środa, 27 stycznia 2016

Wiewiórcze szaleństwo

Tradycyjnie (jak to w środę :) ) warto zastanowić się nad wyjściem do kina. W ferie to powinna być bajka, żeby dzieciątko było zadowolone. Do wyboru miało kilka. Najtrudniejsza okazała się decyzja, czy ma to być kolejna część Alvina i wiewiórek, czy raczej Barbie: Tajne Agentki. Ostatecznie wygrał jednak Alvin i wiewiórki - Wielka wyprawa.


Tym razem wiewiórki obawiają się odrzucenia ze strony swojego przyszywanego ojca - Dave'a (Jason Lee). Widzą, że ich opiekun spotyka się z kobietą, a potem wyjeżdża z nią do Mayami. Przypadkowo znajdują też pierścionek zaręczynowy. Stąd nabierają podejrzeń, że Dave chce ułożyć sobie życie z Samanthą (Kimberly Williams-Paisley). Kobieta ta nawet jest dość miła, ale ma nieznośnego syna Milesa (Josh Green), który od samego początku znajomości daje się wiewiórkom we znaki. Jednak w obliczu możliwych zaręczyn Dave'a z Samanthą wiewiórki i Miles zostają sprzymierzeńcami. Razem wyruszają w podróż mającą na celu zapobiegnięcie oświadczynom i wynikłej z tego katastrofie...

Film ten jest już kolejną produkcją o rozśpiewanych wiewiórkach. Jak na rozśpiewane wiewiórki przystało - pełno tu zmiksowanej przyspieszonymi głosikami popularnych piosenek. To jeden z głównych walorów produkcji.

Minusem jest tutaj stosowanie dość prymitywnych żartów (polegających na oblaniu piciem, bekaniu, puszczaniu bąków, a także zrobieniu kupy przez papugę na koszuli "czarnego charakteru").

Żart jest też dość słaby w odniesieniu do nieszczęść jakie spotykają owy "czarny charakter". Liczne urazy i uderzenia są bardziej przykre niż zabawne. W każdej części znajduje się ktoś "zły", kto przez cały film obrywa. Nigdy nie wydawało mi się to zbyt śmieszne...

Plusem filmu jest silne, uczuciowe podejście do ojca/dzieci. To sprawia, że film ze zwykłej, prostej bajeczki staje się opowieścią o miłości rodzicielskiej i o uczuciach dotykających rodzinę. Dave jest tak dobrym ojcem dla wiewiórek, że nawet Miles żałuje, że nie jest jego synem.

Bajka jest ciekawa. Jak zwykle - trochę zwariowana, pełna niesamowitych akrobacji i (oczywiście!) z happy end'em.

Czy mogę ją polecić?

Zasadniczo tak, ale jeśli szukasz bajki grzecznej, miłej, pełnej czarów i dobrych wróżek - to musisz szukać dalej.  :lol:

Alvin, Szymon, Teodor i Miles to czwórka ancymonków, które potrafią porządnie namieszać. :roll:  Nie zawsze słuchają rodziców, nie wszędzie przestrzegają zasad. Na dodatek głód stanowi dla nich większą motywację niż zdrowy rozsądek. 8-O  Lubię być egoistami i (do czasu ;-)  ) dobrze się z tym czują.

... Jednak w całym tym swoim wariowaniu są też niezwykle ludzcy, pełni oddania za siebie nawzajem i niezwykle zgrani.  :lol:

Dlatego jeśli szukasz bajki lekkiej, z elementami emocjonalnymi i niezbyt wyszukanymi żartami (tylko kilka było naprawdę dobrych), to jest to bajka dla Ciebie.

Mojej córeczce bardzo się podobała, ale ona tak do końca obiektywna nie jest, bo od drugiej części śledzi Alvina i Wiewiórki w kinie (a pierwszą oglądała na kompiku), ma maskotkę Alvina i w ogóle jest jego wierną fanką...

- Śpijcie spokojnie i nie chorujcie na grypy i przeziębienia, bo wszak wiosna idzie (albo i już przyszła :) ).

- Gosieńka  8-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...