Tyle się mówi o złym działaniu cukru.
Wszyscy wiemy, że ma wysoki wskaźnik glikemiczny. Na dodatek wiąże ze sobą wiele ważnych substancji przyczyniając się do ich braków w organizmie. Pisałam o tym zagadnieniu już wcześniej...
Jeśli jednak nie cukier, to co?
Czym zastąpić tą zwykłą białą i rafinowaną sacharozę dostępną niemal zawsze i wszędzie?
Pierwszym i znacznie lepszym wyborem niż zwykły cukier biały jest cukier brązowy.
Tu oczywiście należy zwracać szczególną uwagę, czy faktycznie jego kolor pochodzi z nieoczyszczenia (czyli z zawartości składników mineralnych), czy z zabarwienia słodem jęczmiennym. Dlatego warto sięgać nie tyle po cukier brązowy, co raczej nierafinowany.
Oczywiście cukier brązowy nierafinowany też ma wiele wad i równie wysoki wskaźnik glikemiczny co zwykły cukier. Dlatego warto szukać jeszcze lepszych substancji słodzących.
Do takich specyfików należy stewia.
Stewia to roślina liściasta o słodkich liściach. Bywa uprawiana ze względu na swoją słodycz. Jest całkowicie naturalna, więc nie ma tu mowy o jakimś dodatku chemicznym (który mógłby być szkodliwy dla zdrowia). Jednak stewia była podejrzewana o niebezpieczne dla człowieka działanie (że niby rakotwórcza i destrukcyjna dla płodów). Zarzuty te odparł w 2010 roku Urząd Bezpieczeństwa do Spraw Bezpieczeństwa Żywności. Jednak została ustalona maksymalna dzienna dawka spożycia stewii (4 mg na kg masy ciała).
Tymczasem stewia jest bardzo zdrową substancją. Nie zawiera kalorii, a na dodatek jest ok. 300 razy słodsza od cukru.
Niestety mi osobiście nie zasmakowała (nadawała potrawom specyficzny posmak). Jednak bardzo możliwe, że to nie sama stewia nie przypadła mi do gustu, ale maltodekstryna, która była w jej składzie.
Może jeszcze kiedyś spróbuję kupić stewię, ale jeśli w formie słodzika - z pewnością wcześniej sprawdzę skład (żeby zawierał tylko glikozydy stewiolowe i najwyżej wodę, a nie jakąś maltodekstrynę ;-) )
Najpewniej jednak zaopatrzę się w całą roślinkę, bo nie ukrywam, że pociąga mnie czerpanie właściwości przyrody wprost ze źródeł.
Innym słodzikiem, równie mocno polecanym jest ksylitol.
Ksylitol, to inaczej cukier z kory brzozy. Jest równie słodki jak zwykły cukier, ale jest o 40% mniej kaloryczny, a jego wskaźnik glikemiczny wynosi zaledwie 9. Jednakże jego naturalne pochodzenie i pozyskiwanie można postawić pod znakiem zapytania.
Dlaczego?
W produkcji ksylitolu wykorzystuje się stężony kwas, (powodujący hydrolizę drewna brzozowego) oraz chemiczną redukcję. Innym sposobem jest zastosowanie kwasu glukonowego, który po dekarboksylacji poprzez utlenianie np. nadtlenkiem wodoru redukuje się chemicznie...
Proces ten nie jest zbyt naturalny, więc ciężko mówić o naturalności ksylitolu. Owszem działa przeciwpróchniczno, nie potrzebuje insuliny do przetworzenia w organizmie i ma zabija grzyby. Jest to też przyczyna, z powodu której ksylitol nie nadaje się do rozrabiania drożdży.
Osobiście smakuje mi ksylitol - bo przypomina cukier biały, do którego jesteśmy przyzwyczajani przez całe życie.
Jednak zważywszy na jego cenę i niezbyt przyjazny dla natury (bo w gruncie rzeczy całkowicie chemiczny) sposób wytwarzania go - pozwolicie, że nie będę go tutaj wychwalać :roll: .
Jeszcze inną substancją słodzącą - i również słodszą od cukru białego jest miód.
Miód może uczulać, może być niebezpieczny dla alergików. Miód może też być oszukany (czyli z sprzedawany jako naturalny, a będący mieszanką z cukrem białym).
Jednak z mojej strony pozwolę sobie zachować opinię subiektywną i nie napiszę nic złego o tym "nektaru bogów".
Nie tylko jego smak jest wart spróbowania, ale też wartości odżywcze. Nie będę tu jednak wypisywać peanów na jego temat, bo wydaje mi się, że już to robiłam - o tutaj.
Wracając do tematu słodzików nie sposób tu nie wspomnieć o aspartamie.
Jest to chyba najpopularniejszy sztuczny słodzik o najbardziej złej renomie wśród słodzików. Uważany jest za czynnik odpowiedzialny za nadpobudliwość u dzieci i powstawaniu nowotworów.
Niedawne badania (z 2013 r) obaliły te przypuszczenia, ale strach pozostał. Wcześniej bardzo obawiałam się żuć gumy do żucia, jako, że produkty te zwykle zawierają ten środek. Jednak od pewnego czasu inaczej patrzę na to wszytko. Wszak jedną gumą do żucia (i to żutą co kilka, lub kilkanaście dnia) nie przekroczy się zalecanego dziennego spożycia.
Jeszcze innym środkiem używanym do słodzenia jest melasa.
Melasa to płynna, ciemna maź, która pozostaje po oczyszczeniu cukru do postaci białej. Zatem to właśnie w niej znajdują się cenne sole mineralne, których w cukrze już nie ma.
Nigdy nie próbowałam tego specyfiku, ale mam zamiar to zmienić (wszak dla eksperymentu i zdrowotności, czegóż się nie robi? :lol: )
Do niedawna fruktoza była uważana była za zupełnie bezpieczny cukier.
Owszem, jego owocowe pochodzenie mogłoby wskazywać na duże właściwości zdrowotne. Tak jednak nie jest. :-(
Organizm człowieka nie jest przystosowany do metabolizmu fruktozy.
Co innego, gdy owoc spożywamy w całości, lub choć w postaci naturalnych, świeżo wyciskanych soków, bo wtedy dostarczamy do organizmu wiele cennych witamin i składników mineralnych.
Jednak spożywanie czystej fruktozy, pozbawionej już witamin i składników mineralnych całkowicie mija się z celem.
... Oczywiście słodzić można też całymi owocami i pewnie jeszcze wieloma produktami, o których tutaj nie wspomniałam.
Jednak w zdrowym odżywianiu ważne jest nie tyle zastąpienie cukru białego innym cukrem, ale odzwyczajenie się od słodkiego smaku, a przynajmniej ograniczenie go. :lol:











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz