wtorek, 11 sierpnia 2015

Domowy sposób na sushi

Dziś w dalszym ciągu będzie o rybach.

Jednak teraz dla odmiany napiszę o czymś, co może zrazić Cię do nich. Otóż nie powinno się ich smażyć.


- Ale jak to? Nie smażymy rybki? To jak ją jemy? Gotowaną? Pieczoną? Czy może od razu surową? – Pewnie pomyślisz wykrzywiając twarz z obrzydzenia.

A ja powiem Ci, że smażenie to nigdy nie jest dobry wybór przygotowania jedzonka. Podczas tworzenia się tej apetycznej złocistej skórki skrobia zawarta w potrawie (np. w panierce rybki) wytwarza rakotwórczy akrylamid.  Zresztą podobnie rzecz się ma do pieczenia i grillowania. Nie jestem gorącym przeciwnikiem tych sposobów obróbki termicznej, ale uważam, że warto je maksymalnie ograniczyć.

Smażenie/pieczenie/grillowanie dla ryb jest zabójcze również z innego powodu. Otóż wtedy giną zawarte w nich cenne kwasy omega–3.

Jak zatem jeść ryby? :roll:

Można je ugotować na parze, potrzymać w zalewie, albo zwyczajnie zjeść na surowo.



I właśnie o tym jedzeniu ryby na surowo dziś rozpiszę się trochę dłużej.

Najpopularniejszą potrawą z taką rybą jest oczywiście sushi. Obecnie przygotowanie tych śmiesznych, małych kawałeczków stało się nie tylko możliwe, ale też proste. Zakupu niezbędnych do tego produktów można dokonać w pobliskim sklepie (ostatnio w biedronce i w lidlu były tygodnie azjatyckie), hipermarkecie, sklepie z produktami z kuchni świata i oczywiście na allegro. Warto porównać ceny, bo są strasznie różne (jak dotąd najtaniej udało mi się znaleźć je jednak w sieci).

Żeby zacząć mówić o sushi warto zaopatrzyć się w listki nori (prasowane wodorosty), pastę wasabi (albo coś innego równie ostrego – np. w sieci sklepów mila dostępny jest tarty chrzan z dodatkiem wasabi) i ocet ryżowy. Poza tym dobrze byłoby posiadać czarny sezam, marynowany imbir, sos teriyaki, ale to wszystko nie jest już takie obowiązkowe.

Oczywiście sushi to nie tylko składniki stałe, ale też to co będzie w środku, czyli ryba, pomidor, sałata, ogórek, avocado, papryka, marynowany bambus, oliwki itp. To może być cokolwiek, co tylko lubisz i chciałbyś zjeść z rybą.

I oczywiście ryż.

/Tutaj popełnię pewną profanację i nie zaproponuję kupna specjalnego ryżu do sushi, bo zwykły, nawet długoziarnisty też jednak się nadaje, a skoro się nadaje, to nie ma sensu przepłacać. Grunt tylko, żeby go nie rozgotować – lepiej gotować przez 10 minut, a potem trzymać pod przykryciem przez 5 minut, żeby stał się miękki./ Wszyscy polecają płukać go kilka razy przed gotowaniem, aby pozbyć się nadmiaru skrobi. Potem, jak już jest miękki należy go przyprawić, czyli na szklankę ryżu dajeć łyżeczkę soli, trzy łyżeczki cukru i cztery octu ryżowego.

Sushi to bardzo ogólna nazwa. Jeśli będziesz zawijać w nori i ryż pojedyncze składniki, to uzyskasz hosomaki. Jeśli zawiniesz kilka składników na raz – powstaną futomaki. Ogólnie dobrze wiedzieć, że maki to zawsze jakieś składniki zawinięte w ryż i w nori.

Ciekawą wersją sushi są uramaki, w których to ryż jest przed nori, a nie odwrotnie.

Oczywiście ważne jest też nigiri, czyli na stożek ryżu posmarowany wasabi położony jest kawałek surowej ryby.

Znawcy wymieniają znacznie więcej rodzajów, ale już tyle wystarczy, żeby mniej – więcej rozumieć „z czym to się je”.

Z rzeczy ważnych to do jedzenia sushi nigdy nie używaj innych sztućców jak tylko patyczki. Można też jeść je palcami.

Samo zrobienie sushi nie jest trudne. Dlatego polecam włączyć je do domowego menu. Ja zwyczajnie na silikonową stolnicę (nie bawię się w bambusowe maty) kładę listek nori (matową stroną do góry) i rozprowadzam na nim ryż (oczywiście omijając dwa końcowe paski potrzebne do sklejenia się przekąski). Potem rysuję małą ścieżkę z wasabi i marynowanego imbiru (albo co tam mam ostrego pod ręką), posypuję to czarnym sezamem i nasionami chia, układam pasek rybki, sałaty, pomidora, ogórka (i co mi jeszcze przyjdzie do głowy), zawijam i już.

Nie kroję na sześć kawałków (choć tak się powinno), ale na osiem (wtedy są mniejsze i zgrabniejsze).

W filmiki nie będę się bawić, bo na youtube jest tego wystarczająco dużo.

Z rzeczy innych (czyli takich, których nie ma w przepisach), to pokrojoną rybkę (przeważnie łososia) chwilę marynuję przed dodaniem jej do sushi. Marynata to przeważnie papryka chili, sok z cytryny, sól i pieprz. Jak rybka posiedzi w tym co  najmniej pół godziny, to i zarazków trochę zginie, a i sam smak się poprawi.

Od niedawna (chyba końca czerwca) jem sushi i cieszę się, że się do tej potrawy przekonałam. Wcześniej kilka razy miałam okazję próbować, ale jakoś nie zapałałam uczuciem do takiego jedzenia. Dopiero po poście oczyszczającym nabrałam wręcz namacalnej chęci na sushi. I faktycznie – zaczęło mi smakować.

Jest nie tylko proste, dobre i wygodne (szczególnie na taki upał jak w ostatnich dniach), ale przy tym też zdrowe.  :-D

Dlatego polecam i od razu życzę SMACZNEGO ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...