czwartek, 28 stycznia 2016

Kocia kawiarnia

Niektórzy lubią rybki i całymi dniami mogliby oglądać ich zwinne pląsy. Dla innych najważniejsze są chomiki. A jeszcze inni nie widzą świata poza psami. Jest też ogromna rzesza zwolenników kotów, dla których rybki, ptaszki i chomiki to odmiana żywej karmy dla kotów, a psy - szczekające stworzenia z ADHD.  :lol:

I właśnie dla ulubieńców kotów powstała Kociarnia, czyli kocia kawiarnia.


Miejsce to ma przytulny, wręcz domowy wystrój. Już samo wejście jest niezwykłe, bo przypomina szafę. Podobieństwo to bynajmniej nie jest przypadkowe. Nie bez powodu synonimem drzwi do części z kotami nazywa się "szafą".

Jednak na te magiczne drzwi nie są pierwszymi jakie należy pokonać, by wejść w to niezwykłe, pomysłowe miejsce.

Po przekroczeniu drzwi zewnętrznych naszym oczom ukazuje się mała lada i człowiek za nią stojący. Oprócz tych normalnych dla kawiarni elementów widać tutaj też mnóstwo odwołań do kota. Jest więc obrazek przedstawiający kota, bryloczki z kotami, miniaturowe figurki kotów, oraz kolorowanki z kotami i kubki z nazwą kawiarni. W miejscu tym można nie tylko zakupić te gadżety, ale też złożyć zamówienie do stolika.

Następnie przekracza się magiczną szafę (której drzwi trzeba dokładnie zamykać, aby żaden kot nie wyszedł na zewnątrz) i zajmuje wybrany stolik. Ciekawsze miejsca można rezerwować przez Internet. Tak też zrobiłyśmy to my.

Na stronie http://kociakawiarniakrakow.pl/ dzień wcześniej zarezerwowałam dwa miejsca w antresoli. Gdy przyszłyśmy, okazało się, że to dość specyficzne miejsce (najwyżej położone, z bardzo niskim sufitem i wieloma kocimi legowiskami).


Moja Pociecha nie wiedziała gdzie idziemy. Jednak gdy zobaczyła szyld kawiarni to aż podskoczyła z radości (wszak kotki ona uwielbia).

Potem nie było już tak różowo jak to w pierwszej chwili sobie wyobraziła, bo tylko trzy koty się pokazywały, a z tego i tak dwa cały czas spały. Ponoć wszystkich kotów w kawiarni jest 12, ale najwyraźniej większość z nich wolała odpoczywać w części niedostępnej dla klientów. W sumie jest to jakieś rozwiązanie, żeby zwierzaki te miały możliwość relaksu poza widokiem obcych osób. Jeden kot trochę się pobawił, ale też nie miał do tego zbyt wiele zapału. Moje Maleństwo narysowało kota, pogłaskało leżącego na sofie śpiocha, a potem zaczęło się nudzić. Na naszą antresolę tylko dwa razy wszedł kot i tylko po to by zaraz stamtąd zejść. Nie chcąc łamać regulaminu faktycznie nie bardzo było jak się bawić z tymi kotami.   


Co do menu, to nie mogę się rozpływać w "ochach" i "achach". Owszem lody były dobre, ale nie dodawali do pucharka łyżeczek (dziwne, prawda?) tylko dwie wafelkowe rureczki. Kawa latte miała ładny wizerunek kota narysowany mleczkiem.


Tylko, że to nie była latte (którą zwykle podaje się w wysokich szklankach, z dużo ilością mleczka). Tutaj była to tylko filiżanka. Owszem, filiżanka była nieco większa niż te najmniejsze, ale nadal była to tylko filiżanka. Jedynie herbatka była taka jak być powinna: aromatyczna i gorąca.  :-D


Moje dzieciątko miło spędziło czas w tym miejscu. Jednak na koniec stwierdziło, że i tak nasz kot jest najlepszy, bo zawsze do nas przychodzi, siada nam na kolanach, bawi się wędką i jest fajniejszy niż te wszystkie koty w Kociarni. I faktycznie, nie ma dwóch zdań - własne zwierzątko, jest sto razy bardziej fascynujące i zabawne niż te spotkane przypadkowo i jednorazowo.

Tu muszę też przyznać rację jednej rzeczy (o której niedawno czytałam). Otóż kojący wpływ na zdrowie człowieka najbardziej mają te zwierzęta, które są z nim zżyte (a więc te zaprzyjaźnione, a nie obce, terapeutycznie wynajmowane na chwilę). Po wizycie w kociej kawiarni nie sposób się z tym nie zgodzić. Inna relacja jest ze zwierzęciem zaprzyjaźnionym, a więc i inna droga terapeutyczna...

Dobranoc

- Pchły na noc, karaluchy pod poduchy, a kotusie pod podusie ...

- Gosieńka  8-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...