sobota, 30 maja 2015

Profilaktyka

Całe życie nie mogłam zrozumieć niedoskonałości ludzkiego organizmu. Było dla mnie nie do pojęcia, że ewolucyjnie człowiek przygotowany jest do spożywania nadwyżki pokarmu. I co? Ma zwyczajnie stawać się otyły i chory? Nie rozumiałam dlaczego nie ma czegoś przeciwnego – mechanizmu, który godziłby w tą strategię organizmu. I do tej pory jej nie znalazłam. Aż wkroczyłam w tematykę postów oczyszczających. Okazuje się, że właśnie post jest tym co równoważy przejadanie się i niezdrową dietę. Właśnie w czasie postu spalane zostają nadwyżki tłuszczu, a przy okazji organizm się oczyszcza z toksyn i chorób. I to jest właśnie brakujący puzzel do nadmiernego ludzkiego apetytu. Właściwie to dobrze jest taki post co najmniej dziesięciodniowy przeprowadzić profilaktycznie co rok. Wtedy pozbywa się zanieczyszczeń, chorób, zbędnych kilogramów i innych złych rzeczy. Tyle ludzi choruje na miażdżycę. A przecież podczas postu żyły doskonale czyszczą się ze złogów i wszelkich naleciałości. I nagle problem znika. Owszem przy złej diecie i złych nawykach żywieniowych problem wróci. Jednak i to można poprawić i cieszyć się zdrowiem. Post to nie tylko doskonała forma leczenia bardzo wielu schorzeń, ale też świetna profilaktyka.


O profilaktyce wszyscy mówią głośno niczym jeden mąż, że jest potrzebna i konieczna. Jednak jak przychodzi co do czego, to albo nie ma miejsca z bezpłatnych programów na jakieś badanie, albo nie przewiduje się badań ludzi „zdrowych”, czyli takich, którzy nie mają zdiagnozowanej choroby, ani bardzo uciążliwych objawów… Sama przechodziłam przez to prawie dziewięć lat temu. Poszłam do lekarza, bo chciałam zrobić sobie ogólne badania, aby wiedzieć czy jestem zdrowa, bo chciałam postarać się o dziecko. A lekarka wybałuszyła na mnie oczy (jakby nigdy nikt nie przyszedł do niej w takiej sprawie) i nie rozumiała o co mi chodzi. Po chwili otrząsnęła się trochę z szoku i wyjaśniła, że na takie ogólne badania dostanę skierowanie od ginekologa jak już będę w ciąży. Tego to ja nie bardzo umiałam pojąć. Przychodzę do baby wcześniej, żeby się przebadać i uniknąć możliwych zagrożeń, a ona mi mówi, że nie ma sensu wcześniej unikać, tylko czekać do poczęcia i wtedy (jeśli coś wyjdzie) stresować się, że lekarstwa zaszkodzą dziecku. Dla mnie ta logika była bez sensu. Wzięłam głęboki oddech i spokojnie wyjaśniłam głupiej babie, że czuję się dobrze, ale nie chciałabym dowiedzieć się dopiero w ciąży, że jestem na coś chora, bo zależy mi aby z ewentualnych schorzeń wyleczyć się wcześniej. W końcu chyba do niej dotarło, bo dała mi skierowanie na badanie krwi. Wyszedł mi niski potas. Niby nic wielkiego, ale zawsze coś do poprawienia.

Po tym doświadczeniu mam bardzo nieprzyjemne skojarzenie z medyczną profilaktyką. Tylko się o niej wszędzie mówi, ale niestety nadal jej brak.

Dlatego tym bardziej pociąga mnie możliwość uleczenia się w sposób prosty, niemedyczny, a jednocześnie zdrowy. Przemawiają do mnie zalety postów oczyszczających. I choć trzeba zdobyć się na pewne wyrzeczenie – bo jednak je się nie tylko z głodu, ale przede wszystkim z przyjemności – warto to zrobić.

Zatem silnej woli i powodzenia Wam życzę 8-)

- Gośka  ;-)

środa, 27 maja 2015

Post oczyszczający - przeciwwskazania

Nie pisałam o tym wcześniej, a pewnie powinnam. To bardzo ważna sprawa, bo warto wiedzieć kto może, a kto nie może poddawać się postom oczyszczającym.


Najważniejsze jest wyszczególnienie przypadków, w których odradza się stosowanie głodówki.


W grupie osób, którym nie poleca się postu są osoby z niedowagą, dzieci i młodzież w okresie rozwojowym oraz kobiety w ciąży i kobiety karmiące.


Ponadto nie powinni poddawać się jej chorzy na:


anemię, poważne schorzenia serca, zaburzenia psychiczne i stale przyjmujący leki (w czasie głodówki nie należy przyjmować nic poza wodą, więc kłóciłoby się to z koncepcją tego oczyszczenia organizmu).



Osobiście nie mam żadnych przeciwwskazań. Już szósty dzień żyję na wodzie i czuję się coraz lepiej. :lol:


… A jest to dla mnie dość ekstremalne doświadczenie, bo nadal gotuję dla mojej rodzinki…  :roll:

poniedziałek, 25 maja 2015

Post oczyszczający

Nawyki żywieniowe skłaniają nas do spożywania zbyt wiele pokarmu, a na dodatek – pokarmu średniej jakości. Wiemy jak ważne jest normowanie porcji i ograniczanie ilości pochłanianego jedzenia. Dlatego nie ulega wątpliwości, że odpowiednia dieta poprawia samopoczucie, a nawet zdrowie. Jednak okazuje się, że nie tylko ograniczenie jedzenia, ale też całkowita jego eliminacja może być bardzo korzystna dla zdrowia.


Niektórzy pewnie zapytają z niedowierzaniem:

Czyli co, mam nie jeść i będę się czuł lepiej? :-x

A właśnie że tak.  :roll:

Istnieje coś takiego jak post oczyszczający, zwany (już mniej ładnie) głodówką. Polega on na czasowym zaprzestaniu przyjmowania pokarmów (z wyjątkiem wody – bo na temat suchej głodówki, zważywszy na jej niejednoznaczny wpływ na ludzkie zdrowie, nie będę tu pisać).

Okazuje się, że wyłączenie z diety wszystkiego poza wodą, może mieć bardzo dobroczynne działanie.

Post oczyszczający poprawia funkcjonowanie narządów wewnętrznych (wątroby, jelit, woreczka żółciowego, nerek, trzustki, żołądka, serca). Leczy takie zaburzenia jak: artretyzm, reumatyzm, choroba wieńcowa, zatrucia, alergie, katary, zapalenie żył, łuszczyce, egzemy, migreny, trądzik, bezsenność…

- Jest tego naprawdę sporo. A na dodatek post może wyrównać poziom cholesterolu i poprawić działanie tarczycy.

Dobroczynnych właściwości jest pewnie znacznie więcej. Wymieniłam tylko te, aby choć w zarysie mieć obraz jak pożyteczna może okazać się głodówka.

Głodówka pozwala organizmowi na samoczynne naprawienie się. Dlatego jest polecana również całkowicie zdrowym ludziom (albo przynajmniej takim, którzy się mają za zdrowych). W jej wyniku mogą zostać usunięte problemy, które jeszcze nie zostały ujawnione i nie zdążyły uprzykrzyć komuś życia.

Przy otyłości post również bywa zbawienny.

Jednak należy pamiętać, że ważna jest nie tylko głodówka, ale też wprowadzenie do niej i wyprowadzenie z niej.

Zatem zacznijmy od wprowadzenia w głodówkę.

Co to takiego? – Ot wcześniejsza zmiana diety, najlepiej aby bazowała na owocach i warzywach. Dobrze jest, gdy podobny czas trwa wprowadzenie do głodówki, wyprowadzenie z niej i sama głodówka.

Sam post powinien trwać od 10 do 40 dni. Krótsza wstrzemięźliwość od jedzenia też ma sens, ale nie daje już tak niewiarygodnych efektów. W przypadku postów jednodniowych, dobrze jest stosować je raz w tygodniu.

Najważniejsze jest jednak w całym poście odpowiednie z niego wyjście, czyli wyprowadzenie.

Tutaj również ważna jest dieta, ograniczenie pokarmu i stopniowe wzbogacanie pokarmu. Po zakończeniu postu dziesięciodniowego przez pierwszy dzień należy pić tylko soki owocowo-warzywne rozcieńczone pół na pół z wodą. Kolejne dwa dni można już przyjmować soki nierozcieńczone (ale oczywiście nie kupowane, lecz samodzielnie ucierane). Potem w kolejnych trzech dniach dodajemy do posiłków surowe owoce i warzywa. Później dołączamy pestki, orzechy, nasiona słonecznika, migdały i suszone owoce (wcześniej namoczone w wodzie), oraz olej tłoczony na zimno.

Acha, i na początku głodówki należy wykonać lewatywę, aby pozbyć się z jelit niepotrzebnych złogów, czy zanieczyszczeń. Osobiście nie robiłam tego, więc nie wiem czy nie zepsuje to całego efektu… :-?

piątek, 8 maja 2015

Mikstura czosnkowo-ogórkowa

Od połowy miesiąca pocieszam się myślą, że to nie moja wina, że tak lubię słodkości, że to sprawka pasożyta, który we mnie uwił sobie przytulne gniazdko. Zadowolona, że pozbycie się go pozbawi mnie ciągot do cukru ochoczo zabrałam się za robienie odpowiedniej mikstury.


A przepis był bardzo prosty:

10 ząbków czosnku należy zmiażdżyć i zalać wodą spod ogórków kiszonych. Całość pozostawić na 10 dni w temperaturze pokojowej pod nieszczelnym przykryciem.

Po 10 dniach należy pić ową miksturę przed snem – dokładnie 10 ml. Wtedy eliminuje się z diety mięso i słodycze, żeby pomóc organizmowi w walce z intruzami.

Według opinii wielu osób przeprowadzających tą kurację, mikstura jest ohydna i ciężko ją wypić. Niektórym było po niej niedobrze…

Cóż, dla mnie wcale nie jest taka zła. Owszem, trochę pali przełyk, ale gdy pije się małymi łyczkami praktycznie tego nie czuć. Nie wiem, czy ja jestem taka nieczuła, czy inni przesadzają. A może to uodpornienie z czasów dzieciństwa, gdy na wszelkie grypy i przeziębienia piło się czosnek z mlekiem i miodem, albo czosnek z gorącą, kiszoną kapustą. Wtedy było to niedobre, denerwujące i „bee”, ale z perspektywy lat widzę, że działało.  :roll:

W każdym razie ponoć robaki powinny same wyzionąć ducha przy kontakcie z tym zajzajerem.

Tylko, że moje jakoś nie wyzionęły (a mija już 4 dzień).

Zatem logicznie rzecz biorąc, albo ich zwyczajnie nie ma (A wtedy już nie będę miała wytłumaczenia na to, że jestem łakomczuchem :-? ), albo są równie odporne jak ja.

Nie wiem co gorsze, ale walczę dalej.

Miksturę podobno powinno się pić ok. miesiąc, więc jeszcze długa droga przede mną…  :-D

czwartek, 7 maja 2015

Jedz zdrowo

Dziś napiszę o czymś, czego dopiero się uczę. Tytuł pewnie kojarzy Ci się z odpowiednią dietą, zbilansowanym poziomem tłuszczów i witamin, należytą ilością wody… Jednak tym razem nie będzie o tym CO JEŚĆ, ale W JAKI SPOSÓB


Przede wszystkim ważne są WIELKOŚCI KĘSÓW.

Powinny być małe, właściwie to im mniejsze, tym lepsze. Wtedy wszystko można dokładniej zmiażdżyć przy gryzieniu. A o tym, że wielkość połykanego pokarmu ma znaczenie przy jego trawieniu chyba nie muszę Cię przekonywać.  :-?

Drugą zasadniczą rzeczą jest CZAS PRZEŻUWANIA pokarmu.

Powinien być maksymalnie wydłużony. Najlepiej jest jeden kęs gryźć co najmniej 20 razy. Wtedy można mieć pewność, że jedzenie jest należycie rozdrobnione. Sama zauważyłam jeszcze jedną rzecz – przeżuwając jedzenie dłużej bardziej czuję smak potrawy. Dzięki kubkom smakowym umieszczonym na języku w jamie ustnej zachodzi wstępny etap trawienia, a dla mnie – cieszenia się walorami smakowymi.

Trzecią istotną rzeczą jest SKUPIENIE SIĘ NA JEDZENIU.

Nie wiem jak Ty, ale ja z małymi kęsami i z długim przeżuwaniem na razie mam problem. Dopóki myślę o tym, to nawet mi się udaje. Jednak już odwrócenie uwagi (Internetem, filmem, czy czytaniem) sprawia, że zapominam jak mam jeść i pochłaniam pokarm z zawrotną szybkością, bez refleksji nawet co nim jest. Dlatego lepiej już celebrować posiłki jako niezwykłe doznanie kulinarne i cieszyć się nimi niż jeść niejako „przy okazji”. Takie jedzenie bardziej przypomina wrzucanie w siebie (niczym do kosza) wszystkiego co popadnie…

Trzecią sprawą jest ROBIENIE sobie PRZERW PRZY POSIŁKU.

Jak pewnie wszyscy wiedzą opóźnienie sygnału przesyłany z żołądka do mózgu o najedzeniu jest ewolucyjną pozostałością po naszych prehistorycznych przodkach. Kiedyś, gdy ludzie często głodowali miało to sens (opcja: albo upolujesz, albo umrzesz z głodu z pewnością była bezlitosna). Wtedy zjedzenie ponad potrzebę było szansą przeżycia. Dziś, większość ludzi jedzenia ma pod dostatkiem. I choć może narzekać na jego jakość, czy sposób wytwarzania, przynajmniej nie głoduje. Dlatego teraz opóźnione odczuwanie nasycenia nie jest już dla ludzi korzystne. Wolne jedzenie i na dodatek małymi kęsami sprzyja temu, by mniej zjeść ponad to co potrzebujemy. Jeszcze lepszym sposobem na uniknięcie przejadania się jest zrobienie sobie przerwy przy posiłku. Nie mówię, o niedzielnym rodzinnym obiedzie, gdzie wstanie od stołu graniczy z zamachem stanu :lol: . Jednak jeśli nie wiążą nas towarzyskie konwenanse, lepiej na chwilę przestać jeść niż zjeść za dużo. Po chwili można wrócić do jedzenia, jeśli nadal czuje się głód. Oczywiście istnieje duża szansa, że głodu już się nie poczuje i dalsza konsumpcja nie będzie potrzebna :roll: . Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie to się super sprawdza. Robię sobie małą przerwę na FaceBooka i po chwili czuję, że jednak już sobie pojadłam.  :mrgreen:

Czwartą zasadą odpowiedniego jedzenia jest UNIKANIE PICIA PODCZAS POSIŁKU.

Dla mnie to w dalszym ciągu Matrix. Staram się jak mogę. I nawet czuję, że mocniej odczuwam smak, gdy nie rozcieńczam go wodą. Jednak nauczyłam się pić w czasie posiłku i jest to dla mnie ciężkie do pokonania. Kilka razy już mi się udało, ale to dla mnie niezwykle trudne. Powinno się robić ok. dwudziestominutowe przerwy między piciem, a jedzeniem. Na szczęście w przypadku osób zdrowych, nie cierpiących na zaburzenia trawienno-żołądkowe ta zasada nie jest istotna. A ponieważ jestem zdrowa mogę zarówno pić jak i nie pić do posiłku :twisted: . I tej wersji się trzymajmy!!!  :-?

Generalnie wolniejsze jedzenie, lepiej wpływa na zdrowie. Dlatego zanim sięgniesz po kolejną kanapkę przypomnij to sobie  ;-)

środa, 6 maja 2015

Masz robaki?

Pewnie powiesz, że „nie”, że „skąd”, że „co ja znowu”… W życiu nawet nie wziąłbyś pod uwagę takiej opcji. Przecież starasz się jeść owoce i warzywa umyte, ręce też myjesz przed posiłkiem, a i wodę pijesz tylko ze sprawdzonych źródeł. I powiem Ci, że możesz mieć rację. Tylko, że ta możliwość nie daje pewności.



A MASZ ZWIERZĄTKO?

Jeśli tak, to pewnie nie raz polizało Cię po twarzy (o ile nie jest to wąż, patyczak, czy np. tarantula ;) ). Na takim jęzorze kochanego pupila może być bardzo dużo nieproszonych gości (wszak wszystko liże, wszędzie wsadzi ryja i jeszcze się z tego cieszy).

To może MASZ WYPRYSKI NA TWARZY?

Pojawiają się takie paskudztwa i nie wiadomo czemu i dlaczego. Jedną z przyczyn może być posiadanie pasożyta, choć oczywiście jest ich znacznie więcej.

Miewasz PROBLEMY TRAWIENNE?

„A któż ich nie ma” – Odpowiesz zapewne równie gładko jak i bezrefleksyjnie. Tylko, że przyczyna zawsze ma znaczenie. Może tu być winna niewłaściwa dieta, zbyt duży stres, zbyt mała aktywność fizyczna, albo robale.

Jesteś skłonny do zbyt NIEBEZPIECZNEJ BRAWURY?

Toksoplazma działa tak na organizmy żywe (w tym również na ludzi). Osoby zainfekowane tym pierwotniakiem skłonne są do większego ryzyka niż pozwalałyby na to istniejące warunki. Pod wpływem tego intruza ludzie są też bardziej skłonni do popełniania samobójstw.

A może gdy śpisz ZGRZYTASZ ZĘBAMI?

Albo też często ŁAPIESZ INFEKCJE?

Cóż, to może być pasożyt!

Wiem, to brzmi strasznie. Już sama myśl o tym, że mógłbyś je mieć napawa Cię obrzydzeniem.

Jednak nie martw się, na pewno ich nie masz. Jeśli nawet masz – nie musisz się tym przejmować. Ludzie od zarania dziejów miewali takich lokatorów i żyli z nimi w jako-takiej symbiozie. Powiem więcej: niektórzy alergolodzy uważają wręcz, że sterylność i brak pasożytów sprawiają, że organizm nie ma z kim walczyć, więc w końcu zwraca się sam przeciwko sobie.

Niedawno czytałam też w Focusie artykuł na ten temat. Okazuje się, że niektóre pasożyty są wręcz wskazane do poprawy naszego zdrowia. Taka włosogłówka świńska dla człowieka nie tylko jest niegroźna, ale wręcz pomocna. Gdy przypadkiem dostanie się do ludzkiego organizmu sama wychodzi wraz z odchodami. Wcześniej jednak łagodzi stany zapalne przy wrzodziejącym zapaleniu jelit i chorobie Leśniowskiego-Crohna.

Tylko, że większość pasożytów to jednak CZARNE CHARAKTERY. Taki tęgoryjec dwunastnicy powoduje niedokrwistość i krwawienia z przewodu pokarmowego, a u dzieci prowadzi do problemów rozwojowych. Glista ludzka może zatkać jelita, a ponadto spowodować osłabienie, kaszel i nadmierną pobudliwość. Polecany (jako środek na odchudzanie) tasiemiec uzbrojony również jest niebezpiecznym osobnikiem. Nie tylko może pozbawić człowieka witamin i żelaza, ale też zaatakować mózg i oczy.

Brzmi strasznie, prawda?

Jeśli dodam, że większość ludzi posiada pasożyty (a dokładnie: ok. 90% populacji) to zaczyna robić się groźnie.

Dlatego właśnie postanowiłam pozbyć się tych nieproszonych gości. Jeśli ich nie mam – nic nie tracę, a jeśli są, to sobie pójdą

A jak zamierzam tego dokonać?

- O tym napiszę w następnym poście ;-)

wtorek, 5 maja 2015

Algi morskie - sposób przechowywania


Pisząc o algach morskich nie wspomniałam o sposobie przechowywania ich. A temat ten jest dość istotny, bo ALGI PRZECHOWYWANE NIEWŁAŚCIWIE GINĄ!!!

Kryształki japońskie NIE MOGĄ BYĆ SZCZELNIE ZAMKNIĘTE. Dlatego przechowujemy je w pojemniku zakrytym gazą, lub jakąś ściereczką z dziurkami. Takie wieczko możemy zamocować gumką recepturką.

Kryształki NIE MOGĄ MIEĆ KONTAKTU Z METALEM. Stąd trzymamy je w pojemnikach szklanych, glinianych, lub plastikowych, ale nigdy w aluminiowych. Ponadto łyżeczka którą ich dotykamy i sitko, przez które będziemy przecedzać roztwór też muszą być plastikowe.


Kryształki NIE POWINNY BYĆ NARAŻONE NA BEZPOŚREDNIE DZIAŁANIE ŚWIATŁA. Dlatego umieszczamy je w pojemnikach nieprzeźroczystych. Jeśli już mamy tylko przeźroczyste (np. słoiki), to owijamy go ściereczką, papierem, folią aluminiową, lub czymś innym, co osłoni je od światła.

Jeśli nie chcemy przez jakiś czas wytwarzać kefiru wodnego KRYSZTAŁKI MOŻNA ZAMROZIĆ. W tym celu dokładnie je przepłukujemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i w jakimś pojemniczku zamrażamy. Po wyjęciu z zamrażalnika nie zalewamy od razu wodą, lecz najpierw czekamy aż się odmrożą.


Wskazówki te dotyczą również grzybków tybetańskich, czy kombuchy. Jeśli piekliście kiedyś chleb na zakwasie, to wiecie, że on również powinien oddychać, bo inaczej się zepsuje. Tak więc pamiętajcie: bez metalu, ograniczamy światło i zapewniamy dopływ powietrza.

Miłego hodowania  :lol:

piątek, 1 maja 2015

Kefir wodny - instrukcja obsługi



Dziś napiszę kilka technicznych szczegółów odnośnie kryształków japońskich. Zdaję sobie sprawę z faktu, że w Internecie znajduje się dość dużo informacji na ten temat. Jednak dla ścisłości – i ja dołożę swoje pięć groszy.

Zanim się po nie sięgnie, zanim zacznie się je stosować pewnie warto zadać sobie pytanie:

Ale po co mi to jest potrzebne? :-|

Otóż trzeba wiedzieć, że jednak potrzebne. Algi morskie wspierają florę bakteryjną jelit. Kefir wodny (czyli woda, w której były kryształki) zawiera około 400 rodzajów probiotycznych bakterii. Są to takie bakterie jak Acetobacter aceti, Streptococcus salivarius ssp. thermophilus, Lactobacillus acidophilus, Lactobacillus delbrueckii ssp.bulgaricus, Lactobacillus casei, Saccharomyces unisporus itd.

Jest ich bardzo dużo, nawet więcej niż w zwykłym kefirze mlecznym.  8-O

Niektóre z nich działają na tak popularne bakterie jak np. Staphylococcus ureus (gronkowiec złocisty), Candida albicans (bakterie powodujące grzybice), Helicobacter pylori (bakteria przyczyniający się do powstawania wrzodów żołądka).

Kefir wodny wspomaga system immunologiczny, oczyszcza organizm, przeciwdziała alergii, zwalcza astmę, leczy zaburzenia układu pokarmowego, chroni przez rakiem jelita grubego, wspomaga pracę jelit, działa dobroczynnie na szkliwo, zapobiega powstawaniu próchnicy…

- Tych dobroczynnych właściwości jest oczywiście znacznie więcej (z alg tworzy się również różne domowe maseczki i preparaty poprawiające zdrowie i urodę). Jednak poszczególne grupy kryształków mogą nieznacznie różnić się między sobą składem biologicznym. Dlatego też działanie ich uwarunkowane jest kolonią z jakiej się wywodzą. Pierwotnie algi morskie hodowane były w Meksyku, ale obecnie znane są na całym świecie.

Jednak – dla ludzi dociekliwych oraz sceptycznych – wydawać się może trochę bajkowe to przypisywanie tak wspaniałych właściwości wodzie, w której zaledwie dzień lub dwa leżały jakieś kryształki. Owszem, na początku faktycznie daje to obraz nieco fantastyczny. Dlatego warto wgłębić się w temat, poczytać, zaczerpnąć informacji z różnych źródeł. W końcu z pewnością natrafimy na temat jelitowego układu nerwowego i zrozumiemy odrobinę więcej z tego gąszczu „ochów” i „achów” nad algami. O tym niezwykłym układzie nerwowym (zwanym też „drugim mózgiem”) napiszę innym razem. Dziś skupimy się bardziej nad samymi algami morskimi.

Zatem powróćmy do tego tematu. :roll:

Każdy kto zaczyna swoją przygodą z kryształkami japońskimi powinien wiedzieć jak je hodować.

Zalecenie ogólne brzmi następująco:



  1. Litr letniej wody (w temperaturze pokojowej czyli ok. 20^o C) mieszamy z co najmniej dwoma łyżkami cukru (zależnie od osobistego gustu – ja proponuję dokładnie 2 na podstawie mojego ostatniego doświadczenia ze zbyt słodkim kefirem wodnym).

  2. Wlewamy go do szklanego lub plastikowego naczynia (to może być słoik).

  3. Dodajemy co najmniej 3 łyżeczki kryształków japońskich.

  4. Należy również dorzucić jakieś owoce (np. kilka rodzynków, daktyli, lub fig, czy ananasów). Owoce te powinny nie zawierać konserwantów i wytwarzać sok.

  5. Można dodać też połowę obranej ze skóry cytryny.

  6. Zarówno cytrynę, jak i pozostałe owoce można wymieniać raz na tydzień.

  7. Częściej, bo raz na dobę (a maksymalnie dwie doby) należy zmieniać wodę z kryształków.

  8. Uzyskaną przy zmianie wodę nazywamy KEFIREM WODNYM i jest to docelowy napój o jaki nam chodzi.

  9. Po przecedzeniu kryształków (na plastikowym sitku) dokładnie je wypłukujemy wodą, wkładamy do umytego słoika (lub innego naczynia niemetalowego) i znowu zalewamy wodą z cukrem i cytryną.

  10. W ten sposób prowadzimy hodowlę i obserwujemy jak kryształki szybko się rozmnażają i dzielą z nami swoimi wspaniałymi właściwościami.

  11. Napój przez nie wytwarzany najlepiej pić przed snem, ale może to być również inna pora.

A jeśli nie obchodzą Was lecznicze i profilaktyczne właściwości kefiru wodnego, to mogę polecić go również z innego powodu. Jest po prostu pyszny :mrgreen: . I powiem Wam, że faktycznie – to jest ten smak, który pamiętam z dzieciństwa…

Zatem życzę Wam wszystkim Smacznego :-D

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...