Polski, że trzeba ludziom pomagać, że niby taki mamy dług moralny wobec innych).
Nie, nie mamy żadnego długu. Polacy zawsze walczyli na wojnach. Jeśli już byli polscy uchodźcy, to jedynie w postaci faktycznych kobiet i dzieci, ale i tego było mało. Nigdzie jednak nie dostawali mieszkań, „kieszonkowego” (wyższego od przeciętnej płacy rdzennej ludności) i gwaranta otrzymania pracy zarobkowej. I nie zabijali tubylców za religię, nie gwałcili kobiet, ani nie oblewali ich twarzy kwasami, bo nie założyły burek… Co więcej, Polacy walczyli również na frontach obcych wojen, wspierając Napoleona, walkę o niepodległość Stanów Zjednoczonych, o Anglię itd. A tutaj młodzi mężczyźni zamiast walczyć o wolność i bronić własnego kraju uciekają jak zwykli dezerterzy.
Niemcy radośnie wyciągnęły ręce do uchodźców i zapowiedziały, że ich przyjmą. Jednak po fali imigrantów, jaka na nich spłynęła zwyczajnie zamknęły granice. I zostawiły problem Węgrom, którym od początku pomysł zbytniej gościnności się nie podobał.
Teraz polski rząd szczyci się, że podpisał porozumienia o finansowaniu uchodźców przyjmowanych przez Polskę z pieniędzy Unii Europejskiej. Politycy zacierają ręce, że nie stracimy na tym.
Tylko, że to znowu tylko propaganda.
Owszem dostaniemy pieniądze za każdego uchodźca, ale jeśli przez 5 lat będzie na naszym terytorium.
Czyli nie tylko najpierw musimy na nich łożyć z i tak deficytowego budżetu państwa, ale jeszcze nie wiadomo, czy dostaniemy jakiś zwrot (wszak muzułmanin może chcieć mieszkać w innym, dającym lepsze warunki socjalne państwie). Na całej imprezie możemy stracić jeszcze więcej niż włożymy, bo już pomału daje się słyszeć, że Polska za każdego uchodźcę, który jednak przekroczy granicę nie tylko nie dostanie zwrotu pieniędzy, ale jeszcze będzie musiała zapłacić karę…
I teraz tak:
Albo zwyczajnie zapewnimy im byt, a oni i tak uciekną na zachód po lepsze warunki (zostawiając nas z karami i jeszcze większymi długami), albo będziemy pilnować, żeby nie uciekli. Tylko, że jak będziemy pilnować, to niepokojąco zaczyna przypominać obóz.
A nie bardzo chciałabym, aby w Polsce był obóz (tym razem faktycznie byłby to obóz polski, nie jak na dotychczasowych „przejęzyczeniach”).
Innym problemem są sami uchodźcy. Jeśli nie spodobają im się warunki mieszkaniowe, albo cokolwiek innego, lub faktycznie ich zamkniemy – mamy zapewnione zamachy terrorystyczne. Zresztą to są tak nieobliczalni i agresywni ludzie, że cokolwiek nie zrobimy i tak mogą zechcieć wysadzić jakąś szkołę, czy dworzec. I co wtedy powiedzą politycy, którzy zgodzili się ich przyjąć? – Pewnie, że jest im przykro, że to był nieprzewidziany wypadek i że oczywiście incydent ten nie może rzutować na nasze relacje z pozostałymi „pokojowymi przecież” muzułmanami…
Polska zgodziła się przyjąć 7000 uchodźców, ale to jest tylko początkowa liczba. Jeśli tyle przyjmie, to trzeba liczyć od razu dziesięć razy więcej (bo każdy uchodźca może sprowadzić do siebie rodzinę, a tam są rodziny znacznie liczniejsze niż popularne u nas 2+1). Inna rzecz, że oni uznają posiadanie licznego potomstwa, więc z tych co już będzie też śmiało można liczyć znowu razy 10. Tak więc po kilku/kilkunastu latach z tych kilku tysięcy zrobi się kilkaset tysięcy. To sprawi, że staną się mniejszością narodową mogącą mieć swojego reprezentanta w sejmie. I dzięki polityce grzeczności i poklepywania się po plecach nagle (nie wiedzieć kiedy) to oni zaczną rządzić i dyktować warunki naszej, rdzennej ludności.
To możliwy scenariusz, ale nie jedyny.
Inny to wybuch wojny.
Obawiam się, że jest coraz cieńsza granica od jej wybuchu. Europę zalewa chmara ludzi, których religia każe mordowanie innowierców traktować priorytetowo. Zatem wystarczy jedna iskra zapalna, a zaczną wszędzie mordować i niszczyć. Już teraz demolują Grecję, Włochy, Szwecję.
Jednocześnie ludność europejska widząc co się dzieje staje się bardziej nacjonalistyczna. Poprawność polityczna nadal jest uprawiana w mediach (już jest nawet artykuł ile to uchodźców z Polski owego czasu przyjęły inne państwa – żeby tylko pokazać, że Polak zawsze ma pomagać, bo „ma dług moralny”). Zaraz wyjdziemy na tym jak na polityce z Żydami, gdzie politycy raz zaczęli przepraszać, to do tej pory uchodzą za pomocników Hitlera, u Grossa przedstawianych zresztą nawet gorzej niż naziści…
W każdym razie nastroje w Europie są iście burzowe. Wojna może wybuchnąć teraz (co byłoby pewnie nawet lepsze) lub za kilka/kilkanaście (lub kilkadziesiąt) lat. Jeśli teraz by wybuchła mielibyśmy jeszcze jakąś szansę (my – czyli Europejczycy). Jeśli jednak to przeciągnie się w czasie, (a przecież po przyjęciu 100 000 imigrantów ruszą do nas miliony), to nie będziemy mieć zbyt wiele szans.
Przeraża mnie ta wizja. Niepokoi mnie to wszystko. Biorę udział (wraz z moim dzieckiem) w marszu przeciwko przyjmowaniu imigrantów (Tym bardziej, że polski rząd postanowił przyjąć imigrantów kosztem przyjęcia repatriantów, którzy są rdzennymi Polakami i którym w pierwszej kolejności powinniśmy pomagać. Jednak sejm woli środki przeznaczone na ich sprowadzanie przeznaczyć na imigrantów z Afryki. Żeby ludność np. z terenów Syberii mogła do nas wrócić musi zdawać egzamin z języka, prawa, a muzułmanów nie będą pytać o nic, nawet o to czy są terrorystami… To już nawet nie jest żałosne, ale tragiczne).
Na demonstracji pada deszcz, jest zimno i chłodno.
A potem wracamy do domu.
O marszach (w całej Polsce) mówi się niewiele, a liczbę demonstrantów znacząco obniża:
Zmęczona włączam Facebook.
I co widzę?
Ludzie umieszczają zdjęcia widoczków, śmieszne teksty, cytaty o miłości, lub przyjaźni, albo o tym, że psom należy pomagać. 8-O
Patrzę na to wszystko i mam dość.
Czy naprawdę nadciągający kryzys jest tak niewidoczny? :-(