niedziela, 25 października 2015

Morwa

Tego lata odkryłyśmy ją zupełnie przypadkiem. Stanęła nam na drodze i zawołała butnie: Spójrzcie na mnie! Jestem taka słodka!

I tak głośno tupała w ziemię, że w końcu musiałyśmy na  nią zwrócić uwagę.

Pierwsze wrażenie nie było zbyt przychylne. Zielony krzak, jakich wiele, a na dodatek ze zbyt przerośniętym ego. Kto chciałby zadawać się z nim bliżej?


Czy był sens w ogóle podchodzić?

Mimo to podeszłyśmy właśnie. Spojrzałyśmy w jej zielone, przepastne ramiona i dostrzegłyśmy coś.

Pełno na niej było jagód przypominających jerzyny. Nie mogły to jednak być czerwnice, bo krzaki przypominały bardziej drzewo, aniżeli małą roślinkę.

Z mieszanymi uczuciami spróbowałam w końcu tego owocu.

I…

- I dawno nie poczułam się tak lekko. Człowiek mija koło ulicy już drugi rok jakieś krzaki i dopiero teraz przekonuje się jak pyszne tu rosną owoce.

Nie do końca oszołomiona z wrażenia spróbowałam jeszcze i jeszcze…

Aż w końcu słyszę zdenerwowany głosik:

- Mamo, a ja też mogę to jeść?

Byłam niemal pewna że to jest morwa, ale musiałam to sprawdzić w Internecie.

W każdym razie od tej pory nie przegapiłyśmy żadnej okazji, aby przechodzić koło naszej morwy. Ludzie jednak nadal mijali ją obojętnie.

Pod koniec lata krzew został mocno przycięty, ale niemal natychmiast gałęzie zaczęły odrastać.

A teraz kiedy jest jesień i zima lada dzień się u nas rozsiądzie możemy wspominać cudowny smak morwy i wierzyć, że w następne wakacje znów będzie dawać owoce…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...