poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Jeść ryby czy nie jeść - Oto jest pytanie

Coraz częściej się słyszy, że ryby są bardzo niezdrowe, że szkodliwe wręcz i nie warto po nie sięgać. Z drugiej strony któż nie słyszał o dobroczynnym działaniu kwasu omega–3 i wspaniałych właściwościach rybnego tłuszczu na ludzkie zdrowie.



I teraz można siąść pod ścianą i zapłakać bezradnie rozkładając ręce…

Bo cóż w takiej sytuacji robić?  :roll:

Ogólnie, sama nie wiem. Nie mogę decydować za innych, bo decyzja musi być absolutnie samodzielna dla każdego człowieka z osobna (z wszystkimi jej konsekwencjami i zagrożeniami).

Jednak sama postanowiłam zaryzykować. I od dobrych dwóch miesięcy usilnie narażam się na zakażenie rtęcią, metalami ciężkimi i innymi strasznymi rzeczami. Doszło do tego, że częściej jem ryby niż mięso (co wcześniej było dla mnie nie do pomyślenia).

Dlaczego?

Jest kilka przyczyn…

Najpierw skupię się na tych strasznych zagrożeniach, które atakują biednego człowieka chcącego spożywać pływające za życia mięsko.

Od razu zdefiniujmy pangi jako coś szczególnie niewskazanego. Sam fakt hodowania tych ryb na masową skalę, karmienia ich sztuczną paszą, faszerowania hormonami i trzymania w nienaturalnym zagęszczeniu eliminuje ich walory zdrowotne. Z tych samych powodów nie jem karpi. (Konsekwencji brak mi już przy łososiu, czy pstrągu, ale po prostu mam do ryb tych słabość ;) )

Wiele mówi się o rtęci znajdującej się w mięsie ryb. I jest to realne zagrożenie. Dlatego dobrze byłoby ograniczyć spożywanie tuńczyka, czy owoców morza. Warto tu zaznaczyć, że tylko ok. 7% rtęci znajdującej się w ludzkim ciele jest pochodzenia rybnego. Niewiele mniej tego metalu znajduje się w alkoholu oraz herbatach. Zatem chyba problem rtęci w rybach jest za bardzo wyolbrzymiany. Nadal są polecane jako bogate źródło kwasów omega–3, witaminy D, jodu, białka, witaminy E, A i wielu innych.

Niektóre ryby zawierają niezbyt szczęśliwy stosunek tłuszczów korzystnych dla człowieka do tych już mniej korzystnych. Tak jest w przypadku suma afrykańskiego i okonia nilowego. Natomiast ryba maślana zawiera ok. 90% tłuszczów niestawialnych dla człowieka.


I co?

Już się wystarczająco zaniepokoiłeś?

Jest stres?

Jest przerażenie? :-(


To myślę, że już wystarczy tego straszenia. :lol:

Przejdźmy zatem do przyjemniejszej strony jedzenia ryb.  :lol:

W końcu – było, nie było – RYBY SĄ ZDROWE !

Niby dlaczego takie dobre i warte skonsumowania?  :-?

- Przede wszystkim z powodów tych słynnych kwasów omega–3.

Jednak o co dokładnie z nimi chodzi?  :-?

Wiadomo, że są to tłuszcze z grupy nienasyconych, czyli tych bardziej korzystnych dla człowieka. Mają wpływ na wiele mechanizmów działających w ludzkim organizmie. To właśnie kwasy omega–3 spowalniają proces starzenia się, przeciwdziałają wystąpieniu nowotworów, zmniejszają ryzyko zawału serca, oraz problemów z płodnością. Biorą udział w prawidłowej pracy mózgu i oczu.

… I jest tego pewnie znacznie więcej, ale tyle można wymienić niemal na poczekaniu. :roll:

Najistotniejsza nie tyle jest ilość przyjmowanych kwasów omega–3, co jej odpowiedni stosunek do kwasów omega–6.

Odpowiednia proporcja między kwasami omega–6, a kwasami omega–3 zapewnia dobre zdrowie. Ta proporcja najlepiej gdy jest równa 2:1. Tymczasem we współczesnym żywieniu często stosunek ten jest bliższy 20:1, a nierzadko jeszcze większy.

Dzieje się tak z powodu ogromnej ilości produktów zawierających kwasy omega–6. Już nie tylko tłuszcz ten jest w olejach roślinnych. Odkąd produkcja żywności stała się masowa i zaczęto stosować pasze do karmienia zwierząt (bogate w ten tłuszcz) również w mięsie, mleku i jajkach jest on obecny. W dzisiejszym świecie większość produktów zawiera mniej, lub więcej tych tłuszczów. Dlatego tak trudno utrzymać odpowiednią proporcję pomiędzy nimi, a kwasami omega–3.

Po co nam ta równowaga?

Z tej przyczyny, że tłuszcze omega–6 działają jako zapalacze, powodując powstawanie stanów zapalnych (co często służy wyleczeniu organizmu z konkretnych schorzeń). Ich zbyt duża ilość zaburza poprawne funkcjonowanie organizmu. Natomiast kwasy omega–3 działają odwrotnie, wygaszając stany zapalne i zaognienia w ludzkim organizmie. Dopiero jak to wiemy, możemy zrozumieć dlaczego tak ważne jest utrzymanie jednych i drugich w odpowiednim stosunku.

… ale powróćmy jednak do ryb… ;-)

Nie tylko tłuszcze z rodziny omega–3 są argumentem za spożywaniem ich. Inną ważną sprawą jest duża zawartość jodu w rybach morskich. A jak jod, to odpowiednia praca tarczycy, a co za tym idzie hormonalna gospodarka organizmu. Czasem ludzie nie wiedzą, że mają problemy z tarczycą i tylko dziwią się, że za dużo/mało jedzą, zbyt dużo/mało śpią, często się męczą, nadspodziewanie szybko tyją/chudną itd.

Inną ważną zaletą ryb jest witamina D. Owszem do jej produkcji organizm potrzebuje Słońca, ale żeby ta gwiazda miała szansę w taki sposób zadziałać (podobno już 20 minut dziennie na świeżym powietrzu załatwia sprawę z wytwarzaniem tej witaminy) potrzeba mieć w organizmie tłuszcze do jej wytworzenia.

A jakby tego było mało, to pamiętaj, że ryby są bogatym źródłem białka, witamin A, E i wielu innych cennych składników odżywczych.

Jeśli nie lubisz ryb, lub zwyczajnie boisz się ich spożywać, to już Twoja sprawa. Jednak mnie do nich przekonuje nie tylko zdrowie.

Jest jeszcze coś, co sprawia, że z pokarmu tego nigdy nie chciałabym zrezygnować.

… Bo ryby są pyszne!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...