Kąpiel w jeziorze w połowie grudnia? Już sama myśl o tym wywołuje gęsią skórkę.
A jednak ludzie poddają się takowej torturze zupełnie dobrowolnie i nawet się nią cieszą. :roll:
Co sprawia, że człowiek zdrowy na umyśle (albo przynajmniej myślący, że tak jest :) ) decyduje się na taki wyczyn?
Z pewnością nie bez racji jest tu aspekt psychiczny. Któż nie chciałby pokonać własnych słabości i lęków? Walka z własnymi ograniczeniami jest chyba najwznioślejszą walką jaką człowiek może podjąć. A to przecież zimna, mrozu i związanego z tym dyskomfortu boimy się ogromnie.
Zdrowie też jest tutaj ważnym czynnikiem. Kilkuminutowa kąpiel w lodowatej wodzie działa istne cuda w ludzkim organizmie. W końcu to niska temperatura hamuje utlenianie się komórek (a zatem też ich starzenie), pobudza krążenie (ale dawkowana w stosunkowo krótkim czasie), zwiększa odporność organizmu. Wpływ morsowania (czyli zażywania lodowatych kąpieli) na zdrowie jest znacznie bardziej szerszy. Może pobudzić działanie układu nerwowego, oddechowego, zmniejszyć bóle reumatologiczne...
To oczywiście nie jedyne pulsy. Przebywanie w zimnej wodzie wydziela w organizmie endorfiny pobudzające człowieka do radości.
Temat morsowania jest dość szeroki. Poruszając go warto zaznaczyć, że właściwie to tylko mężczyzn nazywa się morsami. Kobiety odbywające zimne kąpiele nazywa się foczkami. :-D
Nie każdy może próbować tej formy ruchu. Nie jest ona zaleca dzieciom i osobom z chorobami serca i ciśnienia.
Standardowa kąpiel morsowa powinna być poprzedzona dość intensywną rozgrzewką (tak, aby ciało było nie tylko rozgrzane, ale nawet lekko spocone). Jej czas najlepiej jak oscyluje pomiędzy 3-ma, a 5-ma minutami.
Pierwszy raz spróbowałam tej aktywności wczoraj.
I oczywiście bałam się. Jednak postanowiłam, że wejdę, więc weszłam. Wcześniej przez pół godziny się rozciągałam, biegałam i robiłam wszystko by tylko się rozgrzać. A potem mój mąż (który też pierwszy raz w życiu był morsem) wziął mnie za rękę i zaczął biec do jeziora. Oprócz początkowego szoku (jednak zimna woda, to zimna woda) zauważyłam u siebie coś niespotykanego. Nie mogłam oddychać. W jakiś dziwny sposób płuca mi się skurczyły i nie chciały zacząć pracować. Dopiero jak weszliśmy prawie po szyję udało mi się odzyskać oddech. Przy okazji zatrzymałam męża, który miałam wrażenie, że chce iść jeszcze głębiej. Stanie w lodowatej wodzie też nie było zbyt przyjemne. Cała skóra szczypała od zimna, ale najbardziej palce u stóp. Dlatego stałam na jednej nodze. Po ponad trzech minutach wreszcie wyszliśmy z wody. Wtedy zauważyliśmy, że całe ciała mamy czerwone niczym spalone słońcem. I wtedy zauważyłam jeszcze coś:
BYŁO NAM OGROMNIE GORĄCO!!!!
Ubieranie się nie wydawało mi się w tamtej chwili konieczne. Wewnętrzne ciepło niemal paliło mnie od środka. Przebrałam się, ale byłam tak odurzona tym gorącem, że cały czas chciało mi się śmiać...
Tak, morsowanie jest bardziej niezwykłe niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.
I z pewnością to nie będzie moja ostatnia przygoda z tym tematem... :-D
























































