poniedziałek, 19 września 2016

Tartuffe albo szalbierz

Teatr ze swej definicji jest sztuką wyższą. Daje możliwość obejrzenia czegoś co dzieje się w danej chwili, choć oczywiście jest efektem wielu godzin prób i przygotowań. Tutaj nie tylko widzimy aktorów, ale też oni widzą nas. Ta niezwykła interakcja wymusza odpowiednie zachowanie, większą koncentrację, ciszę i spokój. W chwilach śmiesznych głośny wybuch wesołości odzwierciedla starania aktorów, by publiczność dobrze się bawiła. I chociaż wszystko jest mistrzowsko wytrenowane, zawsze przecież może pojawić się jakiś element zaskoczenia, drobna pomyłka, roztargnienie, które odrobinę zmieni sztukę, a widzom pozwoli uczestniczyć w czymś niepowtarzalnym.
Walorów teatru jest pewnie znacznie więcej. Jednakże oglądając sztukę

TARTUFFE ALBO SZALBIERZ

dość trudno je dostrzec.



Owszem, jest to przedstawienie lekkie, komediowe, zachęcające do odprężenia. Jednakże nie wiem, czy z tą lekkością reżyser jednak nie przesadził. Do teatru (nie tylko na sztuki dla dzieci) chodzimy z córką. Zwykle podobają się jej nakreślane w nich opowieści, choć nie zawsze do końca je rozumie. Tym razem jednak nie zrozumiała zupełnie nic, a jedyne co się jej podobało to:
- Nagi pan jeżdżący na rowerze
- Pan pokazujący pupę
- pan zapadający się w podłogę.
Nie zamierzam być głosem wszystkich dewotów i bigotów. I nie chcę potępiać sztuki za pokazywanie w niej nagich pośladków i piersi. Jednak prawdą jest, że te elementy bynajmniej nie przypadły mi do gustu.
Z rzeczy na minus, to na sztuce tej bardzo mało się śmiałam. Zważywszy, że jest to komedia – oczekiwałam jednak znacznie więcej.
Oczywiście można wymienić też bardzo wiele plusów. Każda sztuka teatralna ma szereg zalet, nawet jeśli pojedyncze elementy są nie do końca udane. Tutaj na plus – jak zwykle zresztą – była świetna gra aktorska. W tym aspekcie nie można doszukać się żadnego słabego punktu.
Innym plusem była scenografia, nie wyłączając z niej jeżdżącego samochodu. Być w teatrze i zobaczyć ludzi w jadącym samochodzie, to jednak jest ogromna niespodzianka J .
Mistrzowsko (za pomocą rekwizytów religijnych i niestandardowego ich wykorzystania) pokazano obłudną pobożność Tartuffe’a. I choć wymachiwanie różańcem i traktowaniem go jako kajdanek graniczyło z obrażaniem uczuć religijnych, to przecież (po wnikliwszym wpatrzeniu się w rekwizyt) można było zauważyć, że nie był to przecież prawdziwy różaniec.  
Sama tematyka sztuki jest doskonale znana. Wszyscy którzy choć odrobinę kojarzą Moliera i jego „Świętoszka” bez problemu odnajdą tu sztukę: „Tartuffe albo Szalbierz”.
Czy warto na nią pójść?
- Nie wiem…
Nie lubię ludzi zniechęcać do teatru i nie mam na celu takich działań. Ponadto jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dlatego jeśli ktoś lubi Moliera i ma większe poczucie humoru ode mnie – polecam do obejrzenia ową sztukę.

Dobranoc wszystkim :)
- Gosieńka :-B


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...