Już nie będę się rozpisywać na temat propolisu :-P .
Jeśli ktoś zainteresował się tym zagadnieniem, to z pewnością będzie dalej temat drążył (a może i sam zacznie stosować nalewkę propolisową :mrgreen: ), a jeśli nie - to ja już bardziej zaciekawić tematyką nie umiem :-| .
Dziś tylko chciałam dopisać rzecz następującą:
Otóż po dwóch tygodniach od zalania kitu spirytusem wcale nie trzeba tak wytworzonego eliksiru przecedzać. Lepiej zostawić wszystko w butelce (samo osiądzie na dnie), żeby miało możliwość cały czas jeszcze "naciągać". Uświadomił mi to dopiero dziś pszczelarz na bazarze ;-) . W sumie sama powinnam na to wpaść, ale właściwie nie zastanawiałam się nad tym. Jednak gdy to usłyszałam dotarło do mnie, że to ma sens ;-) .
Dlatego polecam jednak nic nie cedzić, nie czyścić, nie bawić się w ładny płyn bez "zanieczyszczeń", ale właśnie pozwolić działać owym drobinkom małym i całkiem dużym jak najdłużej.
Acha, i mogę jeszcze dorzucić taką praktyczną informację, a mianowicie cenę. Za 50 gram propolisu zapłaciłam 17 złotych. Pewnie nie jest to tanio (zważywszy, że do wytworzenia lekarstwa/środka profilaktycznego potrzeba jeszcze kupić małą buteleczkę spirytusu), ale myślę, że warto.
I jeszcze jedna rzecz:
Propolis można żuć jak gumę do żucia!
Szczególnie jest to polecane przy chorobach z dziąsłami i szkliwem (3 razy dziennie po ok. pół godziny).
Jednakże możemy żuć propolis również profilaktycznie na problemy z jamą ustną, szkliwem i górnymi drogami oddechowymi (np. przed snem, nie myjąc już oczywiście potem zębów).
Wszak lepiej się uodparniać niż chorować!
A jeśli już nawet chorować, to czy nie lepiej leczyć się domowymi, własnoręcznie wytworzonymi środkami?
Pa :-)
- Gosieńka 8-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz