Listopad, to miesiąc ponury. Słońce mniej świeci, dni są bardziej ciemne, a na dodatek atakuje nas coraz większy chłód i ziąb. Zresztą początek listopada to też święta: wszystkich świętych oraz wszystkich zmarłych W takim klimacie nie trudno o myśli nostalgiczne o tym co nas czeka po śmierci...
Dziś również i mnie dopadło myślenie na te ostateczne tematy. Nie ukrywam, że przyczyniły się do tego dwie osoby, które poruszyły ten temat na FB.
Dlatego i tutaj napiszę kilka słów.
O czym dokładnie?
- O różnych sposobach przygotowania zwłok do pogrzebu.
Nie mam tu bynajmniej na myśli ładnego makijażu, fryzury, ubrania, lub dogipsowania kawałka urwanej twarzy. Umówmy się, że oglądanie nieboszczyka w trumnie jest ostatnią rzeczą, o jakiej by ten nieboszczyk marzył.
Bardziej interesujące jest zastanowienie się, czy ciało lepiej skremować, czy zwyczajnie pochować w sposób tradycyjny.
Na dodatek nawet to zwykłe pochowanie może być inne niż wszystkim się wydaje. Zawsze można przecież zatrudnić osobę zajmującą się balsamowaniem zwłok.
Nie robi tego na sposób egipski (nie owija w żadne prześcieradła, czy jakieś twarde gipsy). Natomiast wypuszcza z ciała naturalne płyny, a na ich miejsce wprowadza środki konserwujące. W ten sposób ciało ani się nie psuje, ani nie jest jedzone przez robaki. Co ciekawe, takie środki konserwujące mogą być pachnące, więc osoba zmarła leżąca w trumnie może pachnieć np. różami... - Brzmi dość sympatycznie. Jak do tego jeszcze się doda, że ciało zabalsamowane nie podlega psuciu, gniciu, ale powolnemu wysuszaniu - od razu metoda ta staje się ciekawsza. Czytałam gdzieś, że usługi tego typu kosztują już od 500zł. Jak na cennik innych "przyjemności" związanych z pogrzebem, nie wydaje się to zbyt wygórowanym kosztem.
Samo skremowanie ciała zawsze brzmiało dla mnie atrakcyjnie, bo pamiętałam te filmy z dzieciństwa, gdzie jakaś ciotka, lub wujek leżeli w urnie na komodzie w salonie, albo rozsypywali ich prochy nad morzem...
Tylko, że w polskich realiach takie obrazki są niemożliwe. Na samodzielne przechowywanie ludzkich prochów (w domu, lub w w ziemi koło domy, czy też rozsypywanie ich gdzieś w przyrodzie) nie zezwala sanepid. 8-O
Dlaczego?
Otóż po zwykłym skremowaniu w prochach pozostają metale ciężkie, które mogą być niebezpieczne dla środowiska. (Znając życie, to pewnie ich stężenie nie jest aż tak duże, aby było faktycznie niebezpieczne, ale znając też sposób działania polskiego prawa - wiadomo, że każdą rzecz chce regulować, a najlepiej jeszcze zabronić...). Dlatego w naszym pięknym kraju po skremowaniu można tylko pochować prochy na cmentarzu.
Piszę o tym, że to pewnie kolejna bzdura naszego prawa, bo już w innych krajach prawo jest zupełnie inne, a prochy przecież takie same...
W takiej Danii poza cmentarzem prochy można też wrzucać do morza (po wcześniejszej deklaracji zmarłego - brzmi jakby zmarły miał coś deklarować ;-) , a przecież chodzi o pisemną wolę, którą składa się jeszcze za życia :lol: ), lub też pochować na własnej posesji.
W Belgii też można prochy rozsypywać w morzu, lub przechowywać w innym miejscu (nie tylko na cmentarzu).
Również w Czechach, Bułgarii, Estonii, Hiszpanii, Holandii, Litwie, Irlandii, Łotwie, Portugalii i Wielkiej Brytanii prochy można przechowywać nie tylko na cmentarzach...
Na Litwie skremowane prochy można rozrzucać na cmentarzu.
We Włoszech regulacje dotyczące przechowywania prochów wydają władze lokalne. W wyniku tego w większości regionów jest możliwe prywatne przechowywanie ludzkich prochów. Jednak w niektórych regionach istnieje zakaz rozsypywania prochów w przestrzeni publicznej.
W Słowenii również przede wszystkim cmentarz. Jeśli jednak rodzina wybiera inne miejsce pochówku musi otrzymać zgodę władz lokalnych i również taki pogrzeb musi przeprowadzić zakład pogrzebowy.
W Szwecji można tylko rozsypywać prochy w innym miejscu niż cmentarz - po wcześniejszej zgodzie urzędowej.
Francja zgadza się na przechowywanie prochów w innych miejscach niż cmentarze, ale z zaznaczeniem, że musi być to przestrzeń publiczna (gdyż przyjmuje się, że ludzkie prochy nie mogą być niczyją własnością i nikt nie może mieć do nich utrudnionego dostępu).
W takiej Bułgarii można przechowywać urny w domu, z powodu braku regulacji prawnych w tym temacie.
Co do kremowania, to znacznie gorzej wygląda sytuacja w Grecji. Tam nawet nie ma żadnego krematorium, bo sprzeciw środowisk kościelnych jest zbyt silny. Jednak - żeby było śmiesznie - już możliwość wrzucenia urny do morza istnieje (po skremowaniu w kraju sąsiednim).
W Niemczech, podobnie jak i u nas - nie ma możliwości składania prochów poza cmentarzem.
Oczywiście istnieje jeszcze inny (obok kremacji) sposób otrzymywania ludzkich prochów. Jest to promesja. To liofilizacja ludzkich zwłok. Używa się tu niskich temperatur, wibracji i granulacji. Jest to metoda uważana za ekologiczną, bo nie wymaga stosowania spalania, a w jej wyniku nie otrzymuje się metalów ciężkich. Jednak promatorium długo nie zastąpi krematorium, bo (jak na razie) nie ma zgody prawnej w większości krajów na taki sposób uzyskania prochów.
W każdym razie - w naszym kraju - i tak nie mamy innej możliwości jak zakończenia swojego żywota w cmentarnej scenerii.
Możemy tam spocząć, w nagrobku,
lub w grobowcu.
To trwała forma oznaczania miejsca spoczynku.
Często leżą tam całe rodziny. Również urny z prochami mogą być tam umieszczone.
Oczywiście urny mogą spoczywać też w kolumbariach.
To trochę jakby mieszkać w bloku również po śmierci...
Tak, czy siak - kiedyś i tak będziemy wąchać kwiatki od spodu. ;-)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz