niedziela, 15 listopada 2015

Królik, królik

Sztuka nie powinna być przewidywalna. Jej zachowawczość wprowadzałaby nudę. Jej zbyt sztampowe podejście do tematu - mogłoby zaszkodzić świeżemu spojrzeniu na stare kwestie...

Na szczęście sztuka "Królik, królik" bynajmniej przewidywalna nie jest.


Pojawia się tu obraz rodziny zwariowanej, niezbyt dobrze radzącej sobie z przytłaczającą rzeczywistością. Na pozór to dramat, bo spotykamy tu życiowe problemy, takie jak rozwód, brak pracy, problemy w szkole, a nawet więzienie. Jednak wszystko okraszone jest gorzkim poczuciem humoru, tak lekkim i nienachalnym, że aż rozbrajającym.

Początek sztuki jest bardziej humorystyczny. Jednak wraz z rozwojem akcji staje się jasne, że przedstawiona tu rodzina ma poważne problemy, a jej historia staje się coraz bardziej smutna. Na szczęście sposób przedstawienia jest na tyle niesztampowy, że smutek i rozżalenie wypiera ciekawość i zadziwienie.

Nie sposób nie wspomnieć tu o wątku terroryzmu, który przewija się przez ukazaną tu fabułę opowieści. Już na początku poznajemy jednego z synów pani Królik, którego poszukuje policja. Wraz z rozwojem wydarzeń dowiadujemy się, że motyw pomocy terrorystom, sprzedaży broni i podrabiania dokumentów dla zamachowców - przewija się tu niemal nieustannie. To trochę znamienite, po ostatnich zamachach terrorystycznych we Francji. Akcja sztuki też rozgrywa w tym właśnie kraju...

Całość opowieści skupiona jest wokół rodziny. I pokazuje, że pomimo biedy, problemów z prawem, czy rozterek miłosnych najważniejsze to trzymać się razem. To podejście sprawia, że główni bohaterowie nie popadają w czarną rozpacz, ale starają się radzić sobie i działać w dobrym kierunku.

Siła rodziny oraz niezłomność matki, to główne filary tej jakże dziwacznej, ale też ciepłej opowieści.

Niewątpliwie to zabawnych scen należy zaliczyć tą, gdy ktoś dobija się do drzwi. Mama każe sprawdzić synowi kto to, mówiąc, że może to być komornik. Syn patrzy przez judasza i z radosny uśmiechem mówi, że tak, to komornik...

Są też sceny tragiczne, gdy wybucha bomba, czy następuje aresztowanie jednego z synów.

A przedstawienie podobało się nie tylko mojemu mężczyźnie życia, ale również nieletniej latorośli. Nie była to sztuka dla dzieci, więc trochę się obawiałam jej reakcji. Jednak niepotrzebnie. Dziecko siedziało i oglądało (jak wszyscy inni widzowie), a na dodatek bardzo się ucieszyło, gdy spadła na nią serpentyna, a potem jeszcze gwizdek :) .

Szkoda, że było to pożegnanie tejże sztuki, bo niewątpliwie warto ją obejrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...