poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Koncentracja energetyczna

W wyborze wartościowego pożywienia dużą rolę odgrywają trzy wskaźniki. O indeksie sytości i indeksie glikemicznym pisałam niedawno. Dziś poruszymy temat trzeciego wskaźnika – równie ważnego co dwa poprzednie.

Każdy posiłek ma określoną gęstość energii. Informuje nas ona o tym ile dany produkt zawiera kcal w jednym gramie, czyli ile ma węglowodanów. Polecane jest spożywanie produktów, które mają mniejszą gęstość energii. To pozwala jeść posiłki mniej kaloryczne, ale sycące.



Jednak zawsze należy pamiętać, że w prawidłowym żywieniu nie możemy całkowicie zrezygnować z produktów o wysokiej gęstości energetycznej. Należy łączyć je z jedzeniem, które jest mniej kaloryczne (a więc i o mniejszej gęstości energii). Niską gęstością energii charakteryzują się produkty z dużą zawartością wody, błonnika i białka, ale małą ilością tłuszczu.

Niską gęstość energii mają owoce i warzywa, chude mięso, drób, ryby, oraz fasole i grochy.

(- Znowu brzmi znajomo :roll:   - najwyraźniej od tych owoców i ryb do końca bloga się nie uwolnimy :lol: )

W poprawnie zbilansowanej diecie nie możemy unikać orzechów, bakalii i miodu, choć produkty te są bardzo gęste energetycznie.

Jednak zawsze pamiętajmy, że nie tylko ważna jest ilość spożywanych węglowodanów. Bardzo duże znaczenie ma też rodzaj cukru, czy jest prosty, czy złożony. Cukry proste i sacharoza nie są wskazane. Szybko po ich spożyciu przedostają się do krwioobiegu powodując wyrzut insulinowy (o czym już wcześniej pisałam).

Inną grupę stanowią cukry złożone. Te węglowodany zawarte są w kaszach, ryżu brązowym, nasionach, warzywach strączkowych i produktach pełnoziarnistych. Cukier dostarczany w ten sposób do organizmu nie wchłania się od razu. Aby organizm mógł go przyswoić musi dopiero rozłożyć go na „czynniki pierwsze”, co zajmuje mi o wiele więcej czasu niż to ma miejsce w przypadku cukrów prostych. Takie proces jest bardziej korzystny dla zdrowia. Ponadto jedząc takie produkty jak warzywa, owoce, czy nasiona dostarczamy do organizmu błonnik, który jest przecież niezbędny do poprawnego trawienia pokarmu.

Sporne jest stanowisko w sprawie soków. Z pewnością nie należy pić tych z półek sklepowych i wyprodukowanych z soków zagęszczonych, wzbogaconych w sztuczne witaminy i dodatkową porcję fruktozy (czego i tak nie dowiemy się po składzie, bo fruktoza, to cukier owocowy i nikt nie musi informować, że jej część została zwyczajnie dosypana). Już nawet nie piszę o sztucznych barwnikach i aromatach, bo chyba nikt nie chce dostarczać do swojego organizmu niepotrzebnych (a często też nie całkiem neutralnych dla zdrowia) składników. Choć tutaj muszę powiedzieć, że niedawno zostałam mile zaskoczona. Otóż udało mi się w Biedronce znaleźć sok normalnie wyciśnięty z owoców, a nie wyprodukowany z soku zagęszczonego. Najlepsze soki, to te wyciskane w domu (do tej pory tak też robiłam, aż mi sprzęcik padł. Teraz od czasu do czasu sięgam po te kupione - dopóki moja maszyna czeka na naprawę). Soki powinno się pić świeżo po wyciśnięciu, gdy witamina C jeszcze nie jest utleniona (czyli najlepiej jak np. sok jabłkowy jeszcze nie pociemnieje). I oczywiście najzdrowsze są nie te całkowicie krystaliczne, ale właśnie mętne, a nawet z kawałkami owoców (wtedy zawierają też błonnik tak potrzebny naszemu organizmowi). Lubię wyciskane soki domowe i oczywiście polecam je do picia. Jednak dla zdrowia korzystne jest spożywanie całych owoców i warzyw. Dlatego nawet pijąc soki nie można wyrzec się jedzenia tych produktów w całości.

Na tym kończę ten ciąg węglowodanowy…

I oczywiście dobranoc Wam życzę

- Gośka  8-)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Glikemia

Niektóre produkty powodują bardzo szybki wzrost poziomu cukru we krwi, a potem równie szybki spadek. Takie wahania nie są wskazane dla żadnego organizmu (nawet tego zupełnie zdrowego). Powodują nie tylko rozregulowanie w pracy mózgu i tycie.



Po np. zjedzeniu batonika poziom cukru gwałtownie się podnosi. Mózg – działający przecież na cukrze – przez chwilę zwiększa swoją aktywność i sprawność, by szybko –po spadku poziomu cukru – popaść w apatię jeszcze większą niż przed zjedzeniem batonika :roll: .

Odkładanie się tłuszczu w organizmie jest następstwem dużych skoków w ilości wytwarzanej insuliny, którą organizm wydziela na skutek pojawiającej się glukozy – cukru – we krwi.

Możemy podejrzewać, że słodycze właśnie tak działają. Jednak okazuje się, że nie tylko one, ale również m.in. piwo, produkty smażone, ryż, biała mąka i produkty ją zawierające, banan, miód, mleko tłuste i morele z puszki.

Skąd jednak mamy wiedzieć, czy po danym produkcie poziom cukru gwałtownie się podniesie, czy nie?

W tym celu przydatny okaże się indeks glikemiczny (IG), który określa glikemię (poziom cukru we krwi) po zjedzeniu określonych rzeczy.

Indeks glikemiczny określa procentowo szybkość zwiększenia stężenia glukozy we krwi po spożyciu określonych produktów. Przy układaniu go za wyjściowe uznano spożycie czystej glukozy, której to przyznano 100% (zatem w IG liczbę 100).

Wybierając posiłek warto wiedzieć jaki będzie miał wpływ na poziom cukru w naszym organizmie. Dlatego poniżej podaję spis produktów z niskim, średnim i wysokim indeksem glikemicznym.

Produkty z niskim indeksem glikemicznym (poniżej 40):

Jaja, kawa, herbata0
Owoce morza0
Ryby0
Sery tłuste (żółty, pleśniowy itp.)0
Śmietana kwaśna0
Tłuszcz roślinny/zwierzęcy0
Wino wytrawne (czerwone, białe)0
Wołowina0
Ocet5
Przyprawy (oregano, bazylia, wanilia itp.)5
Awokado10
Agawa (syrop)15
Agrest złoty15
Brukselka15
Cebula15
Cukinia15
Czarna porzeczka15
Fasolka szparagowa15
Grzyby15
Imbir15
Kalafior15
Kapusta15
Kiełki (fasoli mung, soi, brokułów)15
Kiszona kapusta15
Koper15
Korniszony (bez cukru)15
Por15
Migdały15
Ogórek15
Oliwki15
Orzechy (najróżniejsze)15
Orzeszki ziemne (fistaszki)15
Papryczki Chili15
Papryka (czerwona, zielona, żółta)15
Rabarbar15
Rzodkiew15
Seler naciowy15
Szpinak15
Czekolada gorzka (>80% kakao)20
Czereśnie20
Kakao (bez cukru)20
Sok cytrynowy (niesłodzony)20
Borówki25
Czekolada gorzka (>70% kakao)25
Czerwona porzeczka25
Humus25
Jeżyny25
Mąka sojowa25
Maliny25
Masło migdałowe25
Masło z orzechów laskowych25
Pestki z dyni25
Truskawki25
Wiśnie25
Zielona soczewica25
Buraki surowe czerwone30
Ciecierzyca gotowana30
Czerwona soczewica30
Czosnek30
Grejpfrut30
Gruszka30
Mandarynki30
Marakuja30
Marchew surowa30
Marmolada bez cukru30
Migdałowe mleko30
Morele świeże30
Pamelo30
Pomidory30
Rzepa, brukiew (surowe)30
Soczewica żółta30
Twaróg odtłuszczony30
Biała fasola35
Brzoskwinie35
Czarna fasola35
Drożdże35
Dziki ryż35
Figi świeże35
Granat35
Groszek zielony35
Jabłka duszone35
Jabłka suszone35
Jabłko (świeże)35
Jogurt odtłuszczony35
Nasiona ( siemię lniane, sezam, mak )35
Nektarynki35
Pomarańcze35
Pomidory suszone35
Przecier pomidorowy35
Śliwki35
Sok pomidorowy35
Słonecznik35


Produkty ze średnim indeksem glikemicznym (między 45, a 50):

Bób niedojrzały/niegotowany40
Chleb z mąki pp40
Fasola z puszki40
Figi suszone40
Gryka40
Kasza gryczana40
Laktoza40
Maca (z mąki pp)40
Makaron z mąki razowej - al dente40
Marchwiowy sok40
Masło orzechowe (bez cukru)40
Mleko kokosowe40
Morele suszone40
Otręby (owsiane i pszenne)40
Owies40
Płatki owsiane (niegotowane)40
Śliwki suszone40
Spaghetti al. dente (gotowane 5min)40
Ananas (świeży)45
Banany niedojrzałe45
Chleb pp stostowany45
Chleb żytni (z mąki pp)45
Jęczmień (ziarno)45
kaszka pszenna bulgul45
Kokos45
Mąka z pszenicy egipskiej ( kamut)45
Makaron : typ Capellini45
Płatki śniadaniowe pełne45
Ryż basmati brązowy45
Sok grejpfrutowy (niesłodzony)45
Sok pomarańczowy (świeży, niesłodzony)45
Tosty z chleba z mąki pełnej45
Winogrono (zielone i czerwone)45
Zielony groszek z puszki (bez cukru)45
Żurawina45
Bataty - słodkie kartofle50
Chayote - dyniowaty50
Chleb orkiszowy50
Ciasto z mąki pp (bez cukru)50
Jabłkowy sok (niesłodzony)50
Kiwi50
Makaron z pszenicy durum50
Mango50
Muesli (niesłodzone)50
Owoce lichee50
Persymona, kaki50
Ryż basmati50
Ryż brązowy50
Sok ananasowy (świeży, niesłodzony )50
Sok ananasowy (świeży, niesłodzony)50
Sok jabłkowy (niesłodzony)50
Sok żurawinowy ( niesłodzony)50


Produkty z wysokim indeksem glikemicznym (powyżej 50):

Brzoskwinie z puszki55
Ketchup55
Musztarda (z cukrem)55
Nutella®55
Papaja55
Sok winogronowy (niesłodzony)55
Sok z mango (niesłodzony)55
Spaghetti (ugotowane na miękko)55
Sushi55
Banany dojrzałe60
Kakao słodzone/czekolada60
Kasza manna60
Lazania60
Lody słodzone cukrem60
Majonez z cukrem60
Melon60
Miód60
Mleko tłuste60
Morele z puszki60
Owsianka60
Pizza60
Ryż długoziarnisty60
Ananas z puszki65
Buraki gotowane65
Chleb "razowy" (z białej mąki)65
Chleb pełnoziarnisty65
Chleb żytni z białej mąki65
Dżem z cukrem65
Kukurydza65
Kuskus65
Mąka kasztanowa65
Mars®, Snikers®, Nuts®, itp..65
Muesli (z cukrem, miodem itp.)65
Pigwa konserwowa (z cukrem)65
Rodzynki65
Syrop klonowy65
Tamarynda (słodzona)65
Ziemniaki w mundurkach65
Amarantus dmuchany70
Bagietka70
Biały ryż70
Biszkopt70
Brązowy cukier70
Bułki70
Chipsy70
Cukier70
Daktyle suszone70
Kasza jęczmienna70
Kleik70
Napoje (słodzone)70
Polenta70
Proso70
Ravioli70
Risotto70
Rogalik70
Sucharki70
Tacos70
Ziemniaki gotowane70
Arbuz75
Dynia75
Kabaczek75
Bób gotowany80
Marchew gotowana80
Puree80
Biała mąka85
Prażona kukurydza85
Płatki kukurydziane85
Ryż dmuchany85
Ryż paraboliczny85
Rzepa, brukiew (gotowane)85
Seler gotowany (korzeń)85
Chleb z białej mąki90
Mąka ziemniaczana90
Mąka ryżowa95
Ziemniaki pieczone95
Ziemniaki zasmażane95
Glukoza100
Skrobia modyfikowana100
Piwo110

Dobranoc

- Gośka  :lol:

sobota, 29 sierpnia 2015

Cukier, ach ten cukier...

Cukier to coś co kusi, chwilowo uspokaja i uzależnia. O tym, że jest niezdrowy wiedzą wszyscy, ale dlaczego jest niezdrowy – już mało kto.

Dziś cukrowi przyjrzymy się nieco bliżej…



Na początku zastanówmy się po co jest on nam w ogóle potrzebny (gdyby nie był nam potrzebny moglibyśmy się bez niego obejść i żyć zdrowo).

Jeśli myślicie, że nie, to jesteście w błędzie ;-) .

To właśnie na  cukrze działa mózg i układ nerwowy. Gdy jest go w organizmie za mało dochodzi do problemów z koncentracją i nauką, oraz zdenerwowania. Na dodatek zwiększony wysiłek fizyczny bez odpowiedniej ilości cukru może prowadzić nawet do hiperglikemii (drastycznego spadku cukru) objawiającej się zasłabnięciem, a nawet utratą przytomności 8-O .

Teraz pewnie myślisz sobie z triumfem:

„Dobrze, że jem te tony czekoladek! Wiedziałem, że jest jakieś naukowe wyjaśnienie dlaczego mam taką potrzebę ich pochłaniania”

A wyobraź sobie, że wcale nie dobrze!

Cukier znajduje się również w „normalnym żywieniu”, czyli w takich produktach jak owoce i warzywa, zboża, fasola, soczewica.

Na dodatek wcale nie potrzebujemy go bardzo dużo. Jeśli nie stronimy od owoców i warzyw organizm ma go dostateczną ilość.

A nadmiar (zwłaszcza cukru prostego) jest bardzo szkodliwy.

Cukier prosty może być nie tylko pod postacią cukru białego, brązowego nierafinowanego, czy barwionego słodem na brązowo. Cukier prosty występuje też w alkoholu, białej mące i ryżu.

Cukier jest pożywką dla bakterii, pasożytów i innych intruzów atakujących nasze ciała. Dlatego jego zwiększenie obfituje w pojawianie się próchnicy na zębach, różnorakich chorób, a nawet guzów.

Cukier i biała mąka działają jak karma dla rozwijających się zwyrodniałych komórek nowotworowych.

Cukier zwiększa zapotrzebowanie na witaminy z grupy B, oraz magnez, fosfor, chrom i wapń (przez co można mieć ich niedobory).

Zaburza też wchłanianie miedzi.

Zmienia strukturę białka oraz zaburza jego wchłanianie.

Cukier przyczynia się do upośledzenia układu odpornościowego organizmu. Przez to może powodować nadkwasotę, problemy z jelitami, zapalenie wyrostka robaczkowego, hemoroidy, żylaki, drożdżycę, powstawanie kamieni żółciowych i wątrobowych, arteriosklerozę, alergie pokarmowe, zatrucie ciążowe, zwiększenie ciśnienia krwi, paradontozy, migreny, choroby wieńcowej, egzemy, zaćmę, rozedmę płuc, zaostrzenie choroby wrzodowej, astmy, artretyzmu, objawów stwardnienia rozsianego.

Cukier zwiększa prawdopodobieństwo alkoholizmu i zapadnięcie na zapalenie jelit i owrzodzenie jelita grubego .

Ponadto może podwyższyć cholesterol i zmniejszyć poziom hormonu wzrostu.

Cukier może też osłabić wzrok.

Zmienia strukturę DNA, przyspiesza starzenie się organizmu.

Zaburza gospodarkę insulinową, zmniejsza przyswajanie glukozy i stężenie lipoprotein HDL.

Odpowiada ze wyższe stężenie trój glicerydów, poziomu glukozy i insuliny na czczo, i lipoprotein LDL.

Jego nadmiar może spowodować chroniczne zmęczenie, apatię/lub stan zbyt dużego pobudzenia, bezsenność/lub zbyt dużą senność, wypryski i infekcje.

Ta biała używka silnie uzależnia, prowadzi do nadwagi, hipoglikemii, nadaktywności, cukrzycy, chorób wirusowych, grzybicy, nowotworów, impotencji, osteoporozy, próchnicy, nadciśnienia i chorób serca.

Zaburza funkcjonowanie pamięci, koncentracji i możliwości przyswajaniu wiedzy.

Czynnie przyczynia się do coraz częściej pojawiającej się wśród ludzi nadwagi.

Warto pamiętać, że cukier to również środek zwiększający agresję. Dlatego jego spadek powoduje spadek agresji.

Cukier może też uszkadzać nerki :-( .

Jego nadmiar obciąża wątrobę i trzustkę, przez co zmniejsza możliwości organizmu trawienia tłuszczów. Dlatego nie bez powodu przyjęło się mówić, że tyje się nie od samego tłuszczu, ani od samego cukru, ale od posiłków łączących cukry i tłuszcze.

I co?

Nadal masz ochotę zjeść tego batonika leżącego w lodówce? :-?

piątek, 28 sierpnia 2015

Uczucie sytości

Kto oglądał „Dzień Świra”, to pewnie pamięta scenę z pociągu, gdzie kobieta przy każdym zjadanym chipsie mówi „Ostatni”.


Jak to jest, że słodycze możemy jeść i jeść, a po spożyciu orzechów szybko czujemy sytość?

Dlaczego jedne produkty sprawiają, że jesteśmy długo pojedzeni, a inne wręcz przeciwnie (od razu czujemy się głodni i niemal natychmiast mamy ochotę znowu coś schrupać)?

Na wpływ poczucia pojedzenia, czyli sytości ma wpływ ilość znajdującej się posiłku wody, sposób przyrządzenie go (produkty smażone dają o wiele krótszy czas sytości niż te same ugotowane), oraz ilość błonnika (im go więcej tym pokarm jest dłużej trawiony, dłużej znajduje się w jelitach, a więc i dłużej zaspokaja głód).

O tym jak długo po danym produkcie czujemy się syci informuje wskaźnik sytości.



W parametrze tym za podstawowy miernik przyjęto porcję białego chleba, której to przyznano 100%. Dlatego produkty, które mają indeks sytości poniżej 100% - są mniej sycące od takiego chleba, a takie, które powyżej 100% – są bardziej sycące.

Z owoców najwyższy indeks sytości mają pomarańcze (202%), jabłka (197%) i winogrona(162%). Banany mają tylko 118%, czyli są porównywalne do porcji białego pieczywa.

Wśród produktów bogatych w białko na pierwszym miejscu znajdują się ryby (225%), wołowina (178%) i fasola (168%). Jednak również jaja (150%) i ser (148%) są bardziej sycące od białego chleba.

W gamie produktów wysokowęglowodanowych rekordzistami są gotowane ziemniaki (323%). Mniej sycące są ciemne makarony (188%), chleby razowe (157%) i z ziarnami (154%), oraz ryż biały (138%) i ciemny (132%). Biały makaron (119%) ma niewiele wyższy już indeks sytości od frytek (116%). Widzimy tutaj jak smażenie zmienia długość uczucia nasycenia po zjedzeniu danego produktu (ziemniaki po usmażeniu stały się prawie 3 razy mniej sycące).

Nie sposób nie wspomnieć o owsiance (209%), która syci o wiele bardziej niż musli (118%).

Wśród słodyczy i przekąsek niewątpliwie najlepszy indeks sytości posiada popcorn (154%).

Oprócz wskaźnika sytości interesujące są jeszcze dwa parametry pożywienia. Jest to indeks glikemiczny oraz indeks gęstości energii pożywienia, ale o tym napiszę innym razem…
Dobrej nocki Wam życzę  ;-)

- Gośka  :lol:

czwartek, 27 sierpnia 2015

Wspólny mianownik

Na diety można patrzeć w różnoraki sposób. Jednych interesuje niski wskaźnik glikemiczny. Inni poszukują produktów bogatych w minerały i witaminy. Jeszcze inni chcieliby dbać o swoją wątrobę. Problemów, niedociągnięć, wymagań jest tyle ilu ludzi… :-?

Jak zatem stwierdzić, która dieta jest najzdrowsza, najwartościowsza, najlepsza?



Po pierwsze wiemy, że nie ma czegoś takiego jak najlepsza dieta dla wszystkich. Inna zapotrzebowanie na węglowodany, białko i składniki odżywcze ma małe dziecko, inne osoba dojrzewająca, jeszcze inne ktoś w średnim wieku, czy już zupełnie w podeszłym. Podobnie rzecz się ma do trybu życia. Inaczej powinni jadać sportowcy, inaczej ludzie pracujący przy biurku, inaczej ludzie chorzy (zgodnie z zaleceniami lekarzy co do swojego schorzenia), a jeszcze inaczej osoby całkowicie zdrowe.

Zastanawiający jest jednak pewien fakt.

Większość zdrowych (z jakiegoś punktu widzenia) diet ma ze sobą wiele punktów wspólnych.  :roll:



Przeważnie polecane jest w nich spożywanie ryb, wołowiny i w ograniczonej ilości kurczaka, dużo wody, oraz owoców i warzyw. Jednocześnie zawsze należy ograniczać (lub całkowicie wyeliminować) cukier, produkty smażone i wysoko przetworzone, oraz zawierające konserwanty, sztuczne barwniki i aromaty.

To tak proste i tak często powtarzane, że powinno być już swoistym credo w codziennym żywieniu.

Nawiązując do tego podstawowego alfabetu dziś chciałam napisać co-nieco o owocach. Chyba wszyscy je w mniejszym lub większym stopniu uwielbiamy. Wszak są nie smaczne, zdrowe, różnorodne i sycące.

Weźmy pod lupę choćby takie najprostsze (i dostępne w każdym sklepie spożywczym) JABŁKO. Okazuje się, że w stanie surowym owoc ten w swojej skórce i gniazdach nasiennych zawiera dużo pektyn, czyli związków pomagających pozbyć się z organizmu metali ciężkich (takich jak ołów i kobalt) oraz zalegających w jelitach resztek jedzenia. Te niezwykłe związki zmniejszają przyswajanie cholesterolu, zapobiegają zaparciom i poprawiają pracę jelit. A żeby nie było tak monotematycznie, to trzeba dodać, że pektyny nie są jedynymi zaletami jabłek.

Kwasy zawarte w jabłku (kwas jabłkowy i cytrynowy) pomagają rozkruszać kamienie w woreczku żółciowym i wątrobie (dlatego tak ważne jest picie litra soku jabłkowego przez tydzień przed oczyszczaniem tych organów z kamieni cholesterolowych).

Ponadto to zwykłe na pozór jabłko, ma bardzo dużo witaminy C, potasu i żelaza. Zawierają też resweratrol (związek zapobiegający nowotworom).

Nie wiem czy Wy też, ale ja uwielbiam truskawki. Również one zawierają resweratrol (podobnie zresztą jak wiele innych owoców – nie tylko czerwone wino i winogrona). Poza tym znajdziemy tez w nich wapń, żelazo, magnez, fosfor i potas. Truskawki dostarczą nam witaminy C, A, E oraz witamin z grupy B (B1, B2, B3, B6).

Zwalczają niektóre wirusy, takie jak np. Herpes (wirus powodujący opryszczką i półpasiec). Poza tym obniżają poziom cukru we krwi i pobudzają białka działające przeciwko cukrzycy i chorobom cukrzycy.

Pomarańcza jest bogatym źródłem witaminy C, oraz potasu i witamin z grupy B. W jej białych skórkach znajdują się flawonoidy (wzmacniające  działanie witaminy C).

Winogrona dostarczają nie tylko takich witamin jak C, A i z rodziny B. Zawierają również potas, fosfor, wapń, magnez, miedź, cynk, żelazo i jod. Ponadto można w nich znaleźć reswertrol, flawonoidy. Pomagają też obniżyć ciśnienie krwi.

Banany, to jedne z popularniejszych owoców w naszych domach. Ich popularność jest wynikiem nie tylko dobrego (słodkiego) smaku, ale też dużej zawartości w nich potasu. Ponadto ma takie witaminy jak C, A, E, K, oraz z grupy B. Są tam też takie składniki mineralne jak: fosfor, wapń i magnez. Pomagaj obniżyć poziom cholesterolu i zmniejszają ryzyko powstania i nowotworu nerek. Niestety banany mają wysoki wskaźnik glikemiczny (jeśli ktoś zwraca na to uwagę, musi ograniczyć ich spożywanie).

Innym ciekawym i również egzotycznym owocem jest ananas Zawiera witaminę A, C oraz z grupy B. Ponadto ma w sobie potas, magnez, fosfor, wapń, żelazo, cynk, miedź i mangan.

Znajdująca się w nim bromelaina pozwala rozłożyć proteiny. Dlatego jest tak ceniona (zwłaszcza po posiłku). Bromelaina może też zwalczać gorączkę, zapalenia stawów, problemy trawienne, zakrzepy krwi, a na dodatek jest wskazana przy wszelkich ranach i ukąszeniach jako środek odkażający i oczyszczający organizm.

I co tu dożo mówić, z innymi owocami też jest ciekawie. Każde niemal ma w sobie coś co wpływa korzystnie i co warto w sobie mieć.

Dlatego jedzmy owoce, pijmy z nich soki (oczywiście nigdy „zamiast”, lecz zawsze „też”) i cieszmy się ich smakiem i właściwościami. :lol:
Smacznego…

- Gośka 8-)

środa, 26 sierpnia 2015

Przyczyna wypadków

Często gdy ktoś umiera ludzie kiwają głowami i powtarzają: „Widocznie tak miało być”. Nie sposób polemizować z tak przedstawioną mądrością życiową. Wszystko można przyjąć za wynik działalności siły wyższej, lub chociaż bezrozumnego losu. Tylko czy część tych złych rzeczy na pewno MUSIAŁA SIĘ wydarzyć? Czy mama oparzonego dziecka nie wiedziała, że gorąca herbata na skraju stołu jest w jego zasięgu? Czy student, który oblał egzamin przygotowywał się do niego? Czy potrącony pieszy rozglądnął się przechodząc przez ulicę?



Jeśli udzielamy na takie pytania twierdzącej odpowiedzi to znaczy, że zawinił tu nie los, czy bóg, ale zwykła bezmyślność i głupota…

Ostatnio otrzymałam dziwnego e-maila. Przeważnie usuwam wiadomości, których nadawcy nie znam, ale ten był inny. Napisała go jakaś „Dyrekcja Marlena Nowak”. Zgodnie z jego treścią ZUS w związku z pewnymi niejasnościami prosił mnie o weryfikację odłożonych składek. Zdziwiło mnie, że nie kontaktują się ze mną telefonicznie, albo listami na papierze. Zaintrygowana ściągnęłam załącznik. Byłam pewna, że to Excel z odpowiednimi obliczeniami. Pół sekundy po uruchomieniu go dotarło do mnie, że to nie arkusz kalkulacyjny, a najzwyklejszy w świecie wirus 8-O .

… W tak oto prosty sposób zainfekowałam (pierwszy raz w życiu i na szczęście na czas bardzo krótki) swojego laptopa. I nie będę tu pisać o złośliwości ludzi piszących takie programy i zajmujących się wymyślaniem sprytnych e-maili, bo to jest jasne jak Słońce.

Jednak poruszyło mnie jak ludzie (na czele ze mną) potrafią być bezmyślni. Niby jesteśmy mądrzy, myślący, wykształceni i tak bardzo zorientowali na swoje zdolności intelektualne… A tu przychodzi chwila i cała inteligencja idzie w łeb :-? .

Dlatego nigdy nie wyłączajcie logicznego myślenia, choć przełączenie się na zupełny automatyzm jest niezwykle kuszące.

W podejściu do własnego zdrowia również należy wystrzegać się bezmyślności.

Tyle się mówi o czytaniu etykiet. I niby wszyscy już o tym wiemy, ale czy często to robimy?

Lubimy przyprawy, ale tak bardzo zżyliśmy się z tymi gotowymi mieszankami, że trudno nam korzystać ze zwykłych suszonych ziół.

Na dodatek na śniadanie serwujemy dziecku płatki czekoladowe, albo nutellę i zapominamy, że to jest bardziej deser aniżeli normalny posiłek.

Wszystko to wynika z braku roztropności.

I nie chodzi o to, że jesteśmy szczególnie niemądrzy. Zwyczajnie nie zastanawiamy się nad tymi przyziemnymi rzeczami, albo zapominamy, że one w ogóle są. Jednak warto zawsze, cokolwiek się robi myśleć i kierować się rozumem a nie przyzwyczajeniem, odruchem, zachcianką.

Dobranoc

- Gośka  :lol:

wtorek, 25 sierpnia 2015

Chemia miłości

Spotykasz ją tak zwyczajnie w swojej codzienności i zmienia cały twój świat. Myślisz o niej zamiast pracować, jeść i spać. I nie możesz doczekać się chwili (tego wielkiego szczęścia), gdy znowu będziesz mógł ją zobaczyć. A potem patrzysz jej w oczy i wiesz, że to ta jedyna…



… Miłość to cudowne uczucie. Sprawia, że świat widzimy przez różowe okulary. Na dodatek zakochując się zmieniamy (i to dosłownie!!!) chemię naszego mózgu. Na początku wydziela się noradrenalina, hormon który przyspiesza tętno, zwiększa krążenie, rozszerza źrenice. Często wiąże się z przeżywaniem stresu. Jednak również przy silnych, ale miłych emocjach wytwarza się i wspiera działanie organizmu. W przypadku stanu zauroczenia noradrenalina odpowiada za uczucie podniecenia (tak przecież wtedy częste i długotrwałe :lol: ). Pierwsza faza obfituje też w dużą dawkę dopaminy, która determinuje działania związane z ruchem, radością, emocją. To dzięki niej ludzie zakochani mają więcej sił, ekspresji, motywacji do działania i czują, że mogą góry przenosić. Wtedy nic nie jest dla nich niemożliwe, zwłaszcza jeśli ma to związek z adorowaną osobą. Dopamina to hormon dający też poczcie szczęścia i euforii. W zauroczeniu (bo może nie nazywajmy jednak miłością tego całego oszołomienia i bycia pod silnym wpływem swoich reakcji chemicznych) występują też braki serotoniny. Powoduje to problemy z koncentracją, rozkojarzenie, ciągłe, wręcz obsesyjne rozmyślanie o osobie ukochanej, oraz brak apetytu i bezsenność. W takim stanie organizm ludzki działa na przyspieszonych obrotach. To tak, jakby stale był na środkach dopingujących. Człowiek może wtedy dokonać znacznie więcej niż zwykle, ale bardziej wyczerpuje swój organizm. Dlatego nie może stale być w fazie takiego oszołomienia. I rzeczywiście, to zauroczenie i ekscytacja trwa maksimum dwa lata.

A co potem?

Potem możemy zakochać się jeszcze raz (i znowu zwiększyć dawkę dopaminy zalewającą nasz organizm), albo przejść w fazę stabilnego związku (bardziej prawdziwej miłości, bo połączonej z odpowiedzialnością). W takiej fazie stabilizacji do głosu dochodzi oksytocyna, czyli hormon który odpowiada za przywiązanie i oddanie. U kobiet wzrost poziomu tego hormonu następuje przy dotyku piersi. Dlatego też (albo: między innymi też dlatego) mamy mają tak silną więź ze swoimi dziećmi (które przecież przeważnie karmiły naturalnie). Już po wzroście oksytocyny należałoby się spodziewać, że kobieta uprawiająca przygodny seks będzie bardziej skłonna do zakochania się w partnerze owej przygody niż on w niej. Istotny wpływ na stabilność związku i wierność ma poziom wazopresyny. Okazuje się, że ilość tego hormonu decyduje o predyspozycjach do zdrady. Jego wysoki poziom sprawia, że partner nie szuka odskoczni od swojego życia, odmiany, ani innych kobiet. Jednocześnie zbyt wysoki może prowadzić do problemów z nerkami (gdyż jedną z ról wazopresyny jest wchłanianie z kanalików nerkowych do organizmu wody i sodu, a przez to zagęszczanie moczu). Dlatego sztuczne zwiększanie poziomu tego hormonu mogłoby być dość ryzykowne. Na szczęście w budowaniu stabilnego związku wystarcza utrzymywanie wysokiego poziomu oksytocyny. Nie jest to trudno, gdyż zwykłe przytulenie ukochanej osoby, a nawet tylko pomyślenie o niej zwiększa poziom tego hormonu.

Widzimy, więc, że miłość to nie tylko uczuciowe zjawisko, ale też konkretna dawka odpowiednich związków chemicznych.

Czy jednak jest sposób, aby zwiększyć ich ilość, albo poczuć podobne emocje bez zakochania?

Okazuje się, że tak.

Poziom dopaminy możemy zwiększyć jedząc banany (zwłaszcza te ciemniejsze), gdyż owoce te zawierają chininę dopaminową.

Przydatne okaże się też spożywanie pestek słonecznika, migdałów, sezamu, oraz fasoli, jagód, żurawiny, karczochów, śliwek i truskawek. (A właściwie większości owoców i warzyw, które zawierają przeciwutleniacze niszczące wolne rodniki – głównego wroga dopaminy). Natomiast poziom oksytocyny podnosi nie tylko samo przytulanie, ale też wspólne spędzanie czasu, troska o siebie, prawienie sobie komplementów, poczucie bliskości i bezpieczeństwa.

Działanie związków chemicznych na organizm może być do tego stopnia mylące, że ludzie narażeni na silne emocje mylnie interpretują swoje przeżycia z zakochaniem. Przeprowadzony był eksperyment, w którym mężczyzna miał przejść po linowej kładce i odpowiedzieć na kilka pytań ankieterki. Połowa badanych miała łatwe warunki zadania, a połowa trudniejsze (most był wprowadzony w ruch). Mężczyźni w pierwszej grupy rzadziej interesowali się samą osobą ankieterki. Inaczej było z drugą grupą badanych. Tutaj częściej badani uznawali, że się zakochali w ankieterce. Różnicę tę wyjaśniono zwiększonymi emocjami związanymi z wykonaniem zadania, a więc pobudzeniem szybszego krążenia, oddechu, stresu. Osoby często interpretowały te reakcje organizmu jako zakochanie i stąd brał się błąd. . .

W miłości ogromną rolę zajmują uczucia, szczerość, zaufanie. Jednak zawsze warto pamiętać, że równie duże znaczenia ma tutaj chemia…

Miłość to nie tylko uczuciowe zjawisko, ale też konkretna dawka odpowiednich związków chemicznych.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Żyj kolorowo

Są takie dni, gdy jest Ci źle, z powodu kłótni, gafy w pracy, albo zwyczajnie przez deszczową pogodę. Nie wiesz co z sobą zrobić, bo kompletnie nie masz humoru i ochoty by cokolwiek robić. Z najwyższym trudem sięgasz do szafki po czekoladę, albo idziesz na siłownię „wypocić wszystkie problemy”. To nie musi zadziałać, ale przeważnie jednak się udaje. Dobry nastrój odrobinę wraca. Znowu chce się żyć i trwać w tej dziwnej katarynce nazywanej życiem.

To zadziwiające jak bardzo strona fizyczna naszego życia ma wpływ na stronę duchową (i vice versa oczywiście). Nawet to co zjemy, czego dotkniemy i co poczujemy może zmienić nasz nastrój i nastawienie do życia.



I już nie chodzi o konkretne zjedzenie czekolady, czy wysiłek fizyczny (wiadomo, że rzeczy te odpowiadają za wydzielanie się w organizmie endorfin). Znaczenie może mieć również wygodne krzesło, odpowiednia temperatura otoczenia, cisza (albo ulubiona piosenka), przyjemny zapach…

Nawet kolor ścian pomieszczenia, w którym jesteśmy ma wpływ na nasz nastrój, nastawienie, chęć do życia.

Wyobraźmy sobie, że przestrzenie pomalowane na kolor czerwony sprzyjają agresji, podenerwowaniu i rozkojarzeniu. Jednak warto przy tym pamiętać, że kolory żywe - takie jak czerwień, żółć i zielona limonka pomagają też w kreatywności i twórczej pracy. Natomiast odcienie pastelowe i stonowane (takie jak biel, zieleń, ciepłe brązy i beże) sprzyjają pracy indywidualnej wymagającej skupienia.

Podobnie nie bez znaczenia ma kolor naszego stroju. Osoby ubierające się na biało potrzebują dużo przestrzeni, aprobaty otoczenia i radości z życia. Od czerwieni nie stronią osoby energiczne i agresywne (lub chcące takie właśnie być). Natomiast pomarańcz towarzyszy ludziom zdeterminowanym na osiąganiu postawionych sobie celów. Niebieski jest oznaką potrzeby aprobaty i docenienia przez otoczenie własnej mądrości, innowacyjności i niestandardowego działania. Granatowy to manifestacja umiejętności przywódczych (panowania nad otoczeniem). Fiolet sygnalizuje sięganie do sfery duchowej i zmaganie się z problemami egzystencjonalnymi. Żółty mówi o potrzebie towarzystwa i kontaktu z otoczeniem. Złoty wyraża pragnienie docenienia i polepszenia swojej sytuacji materialnej. Zieleń to oznaka braku równowagi emocjonalnej i potrzeby dążenia do niej. Szary komunikuje skrytość, spokój i wyciszenie. Kolor czarny wybierają ludzie skupieni na sobie szukający równowagi i miłości. Róż manifestuje tęsknotę za wielką miłością. Natomiast brąz sygnalizuje niską samoocenę, niewiarę w siebie i potrzebę stabilizacji.

Oczywiście nie bez znaczenia jest łączenie kolorów, oraz sposób jak się w nie ubierzemy :roll: . Czerwień np. założona na poziomie nóg (np. spódnica, lub spodnie) bywa odczytywane jako potrzeba aktywności seksualnej, lub zawód miłosny. Ten sam kolor na poziomie tułowia wyróżnia ludzi energicznych (i ludzi, którzy chcą być energiczni). Założenie czerwieni na poziomie głowy (apaszka, wstążka do włosów) wyraża chęć dowartościowania się.


Jeśli chcemy poczuć się lepiej nie zapominajmy o wpływie koloru ubioru i otoczenia na nas. Dlatego w chwilach złych i smutnych przejdźmy się do lasu, gdzie jest dużo kojącej zieleni i oczywiście ubierzmy się … ciepło   :lol: .

niedziela, 23 sierpnia 2015

Procesor bardzo osobisty

Wyobraź sobie upalny dzień. Jest obrzydliwie gorąco, duszno i nieznośnie wręcz sucho. Pragniesz odpocząć, a przynajmniej przegonić w dal to odrętwienie atakujące język i całe gardło. Nawet kropla wody mogłaby przynieść Ci ukojenie. Tylko, że jej teraz nie masz. Nagle słyszysz plusk wody i już jest Ci chłodniej.

To tylko jedna z ogromu niespodzianek i niemal magicznych sztuczek jakimi karmi nas nasz mózg. Procesy, które w nim zachodzą potrafią zadziwić :lol: .

Po amputacji kończyny bardzo często ludzie odczuwają jej ból 8-O . To również kalambur naszego mózgu. Niby nie ma ręki, więc i połączeń nerwowych prowadzących do niej też brak. A jednak ból istnieje… Taką nieobecną kończynę przyjęto nazywać fantomową. Zwykłe wyjaśnienie, że odczuwanie bólu w niej jest wynikiem pamięci neuronowej mózgu nie do końca ma zastosowanie. Ludzie doświadczający bólu kończyny fantomowej porównują to doznanie do krojenia nożem, wyrywania, przypiekania, albo wykręcania. Tak straszne cierpienie nie może być wynikiem pamięci mózgu, bo przecież nie było doświadczane przed utratą kończyny. Co gorsza, medycyna nie zna skutecznego znieczulenia fantomowej części ciała. Wielu ludzi, pragnąc pozbyć się tego bólu popełnia samobójstwo.

Trudno przecenić możliwości tego najbardziej skomplikowanego organu. Niby wiele zostało wyjaśnione, zmierzone, zbadane. Chciałoby się powiedzieć, że wszystko, ale byłaby to wielka nieprawda. Nadal wiele procesów w mózgu nie jest do końca zrozumianych. Wiele rzeczy dzieje się, dla nas przypadkiem, a przynajmniej obecnie możemy mieć takie wrażenie. :-?


Badania nad funkcjonalnością mózgu pozwoliły określić które jego obszary odpowiedzialne są za konkretne czynności. Dlatego wiemy, że za analityczne myślenie, wnioskowanie, lingwistykę, sprawność obliczeń, umiejętność uczenia się i kontrolę prawej strony ciała odpowiada lewa półkula mózgu. Prawa półkula natomiast zajmuje się kreatywnością, wyobraźnią (w tym wyobraźnią przestrzenną), intuicją, poczuciem piękna, wrażliwością na sztukę, muzykę i kontrolą lewej strony ciała.

Przedni płat czołowy kieruje ekspresją mowy, ruchem, funkcjami wykonawczymi, kontrolą emocji, oraz możliwością koncentracji.

Płat ciemieniowy odpowiedzialny jest za wyobraźnię przestrzenną, zdolności językowe i obliczeniowe, oraz czucie.

Wzrokiem zawiaduje płat potyliczny.

Płat skroniowy zajmuje się rozumieniem mowy, uczeniem się, zapamiętywaniem nowych rzeczy, oraz rozpoznawaniem obiektów.

Dość głośny był przypadek człowieka, który po uszkodzeniu kory przedczołowej mózgu stał się psychopatą.

Podobny efekt uzyskiwana w badaniach laboratoryjnych. Podłączano do mózgu elektrody i na chwilę wyłączano z aktywności tą określoną jego część. W wyniku tego ludzie przestawali odczuwać empatię, przejmować się otoczeniem i konsekwencjami swoich działań, a w zamian wzrastał u nich egoizm, nastawianie na spełnianie swoich zachcianek, nastawienie na uzyskanie nagrody… Brak poczucia granic społecznych i kulturowych sprawiał, że mieli wrażenie, iż mogą dokonać wszystkiego.

Nie do końca zbadane jest działanie mózgu w procesie uzdrawiania. Niby wiemy, że pozytywne myślenie i dobre nastawienie, to podstawa (a co najmniej połowa) sukcesu. Jednak zdarza się i tak, że człowiek, który z racjonalnego punktu widzenia powinien już nie żyć (np. kilkanaście godzin leżał zemdlony na mrozie) nagle wstaje i idzie szukać ratunku. Można próbować wyjaśniać takie cuda, ale jak na razie nauka nie podaje rozstrzygających wniosków co do natury siły przetrwania w nieszczęśliwych wypadkach, czy ciężkich chorobach.

Oczywiście obiegowy fakt, że człowiek wykorzystuje tylko 10% możliwości swojego mózgu możemy włożyć między bajki. Większość jego obszarów jest w jakimś czasie aktywna (co potwierdziły badania aktywności mózgu) i z pewnością nie jest to 10% całości. Dzieje się tak, z tego prostego powodu, że mózg składa się z części, z których każda ma swoją specjalną funkcję i zastosowanie.

Inną obiegowym hasłem powtarzanym o mózgu jest zdanie, że nasza inteligencja kryje się w szarych komórkach, które się nie odradzają, więc po ich zniszczeniu stajemy się mniej sprawni intelektualnie.

Nie do końca jest to prawda, gdyż za jakość naszego myślenia, inteligencję, możliwości poznawcze i twórcze odpowiadają również synapsy, czyli połączenia nerwowe pomiędzy komórkami mózgu. Okazuje się, że nawet po utracie części mózgu człowiek może normalnie funkcjonować. Dzieje się tak z tej przyczyny, że choć szare komórki się nie odradzają, to jednak mogą wytwarzać się nowe połączenia między nimi (nowe synapsy). Dzięki takiemu rozwiązaniu mózg pomimo uszkodzeniu może nadal normalnie funkcjonować.

Badania wykazały, że osoby swobodnie władające co najmniej dwoma językami dłużej pozostają sprawne intelektualnie i rzadziej zapadają na starość na chorobę Alzhaimera. Przyczyną jest tu lepsze wytrenowanie mózgu i efektywniejsze korzystnie z niego (podczas myślenia w innym języku człowiek wykorzystuje inne obszary mózgu i niejako przestawia się na inne myślenie). W ten sposób zapewnia niejako gimnastykę dla mózgu.

Jak dbać o dobrą kondycję mózgu?

Nie bój się wyzwań, rzeczy nowych i zupełnie Ci nieznanych. Okazuje się bowiem, że mózg rozwija się za każdym razem kiedy wykonujesz coś po raz pierwszy  :-D . Wtedy to następuje uczenie się i wytwarzanie nowych połączeń między szarymi komórkami. Dlatego otwartość na to co nowe i nieznane jest najlepszym dobrej kondycji mózgu.

Dbając o jakość swojego mózgu nie sposób nie wspomnieć o matematyce!  :lol:

Jako nauka ścisła i wymagająca logicznego myślenia dobrze nadaje się do jego treningu. Jednak ważne jest, by nie polegała na powielaniu stale tych samych schematów. Pamiętając, że to nowe doświadczenia najlepiej rozbudowują sprawność mózgu dobrze jest wybierać zadania różnorodne, oraz nawet nieco trudniejsze od prezentowanego przez nas poziomu. Dobrym wyborem są też zadania otwarte, w których sposób rozwiązania nie jest oczywisty, lub dane nie są kompletne. W ten sposób możemy rozwijać w sobie kreatywność, czyli umiejętność myślenia innowacyjnego i nieszablonowego.

Dobrym ćwiczeniem dla mózgu jest sprzeciwianie się własnej lateralizacji. Jeśli jesteśmy leworęczni, spróbujmy czasem trzymać łyżkę, szczoteczkę do zębów, czy długopis w prawej ręce i w ten sposób wykonywać te proste, codzienne czynności. Podobnie można próbować z uchem, nogą, oraz okiem wykorzystując to mniej dominujące. Z pewnością nie są to proste i intuicyjne zadania, ale to bardzo dobry trening dla mózgu. Zmuszony jest wtedy działać niestandardowo, inaczej niż zazwyczaj. W ten sposób rozwija się też komunikacja między obiema półkulami mózgu.

Odmianą ćwiczeń ruchowych trenujących mózg są ćwiczenia niekompatybilne. Polegają one na ruchu niezsynchronizowanym kończyn, np. zataczanie rękami kręgów w różnym tempie, albo jednoczesne kręcenie prawą ręką zgodnie ze wskazówkami zegara, a lewą nogą – przeciwnie do wskazówek zegara.

Wspaniałym sposobem na ćwiczenie mózgu jest nauka gry na instrumentach muzycznych. Współpraca obu rąk przy tworzeniu dźwięku (a w większości instrumentów jest to nieuniknione) połączone z koncentracją słuchową wspaniale stymulują mózg.

Oczywiście również tutaj ogromną rolę odgrywa dobre dotlenienie i kondycja fizyczna. Dlatego ruch jest wskazany i nieunikniony również dla poprawnej pracy mózgu.

Głównymi pokarmami, na których bazuje mózg jest cukier i woda. Jednakże zbyt dużo cukru nie działa nie niego dobrze. Bezpieczniej jest czerpać cukier z naturalnych produktów (jedząc owoce, miód, stewię, czy np. syrop klonowy). Co do wody, jest oczywiście polecana. Również tutaj nie należy przesadzać z ilością, ale trudno jest ją przedawkować. Picie dwóch litrów na dzień jest wskazane, ale trudne do osiągnięcia, więc jej nadmiarem nie trzeba się przejmować.

Na mózg dobrze działają tłuszcze nienasycone, zwłaszcza kwasy omega–3. Dlatego tak dobrze jest jeść ryby, owoce morza, orzechy włoskie, czy nasiona chia.

Mózg to jest taki swoisty komputer. W porównaniu do superkomputerów jest wolniejszy w operacjach arytmetycznych, wymagających wielu obliczeń. Jednakże już przy zadaniach wymagających skorzystania ze skojarzeń, czy podziału danych jest znacznie lepszy. Ponadto mózg przewyższa komputer zdolnością rekonstrukcji, odpornością na uszkodzenia i możliwością przetwarzania niepełnych danych.

Zjawisko powstawania myśli (czegoś zupełnie niematerialnego) na podłożu jak najbardziej materialnym (jakim jest mózg) wciąż nie zostało precyzyjnie wyjaśnione. Jest to bodaj największa tajemnica nauki.  :roll:

A nam pozostaje cieszyć się z tak wspaniałego organu jakim jest mózg.

I oczywiście jak najczęściej go używajmy!!!

Nie bójmy się myśleć!!!  :lol:

sobota, 22 sierpnia 2015

Odpowiedzialne za szczęście

Nie trzeba zażywać narkotyków, by doświadczyć ich działania :lol: .  I wcale nie mam tu na myśli alkoholu (choć stwierdzenie to bardzo dobrze oddaje charakter tej używki :-? ). Jednak okazuje się, że niczego nie trzeba brać do ust, wąchać, ani sobie wstrzykiwać, a mimo to można poczuć się jak na haju. Zabrzmiało pewnie absurdalnie, ale nie zapominajmy, że nasz organizm to ogromna fabryka chemiczna. Pobiera jedne związki, które przetwarza na inne. Właśnie dzięki temu możemy doświadczyć odurzenia narkotycznego bez faktycznego stosowania narkotyków.



Któż z nas nie słyszał o endorfinach. Potocznie, nie bez powodu nazywane są hormonami szczęścia :-D . To one są odpowiedzialne za uczucie radości, rozluźnienia i właśnie szczęścia. :lol: Jednocześnie w chwilach nagłego bólu działają jak znieczulenie. Są powszechnie znane. Wiele osób pamięta, że jedzenie czekolady wytwarza je w organizmie. Inni są pewni, że to kontakty seksualne wydzielają ten hormon. Jeszcze inni – że właśnie ruch i wysiłek fizyczny.

I wszyscy mają rację!

To jednak nie wszystkie możliwości na uzyskanie szczęśliwego odurzenia.

Wydzielanie się endorfin pobudza też taniec i śmiech (a nawet sztuczny uśmiech, o czym wcześniej już pisałam na tym blogu).

Również spożywanie ostrych przypraw, takich jak chili, zwiększa poziom tego hormonu.

Wielu ludzi odstresowuje się pracując w ogrodzie. I jest to bardzo słuszny wybór, bowiem grzebanie w ziemi również wytwarza w organizmie endorfiny.

Ogólnie pojęta miłość w każdej swojej fazie szczęścia wytwarza te hormony (ich wydzielaniu sprzyja nie tylko sam akt płciowy, ale również samo zakochanie, widok osoby uwielbianej, przytulanie, a nawet już samo rozmyślanie o obiekcie swoich westchnień).

Podczas opalania się promienie słoneczne wytwarzają w skórze endorfiny.

W niektórych przypadkach korzystne w produkcji tego hormonu jest stosowanie akupunktury.

Obszar mózgu, w którym produkowane są endorfiny umiejscowiony jest obok miejsca produkcji kortyzolu (hormonu stresu). Dlatego po przeżyciu silnego napięcia nerwowego (np. ważny egzamin, decydująca prezentacja, wyścig, skok na bungee) przeżywamy wraz z ulgą uczucie radości, spełnienia, szczęścia wywołane właśnie przez endorfiny.

Warto pamiętać, że w organizmie endorfiny powstają nie tylko w mózgu i rdzeniu kręgowym. Ich fabryką jest również trzustka, żołądek, jelita, nerki, wątroba, a także miazga zębowa.

Pamiętajmy też, że endorfiny nie tylko są odpowiedzialne za uczucie szczęścia i zadowolenia. Mają one również za zadanie wyrównywać tętno, poprawiać krążenie, ciepłotę ciała i jego odporność. Obniżają też uczucie zmęczenia. Opóźniają procesy starzenia się przeciwdziałając powstawaniu wolnych rodników. Ponadto zwiększają możliwości myślowe i pamięciowe naszego mózgu.

Od niedawna pojawiają się głosy nawołujące do rozsądku i umiarkowania w dawkowaniu endorfiny. Nie wszystkie bowiem aktywności wytwarzające adrenalinę wskazane są do zbyt częstego powtarzania. A narkotyk, jak narkotyk – lubi uzależniać. Dlatego, pomimo, że jest nam tak miło jedząc czekoladę, opalając się, czy uprawiając seks zawsze trzeba pozostać czujnym. Bardzo łatwo stracić umiar i samokontrolę. Któż z nas jednak chciałby zostać spalonym i wiecznie napalonym grubasem? :roll:

piątek, 21 sierpnia 2015

Narkotyk ogólnodostępny

Otwierasz książkę, a tam pojawia się narkoman, który całkiem przegrał już życie. Nie utożsamiasz się z nim. W końcu nigdy nie byłeś w jego sytuacji. Potem otwierasz gazetę. Czytasz o kolejnych zatruciach dopalaczami i czujesz tą swoją wyższość egzystencji. Nie tracisz swojego życia na głupoty, nie rozmieniasz go na drobne upajając się złudnym szczęściem. Myślisz z dumą:

„nigdy nie wziąłem żadnego narkotyku”.

I wyobraź sobie, że nie jest to prawda.



Przecież już ten na pozór normalny i nieszkodliwy alkohol (dostępny na półkach sklepowych) ma podobne działanie. Przez fakt uznawania go za coś innego (podświadomie przyjęto, że lepszego) od narkotyku wielu ludzi przyjmuje go bez wcześniejszej refleksji.

A ilu z nich wpada przez alkohol w choroby, nałóg, albo ginie w wypadkach drogowych?

Gdyby alkohol był taki bezpieczny nie niszczyłby ludziom życia.

Zastanówmy się jednak dokładniej nad aspektem zdrowia w kontekście spożywania alkoholu.

Po wypiciu go człowiekowi przyspiesza tętno, wprost szaleje układ krążenia, a więc i serce. Okazyjne narażenie organizmu na taki wstrząs, nie powoduje uszczerbku na zdrowiu. Jednak częste, może prowadzić do choroby mięśnia sercowego, nadciśnienia, zaburzeń obwodowego układu nerwowego (czucia, uczucia zimna, ciepła). Już jednorazowe, ale intensywne upojenie się alkoholem może doprowadzić do zapalenia pozagałkowego nerwu wzrokowego.

Oczywiście wszyscy wiemy, że ludzie pijani zachowują się inaczej, są bardziej butni, skłonni do ryzykownych działań, czasem agresywni. Dzieje się tak, z powodu zaburzeń w układzie nerwowym. Właściwie każda dawka alkoholu pozostaje nie bez wpływu na ten układ. Przy mniejszym spożyciu reakcje są inne, często niewidoczne. Jednak i wtedy zaburzony zostaje słuch, wzrok, oraz precyzja ruchów. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie abstynencji podczas prowadzenia samochodu.

Osoby często spożywające alkohol miewają brak apetytu. To z kolei zaburza pracę nie tylko żołądka, ale też wątroby, dwunastnicy, nerek i jelit. Dzieje się tak, ponieważ organizm zamiast dobroczynnych składników (witamin, składników mineralnych, białek, tłuszczów) otrzymuje tylko truciznę (tak, to nie jest przejęzyczenie: alkohol zatruwa organizm, więc jest trucizną!!! )

Tutaj wątroba jest szczególnie narażona, bo to ona odpowiedzialna jest za zutylizowanie alkoholu. Jeśli więc zostaje obciążana przez nadmiar alkoholu, a na dodatek nie ma wsparcia w odpowiedniej diecie może ulec uszkodzeniu. Jej choroba może przebiegać bezobjawowo, ujawniając się już w zaawansowanym stadium.

Również płuca gorzej funkcjonują u osób często spożywających alkohol. Z powodu przekrwienia naczyń krwionośnych i upośledzenia ich działania wszelkie choroby (w tym również płuc) mogą być groźniejsze i trudniejsze do wyleczenia. Tak jest w przypadku wszelkiego rodzaju zapaleń płuc. Długotrwałe spożywanie alkoholu może przyczynić się do zachorowania na gruźlicę płuc.

Spożywanie alkoholu negatywnie odbija się również na ludzkiej psychice. Zaburzenia działania układu nerwowego mają wpływ również na problemy z pamięcią, koncentracją uwagi, długotrwałym myśleniem. Otępienie spowodowane tą używką to tylko wierzchołek góry lodowej w kontekście wpływu alkoholu na psychikę człowieka. Znacznie gorzej rzecz wygląda w przypadku alkoholików, którym nieobce są psychozy, otępienie, paranoje, majaczenie, halucynacje, padaczki…

Nie rozwijajmy się nad tymi przykrymi tematami.

Wystarczy rozumieć, że alkohol to nie „bułka z masłem” i nie jest tylko „napojem chłodzącym”.

Jednocześnie wcale nie jest lepszy od konopi, więc cała wojna o brak możliwości zalegalizowania narkotyków mija się z celem.  Od dawna mamy (legalnie w sklepach) używki, którymi możemy się otumaniać, zatruwać, niszczyć i zabijać...

Pomysł na ten temat nasunęła mi ulotka na kręgielni, na której było wyszczególnione jakie witaminy zawiera piwo. Zainteresowała mnie ta kwestia, bo dotąd nie doceniałam tego trunku. Poczytałam o tym więcej. Okazuje się, że owszem, zawiera witaminy z grupy B (B1, B2, B3, B6, B9, B12) oraz wapń, żelazo, magnes, fosfor, potas, sód, cynk.

Ponadto piwo niepasteryzowane jest też priobiotykiem (zawiera korzystne bakterie jelitowe, podobnie jak produkty kiszone i fermentowane).

Z kolei czerwone wino posiada resweratrol, składnik antyrakowy (ale pamiętajmy, że składnik ten znajduje się też w innych produktach żywieniowych, takich jak: orzechy, kakao, skórki pomidorów, jabłka, owoce jagodowe).

Dlatego czasem można się napić szklankę dobrego piwa (czy lampkę czerwonego wina).

Jednakże do częstszego i bardziej intensywnego spożywania nawet tych (wydawałoby się) zdrowszych alkoholi nie namawiam.

Dlaczego?

Zawsze trzeba pamiętać, że nawet najmniejsza dawka alkoholu zaburza przyswajanie tłuszczów, a co za tym idzie – również witamin które są rozpuszczane w tłuszczach (A, D i E).

czwartek, 20 sierpnia 2015

Śmiech to zdrowie

Spotkały się dwa psy. Jeden mówi:

- Hau! Hau!

Na co odpowiada mu drugi:

- Miau! Miau!

- Co ty, zwariowałeś?

- Nie, tylko uczę się języków obcych.



- Takim i podobnymi żartami rozbawiałam dziś swoją córę w tramwaju. Dziecko pośmiało sobie serdecznie. Przy okazji podróż minęła nam bardzo miło i szybko.

Tak mało się śmiejemy. Nawet z uśmiechaniem się mamy coraz większy problem. Świat, owszem ma wiele czarnych stron, ale przecież tych dobrych posiada nie mniej. I choć każdy wie, że dobre strony można i należy szukać, przeważnie tego nie robimy. :cry:

Wszyscy wiemy, że śmiech to zdrowie. Truizm ten jest wdrukowywany w naszą wiedzę od dziecka. Dlaczego zatem tak mało się śmiejemy?

Może boimy się, że wesołość zbuduje w innych nasz zły wizerunek. Śmiech kojarzy się przecież z kimś niepoważnym, lekkomyślnym, oraz niemądrym. Przez stereotypy drzemiące gdzieś w naszej głowie tłumimy radość.

Wielu wykładowców przyjęło a’priori, że POWAGA = MĄDROŚĆ, więc na swych zajęciach są bardzo smutni, skupieni na przedmiocie i nigdy nie pozwalają sobie nawet na drobny grymas twarzy przypominający uśmiech.

Tymczasem śmiech pozwala lepiej przyswajać wiedzę. Dlatego podczas wykładów jest nie tylko akceptowalny, ale też wskazany. Wielu, wybitnych mówców tak przygotowuje swoje wystąpienia, że w trakcie wplatają żart. Taki wybieg ma za zadanie nie tylko rozluźnić atmosferę na sali, ale też wprowadzić element emocjonalny do omawianej tematyki, co ułatwia zapamiętanie jej.

Podczas śmiechu na twarzy pracują dwa rodzaje mięśni twarzy: okrężne oka, oraz jarzmowe większe. Mięśnie okrężne oka powodują wtedy powstawanie się zmarszczek w kącikach oczu, a mięśnie jarzmowe – podniesienie kącików ust do góry.

Dlaczego jednak śmiech jest też zdrowy?

Śmiech wydziela w organizmie endorfiny, czyli hormony peptydowe (ZWANE TEŻ HORMONAMI SZCZĘŚCIA). Mają one wpływ na podwyższenie progu bólowego. Jednakże to nie jest ich jedyna funkcja. Poprawiają również dotlenienie organizmu, jego temperaturę, oraz odporność na choroby.

Śmiech jest naszym sprzymierzeńcem w walce z wszelakimi chorobami. Pobudza krążenie krwi i odporność. 8-)

Ponadto ludzie śmiejący się lepiej radzą sobie z chorobą już nabytą.

Jeśli nie masz ochoty się śmiać, albo nawet się uśmiechać, nie przejmuj się.

Okazało się bowiem, że nawet sztuczne wykrzywienie ust w udawanym uśmiechu powoduje, że organizm wydziela endorfiny, pobudza krążenie, wzmacnia układ odpornościowy. :-)

Dlatego śmiejmy się na zdrowie!    :-D

środa, 19 sierpnia 2015

Grzybek wszech-mogący

Służą nie tylko do domowego wyrobu kefiru (zresztą znacznie bogatszego w witaminy i mikroelementy niż ten leżący na półkach w sklepie). Zapewniają też lepsze zdrowie i lepszą odporność na choroby.



Tak, grzybki tybetańskie są bardzo przydatnymi kryształkami.

Kefir, który produkują zawiera w sobie nie tylko bakterie kwasu mlekowego, żywe kultury bakterii i drożdże, ale też wapń, białko, fosfor, magnez i szereg witamin (w tym witaminę K, B1, B3, B5, B9 (- kwas foliowy), B12 itd.). Poprawia florę bateryjną jelit, przez co zwiększa odporność organizmu. Zapobiega chorobom krążenia i miażdżycy. Leczy układ pokarmowy (łagodzi problemy żołądkowe – w tym również na tle wrzodowym), niekorzystne działanie stresu, oraz problemy z przewodem moczowym (w tym z nerkami i pecherzem). Zatrzymuje rozwój choroby nowotworowej. Wspomaga i wzmacnia wątrobę, śledzionę i trzustkę. Rozpuszcza kamienie w woreczku żółciowym. Obniża „zły cholesterol”. Oczyszcza organizm. Leczy infekcje grzybicze. Łagodzi objawy alergii oraz skutki oparzeń słonecznych (poprzez okłady na podrażnione miejsca). Reguluje poziom glukozy we krwi. Ponadto leczy stany zapalne organizmu. Wytwarza też interferon niszczący wirusy. 8-O

Jego działanie jest niesamowite! :mrgreen:

A należy pamiętać, że nie tylko kefir przydatny jest dla człowieka.

Również same grzybki tybetańskie nadają się do stosowania leczniczego i pielęgnacyjnego.

Dziś zajmę się zastosowaniem grzybka tybetańskiego (i kefiru wytworzonego przez niego) w naturalnej pielęgnacji ciała. Pomysły maseczek, o których napiszę zaczerpnęłam ze strony www.grzybektybetanski.pl.

Kryształki, którym regularnie zmienia się mleko szybko się rozmnażają. Dlatego dobrze jest znać kilka sposób na inteligentne zagospodarowanie tej nadwyżki. Do ciekawych rozwiązań z pewnością należy drożdżowo – kefirowa maseczka na włosy. Wystarczy szklankę kryształków wymieszać z łyżeczką miodu i łyżeczką drożdży. Następnie nakładamy mieszankę na włosy, po półgodzinie zmywamy i myjemy włosy szamponem. W ten sposób włosy odżywiamy i nawilżamy. Polecane jest stosowanie takiej maseczki raz w tygodniu.

Na twarz i dekolt przydatna jest maseczka bananowa, która odświeża, wygładza, nawilża i odżywia. Banan miksujemy z jedną łyżką kefiru z grzybka i nakładamy na skórę aż do wyschnięcia. Następnie zmywamy ciepłą wodą.

Z kefiru z grzybka tybetańskiego możemy wykonać też peeling do ciała. W tym celu wystarczy wymieszać szklankę kefiru i pół szklanki cukru i wcierać ową mieszankę w skórę.

Do cery dojrzałej przydatna może okazać się maseczka z połowy szklanki kefiru z grzybka, pestki avocado i łyżeczki oliwy z oliwek. Po rozłupaniu pestkę miksujemy ją z resztą składników i nakładamy na twarz i dekolt. Po piętnastu minutach zmywamy to ciepłą wodą. Maseczka ta łagodzi objawy starzenia się skóry.

Z kefiru zrobimy również maseczkę rozświetlającą. Wystarczy, że pół szklanki kefiru z grzybka zmiksujemy z łyżeczką mąki, liściem sałaty i pięcioma listkami mięty. Tak przygotowaną mieszaninę nakładamy na skórę twarzy i dekoltu na kwadrans, po czym zmywamy ciepłą wodą.

Na opuchnięte i zmęczone oczy przydatna jest maseczka pietruszkowa. Do jej przygotowania wystarczy łyżeczka kefiru z grzybka i łyżeczka posiekanej natki pietruszki. Po wymieszaniu obu składników należy nałożyć maseczkę na skórę wokół oczu, a po kwadransie zmyć ciepłą wodą.

Do pielęgnacji skóry dłoni i paznokci pomocna może okazać się maseczka rumiankowa, która łagodzi podrażnienia skórne i stany zapalne. Łyżeczkę koszyczków rumianku zalewamy wrzątkiem. Po ostudzeniu dodajemy pół szklanki kefiru z grzybka. W płynie tym zanurzamy dłonie, a po kwadransie spłukujemy.

Tak, z pewnością grzybki tybetańskie są bardzo przydatne w naturalnej pielęgnacji ciała. Na dodatek są też długowieczne (bo po zamrożeniu wytwarzają kefir tak samo jak wcześniej, co mogę potwierdzić na własnym przykładzie :-D )

wtorek, 18 sierpnia 2015

Reaktywacja po hibernacji

Po upale nastaje chłód, a po suszy deszcze. Bywają dni wzmożonej aktywności i takie zupełnie leniwe. Jednak nawet najdłuższy sen kiedyś trzeba przerwać. A hibernacja w końcu musi się zakończyć!

Tak oto i grzybki tybetańskie doczekały się reaktywacji. :-D



Ostatni miesiąc odpoczywały w zamrażalniku czekając na lepsze dla siebie czasy. Teraz, gdy wracamy na stałe do własnego zakątka warto znowu zacząć je hodować. :lol:

Z grzybkami tybetańskimi (jak zresztą i z algami japońskimi) jest tak, że po dokładnym wypłukaniu można je zamrażać. Potem (podobno) pracują tak samo jak wcześniej. Na razie to tylko opinia innych, bo sama pierwszy raz je zamrażałam.

Teraz rozmrożą się i będą wytwarzać cudowny kefir.

Kryształkom tym trzeba codziennie (a maksymalnie co drugi dzień) zmieniać mleko, w którym pływają. Czerpią z niego mikroelementy potrzebne im do życia. Jednocześnie zamieniają je na kefir, więc korzyść jest obopólna. 8-)

Oczywiście (podobnie jak alg japońskich) nie narażamy ich na kontakt z metalem. Zatem sitko dajemy plastikowe, naczynie szklane albo plastikowe i nawet łyżka niemetalowa.

Co do hodowli, to jest ona jeszcze prostsza niż to było w przypadku alg. Ot, do dwóch płaskich łyżeczek kryształków dodajemy szklankę mleka, przykrywamy ściereczką (nigdy nie całkiem szczelnie) i czekamy dzień (lub dwa). Następnie odcedzamy kefir, przepłukujemy kryształki i znowu zalewamy je mlekiem. Postępując w ten sposób codziennie mamy do spożycia kefir świeży, zdrowy i odpowiednio kwaśny.

Taki kefir świetnie się nadaje do młodych, ugotowanych w mundurkach ziemniaków, albo do koktajlu owocowego. Właściwie do wypicia go solo też się nadaje. :mrgreen:

Grzybki tybetańskie bardzo szybko się rozmnażają. Nadmiar możemy wyrzucać, albo wykorzystywać z głową (a jak napiszę innym razem).

Warto je mieć, bo produkują kefir bogaty w wiele szczepów bakterii żyjących w naszych jelitach. Niektóre źródła podają, że 50, inne – że nawet więcej…  Jednak ile by ich nie było, z pewnością działają na naszą korzyść.

Można je karmić każdym mlekiem byleby nie UHT (bo to jest zbyt wyjałowione) i nie bardzo chudym (z pewnością nie takim 0,5%, które już nawet w smaku nie przypomina prawdziwego mleka :-? ).

Jakie mają rozmiary?

Różne i zależne jest to od szczepu, który hodujemy. Mogą mieć 5 mm średnicy, ale mogą też osiągnąć 35 mm średnicy.

Nie służy im trzymanie w lodówce, ale już zamrażanie jest dla nich neutralne. Tak przynajmniej jest napisane w różnych mądrych opracowaniach, bo jak jest w praktyce – niedługo dowiem się tego sama.  8-O

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...