czwartek, 15 października 2015

No bez kitu!!! - cz.3

Już nie będę się rozpisywać na temat propolisu :-P .

Jeśli ktoś zainteresował się tym zagadnieniem, to z pewnością będzie dalej temat drążył (a może i sam zacznie stosować nalewkę propolisową :mrgreen: ), a jeśli nie - to ja już bardziej zaciekawić tematyką nie umiem :-| .

Dziś tylko chciałam dopisać rzecz następującą:

Otóż po dwóch tygodniach od zalania kitu spirytusem wcale nie trzeba tak wytworzonego eliksiru przecedzać. Lepiej zostawić wszystko w butelce (samo osiądzie na dnie), żeby miało możliwość cały czas jeszcze "naciągać". Uświadomił mi to dopiero dziś pszczelarz na bazarze ;-) . W sumie sama powinnam na to wpaść, ale właściwie nie zastanawiałam się nad tym. Jednak gdy to usłyszałam dotarło do mnie, że to ma sens ;-) .

Dlatego polecam jednak nic nie cedzić, nie czyścić, nie bawić się w ładny płyn bez "zanieczyszczeń", ale właśnie pozwolić działać owym drobinkom małym i całkiem dużym jak najdłużej.


Acha, i mogę jeszcze dorzucić taką praktyczną informację, a mianowicie cenę. Za 50 gram propolisu zapłaciłam 17 złotych. Pewnie nie jest to tanio (zważywszy, że do wytworzenia lekarstwa/środka profilaktycznego potrzeba jeszcze kupić małą buteleczkę spirytusu), ale myślę, że warto.

I jeszcze jedna rzecz:

Propolis można żuć jak gumę do żucia!

Szczególnie jest to polecane przy chorobach z dziąsłami i szkliwem (3 razy dziennie po ok. pół godziny).

Jednakże możemy żuć propolis również profilaktycznie na problemy z jamą ustną, szkliwem i górnymi drogami oddechowymi (np. przed snem, nie myjąc już oczywiście potem zębów).

Wszak lepiej się uodparniać niż chorować!

A jeśli już nawet chorować, to czy nie lepiej leczyć się domowymi, własnoręcznie wytworzonymi środkami?

Pa :-)

- Gosieńka  8-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...