Od połowy miesiąca pocieszam się myślą, że to nie moja wina, że tak lubię słodkości, że to sprawka pasożyta, który we mnie uwił sobie przytulne gniazdko. Zadowolona, że pozbycie się go pozbawi mnie ciągot do cukru ochoczo zabrałam się za robienie odpowiedniej mikstury.
A przepis był bardzo prosty:
10 ząbków czosnku należy zmiażdżyć i zalać wodą spod ogórków kiszonych. Całość pozostawić na 10 dni w temperaturze pokojowej pod nieszczelnym przykryciem.
Po 10 dniach należy pić ową miksturę przed snem – dokładnie 10 ml. Wtedy eliminuje się z diety mięso i słodycze, żeby pomóc organizmowi w walce z intruzami.
Według opinii wielu osób przeprowadzających tą kurację, mikstura jest ohydna i ciężko ją wypić. Niektórym było po niej niedobrze…
Cóż, dla mnie wcale nie jest taka zła. Owszem, trochę pali przełyk, ale gdy pije się małymi łyczkami praktycznie tego nie czuć. Nie wiem, czy ja jestem taka nieczuła, czy inni przesadzają. A może to uodpornienie z czasów dzieciństwa, gdy na wszelkie grypy i przeziębienia piło się czosnek z mlekiem i miodem, albo czosnek z gorącą, kiszoną kapustą. Wtedy było to niedobre, denerwujące i „bee”, ale z perspektywy lat widzę, że działało. :roll:
W każdym razie ponoć robaki powinny same wyzionąć ducha przy kontakcie z tym zajzajerem.
Tylko, że moje jakoś nie wyzionęły (a mija już 4 dzień).
Zatem logicznie rzecz biorąc, albo ich zwyczajnie nie ma (A wtedy już nie będę miała wytłumaczenia na to, że jestem łakomczuchem :-? ), albo są równie odporne jak ja.
Nie wiem co gorsze, ale walczę dalej.
Miksturę podobno powinno się pić ok. miesiąc, więc jeszcze długa droga przede mną… :-D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz