Od kilku dni można usłyszeć informacje alarmujące o przekroczonych (i to kilkukrotnie) normach poziomu zapylenia powietrza w naszym pięknym Krakowie.
Widać to nawet gołym okiem - jako dziwna, unosząca się w powietrzu mgła. Tylko, że to nie jest taka zwykła mgła, a właśnie to zapylenie, zadymienie i cała masa niekorzystnych dla układu oddechowego substancji.
Niby wiemy skąd to niepokojące zjawisko się bierze (wszak nikomu chyba nie jest obca historia o Smogu Wawelskim :) ). Zatem wiemy, że w tak dużym mieście jak Kraków ruch uliczny jest wzmożony, a więc i więcej w powietrzu spalin z samochodów.
Tylko, że to nie jest cała prawda...
Dziwnym zbiegiem okoliczności największe stężenia zapylenia obserwujemy od jesieni do wiosny. To właśnie w tym czasie trwa sezon grzewczy. A Kraków - podobnie jak inne miasta - posiada nie tylko blokowiska, ale też domki i ogródki działkowe. Tam to właśnie ludzie palą różnymi rzeczami, które pozostają nie bez wpływu na otaczające nas powietrze. Mało tego - właśnie z powodu pieców działających najintensywniej od wieczora do rana, te pory dnia są szczególnie ciężkie do oddychania na "świeżym powietrzu".
Wpływ palenia w piecach na poziom smogu widać szczególnie wyraźnie w mniejszych miastach. Weźmy taki Nowy Sącz: niby to dość małe miasto, a jednak w okresie grzewczym poziom zapylanie jest tam często większy niż w Krakowie. I nie są to tylko suche dane urządzeń pomiarowych, ale też własna obserwacja. Ciężko mi było tam oddychać, choć przywykłam już do krakowskiego powietrza...
Małe miasta to też dobry kontrargument dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że tylko wzmożony ruch uliczny odpowiada za powstawanie smogu (wszak tam samochodów jest znacznie mniej :) ).
Oczywiście w temacie smogu nie bez wpływu pozostaje też ukształtowanie terenu.
Niby to oczywiste, że górami bardziej wieje, a w dolinach mniej, ale często zapominamy o tym w odniesieniu do Krakowa. A przecież miasto to położone jest w kotlinie. Zatem i podmuchów często bywa tu mniej.
Nie ma co ukrywać - na taką pogodę jak dziś, wczoraj (i jeszcze wcześniej) najlepsze byłoby porządne przewietrzenie miasta.
A to staje się coraz trudniejsze, bo budowane co rusz bloki (skoro zysk firm deweloperskich, to jedyny wyznacznik dobrobytu ekonomicznego dla krakowskich radnych :( ) zasłaniają naturalne korytarze powietrza.
I w radiu pojawiają się głosy, aby ludzie starsi, kobiety w ciąży i małe dzieci nie wychodziły z domu. Niby to wyraz troski, ale w lecie też głoszono podobne apele. W zimie (jak jest zimno, lub ślisko) też tak się nawołuje... - To jak ktoś już jest w starszym wieku ma ciągle siedzieć w domu i bać się wyjść na pole? Trochę to dziwne, zwłaszcza, że to właśnie ludzie schorowani i starsi szczególnie potrzebują ruchu, a przynajmniej spaceru...
Szkoda, że nikt z władz miasta nie wpadł na jakiś bardziej konstruktywny pomysł niż tylko zakaz ruchu ciężarówek w pobliżu centrum. Może zdałyby egzamin śmigłowce rozpraszające mgłę, albo umieszczenie na dachach wieżowców jakichś spryskiwaczy zwalczających smog... Pewnie pomysłów mogłoby być znacznie więcej, tylko jakoś krakowscy urzędnicy wcale ich nie poszukują... :( :-|
To świeżego powietrza Wam życzę
- Gosieńka 8-)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz