Nie
będę nawoływać do udziału w „Czarnym Proteście”, bo najpewniej skończy się tak
jak inne demonstracje.
Człowiek pójdzie, wymorduje się, wystoi, zmoknie jeszcze
(bo pogoda lubi przy takich okazjach się załamywać) i na dodatek usłyszy wiele
haseł (oprócz tego przewodniego), z którymi bynajmniej się nie utożsamia.
Tylko, że wtedy, będąc mróweczką w tłumie ludzi, nie ma jak zaprotestować i
oświadczyć, że „z tą wypowiedzią to ja akurat się nie zgadzam”.
Efekt jest
taki, że potem słychać w mediach, że tyle i tyle ludzi demonstrowało przeciwko
zakazowi całkowitej aborcji i np. kościołowi katolickiemu w Polsce, albo rządom
PIS’u, czy dajmy na to za przyjęciem uchodźców, lub obroną frankowiczów. . . –
To akurat bzdurne pomysły wyssane całkowicie z palca, ale wiem z autopsji jak
takie pochody się kończą. Na żaden kolejny nikt mnie już nie namówi (tak
przynajmniej teraz myślę).
Co
do ustawy, pewnie że jest zła. I nie dlatego, że kobieta ma prawo do usuwania
ciąży. Nikt przecież nie ma prawa pozbawiać życia innego człowieka. Jedynym
wyjątkiem jest obrona własna, więc jeśli ciąża zagraża życiu – nie ma w ogóle
tematu (podobno takie przypadki również w tej ustawie są uwzględnione jako
wyjątki, ale – wstyd mi się do tego przyznać – nie czytałam jej, nie zajmowałam
się nią wcale, właściwie gdyby nie wielkie poruszenie na FB pewnie nawet bym
nie wiedziała, że teraz to jest temat nr 1).
Jeśli
jednak przyjmiemy, że takie przypadki są i tu uwzględnione, to nadal istnieje
drugi problem, o którym jakoś nikt nie debatuje, nikt nie rozprawia, nawet nikt
nie mówi.
Tym
problemem jest opieka nad dziećmi niepełnosprawnymi.
Nie
o to chodzi, że wszyscy chcemy mieć za córeczki śliczne, niebieskookie
blondyneczki z dołeczkami w policzkach, a za synów ciemnookich szatynów z rozbrajającym
uśmiechem. Nie o to chodzi, że każdy chciałby mieć dziecko idealne, a jeśli takie
nie jest, to powinien mieć prawo do rezygnacji z niego i podjęcia kolejnej
próby. Dziecko, to przecież mały człowiek, a człowiek – jak bardzo byłby
niedoskonały, zawsze ma prawo do życia. Jeśli nie byłoby powszechnej zgody na
to stwierdzenie, istniałaby w naszym kraju kara śmierci.
Skoro
zatem nawet wielokrotny morderca ma prawo żyć, to dlaczego odmawiać tego
podstawowego prawa bezbronnemu dziecku?
Oczywiście
prawo do życia ma też kobieta, która to dziecko wydaje na świat. Jeśli z góry
wiadomo, że jest na tyle niepełnosprawne, że nigdy nie będzie samodzielne, to
dlaczego skazywać ją na dożywotnią opiekę nad nim?
I tu
pojawia się moje przemyślenie:
Już
w ustawie antyaborcyjnej powinno być zastrzeżone, że takie dzieci mają zapewnione
dożywotnie utrzymanie przez państwo. Bynajmniej nie mam tu na myśli tych kilka
stówek miesięcznie (które i tak na nic nie starczają, jeśli dziecko wymaga
rehabilitacji, drogich lekarstw i całodobowej opieki). To bardziej powinno być
zapewnienie tych wszystkich potrzebnych rzeczy za darmo łącznie z jakąś
późniejszą emeryturą dla matki, która przecież nie podejmie pracy, bo 24 h na
dobę opiekuje się chorym dzieckiem. Wiem, że brzmi to dość nierealnie, tym
bardziej, że w Polsce trudno sobie wyobrazić darmową i jednocześnie sprawną
opiekę medyczną. Jednak wydaje mi się, że to byłby najlepszy kompromis pomiędzy
ochroną życia dziecka, a ochroną życia (i jakości tego życia) jego matki.
Jeśli
zatem udałoby się zapewnić godny byt dzieciom chorym i ich rodzicom, a ciąże
zagrażające życiu matek mogłyby być usuwane (oczywiście w zależności od wyboru
samych matek, bo nie można im odbierać możliwości dobrowolnego heroizmu i wyboru
najwyższego poświęcenia), to najważniejsze punkty zapalne w całym sporze
zostałyby ugaszone.
I co
wtedy?
Nie
byłoby tysięcy postów za i przeciw tej ustawie?
Nie
byłoby marszu antyaborcyjnego?
Nie
byłoby całego szumu z nim związanego?
…
I
jeszcze ludzie dowiedzieliby się – nie daj Boże – o innych ustawach, które
właśnie są przedmiotem debaty w sejmie…
/A raczej nikt nie chciałby się tłumaczyć dlaczego ulega podwyższeniu składka ZUS, albo zostaje zatwierdzona umowa CETA/
Nie
jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale zbyt często w Polsce debatuje się o
aborcji, eutanazji, czy in vitro, a zbyt rzadko o wzroście kwoty wolnej od
podatku, zmniejszeniu kosztów zatrudnienia, czy choćby nawet o racjonalnej
(czyt. niepatologicznej) pomocy najuboższym. Te tematy praktycznie wcale się nie
pojawiają.
Tymczasem
ustawa wzbudza ogromne emocje, podburza ludzi i motywuje do działania.
A
przecież za trzy lata (a najdalej za siedem) zmieni się opcja polityczna
rządząca w Polsce i znów zmieni się kształt tej ustawy.
I
znowu będzie ogólna nawalanka przeciwników ze zwolennikami, nieustanny szum,
masa protestów, wypowiedzi działające na emocje…
A w
mediach własnie o tym będzie najgłośniej, więc znowu będzie można – niejako przy
okazji – przegłosować w sejmie parę niewygodnych ustaw.
No to miłego wieczorka
życzę
- Gosieńka

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz