środa, 21 października 2015

Ciężkie wybory

Już wkrótce kolejne wybory parlamentarne. Właściwie to zostało już tylko pół tygodnia. I teraz dylemat:

Iść na nie czy nie? :-?

Zagłosować, czy dać sobie spokój? :-(

Wielu ludzi (zwłaszcza w starszym wieku) uważa, że obecność na wyborach to obywatelski obowiązek i przejaw patriotyzmu. Poniekąd mają rację. W końcu żeby prawdziwie być obywatelem trzeba interesować się krajem, jego elitą rządzącą, rozwojem...

Tylko, co zrobić gdy kompletnie nie ma się na kogo zagłosować?

Czy głosować na obojętnie kogo, czy już lepiej w ogóle?

To pytanie nie ma już zupełnie pewnej odpowiedzi. Najgorsze jest to, że oddając głos na "kogokolwiek" bynajmniej nie czynimy czegoś dobrego dla Polski (a przynajmniej nie czynimy tego świadomie :-( ).

Na dodatek jeśli partia polityczna przekroczy w wyborach pięcio-procentowe poparcie, otrzymuje z budżetu państwa zwrot kosztów kampanii. W takim razie może lepiej już nie robić nic, niż robić byle co i potem jeszcze się na to składać (wszak na państwowy budżet Polski składają się wszyscy Polacy).

Oczywiście jeśli nie ma się swojego kandydata/partii, zawsze pozostaje wgłębienie się w temat i szersze poszukiwanie.

Tylko, że oglądając kampanię wyborczą ma się wrażenie, że prowadzona jest dla debili, a nie normalnych obywateli. Już coraz mniej ludzi porywa się na kiełbasę wyborczą. Stała się ona mało zjadliwa i z lekka popsuta, od czasów Wałęsy. Wtedy to pewien człowiek pozwał Lecha za brak wypłacenia ludziom stu milionów złotych (teraz to byłoby 10 000 zł, czyli też całkiem niezła kwota!!! 8-O ), choć była o tym mowa w kampanii wyborczej. Sąd nie przyznał odszkodowania, ani racji powodowi, tłumacząc, że obietnic wyborczych nie należy traktować jako wiążącą obietnicę.

- I to zapoczątkowało istną dzicz obiecanek przedwyborczych. Skoro można (zupełnie bez konsekwencji) obiecać wszystko żeby tylko dostać stołek w sejmie lub w senacie, to dlaczego tego nie zrobić?

Obok kręcenia przedwyborczej kiełbasy w Polsce dość mocno rozwinął się nurt polityki grozy. Jej fani uwielbiają horrory, drastyczne posunięcia i straszne scenariusze 8-O . Zwykle w swoich debatach i w każdych innych publicznych wystąpieniach straszą co też się stanie jak wygra konkurująca z nimi partia. W ich wesołej twórczości niewiele brakuje do przepowiadania pojawiania się siedmiu jeźdźców Apokalipsy...  :lol:

Ludzie często przekonują się do takich czarnych scenariuszy i idą na wybory, żeby zagłosować nie "na kogoś", ale "przeciw komuś".

Dlatego może dobrze byłoby wprowadzić na kartach wyborczych drugi rząd pól do zaznaczenia gdy jesteśmy na nie (I np. każdy mógłby oddać głos albo na "tak", albo na "nie")

Przed wyborami pojawia się też ekspercka gorączka. Nagle każdy jest fachowcem w każdej dziedzinie. Nawet jeśli pan Zenek nigdy nie był na budowie z całą pewnością zapewnia, że do asfaltu potrzeba więcej piasku niż dali do budowy ostatniej przelotówki. Ekspercka gorączka charakteryzuje się też stwierdzeniami w stylu: "Mój przedmówca chyba nie obliczył ile będzie potrzebował pieniędzy na to co obiecuje" (podczas gdy obiecanki aktualnego mówcy są równie drogie).

W pędzie wyborczej karuzeli pada też mnóstwo gaf. Wynikają one nie tylko z eksperckiej gorączki, ale też z ogólnego niedouczenia. I tak oto pada wypowiedź o granicy "syryjsko-węgierskiej".


Oczywiście takie stwierdzenia budzą ogólny śmiech. Niestety są też bardzo przerażające, bo pokazują jak ci nasi politycy są oczytani i wykształceni.

Utarło się już, że nie ma kampanii wyborczej bez plakatów przedstawiających kandydatów. Pomysł pewnie i dobry, ale strasznie zmarnowany. Oglądając na bilbordach, ogrodzeniach, samochodach i tablicach ogłoszeniowych podobne, równie bezbarwne plakaty ma się ich serdecznie dość. A co na nich jest?

Zwykle na plakacie jest tylko zdjęcie kandydata, nazwa partii z ramienia której kandyduje, numer listy i numer miejsca na liście oraz jakieś nic nieznaczące hasło. I na tym właściwie zamyka się zestaw informacji zawartych na plakatach. Można je oglądać przez cały dzień, a i tak nie dowiemy się o kandydatach nic poza tym jak wyglądają i z której listy i miejsca na liście startują.

Nie można nie zauważyć, że ten numer listy i miejsca to w istocie najważniejsza informacja jaką kandydat chce nam przekazać. I tak w istocie jest. Kandydaci chcą dostać się do sejmu lub senatu i tylko ten cel ich obchodzi. Jednak nie mogą wyglądać cynicznie, więc udają, że obchodzą ich losy kraju i zwykłych obywateli.

I tu pojawia się kolejny trend, a mianowicie: chwilowa empatia obywatelska. Politycy przed wyborami lubią wypowiadać się o "zwykłych, biednych ludziach". Nagle leży im na sercu los Polaków na umowach śmieciowych, pracowników zbyt długo czekających na emeryturę, pięciolatków w szkołach, lekarzy, nauczycieli...

Wtedy okazuje się, że politycy to jednak są wrażliwi ludzie, którym zależy na innych.

Szkoda tylko, że całe to zależenie zaraz po wyborach ustępuje na rzecz przewlekłej zaćmy uczuciowej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...