Teatr
ze swej definicji jest sztuką wyższą. Daje możliwość obejrzenia czegoś co
dzieje się w danej chwili, choć oczywiście jest efektem wielu godzin prób i
przygotowań. Tutaj nie tylko widzimy aktorów, ale też oni widzą nas. Ta niezwykła
interakcja wymusza odpowiednie zachowanie, większą koncentrację, ciszę i spokój.
W chwilach śmiesznych głośny wybuch wesołości odzwierciedla starania aktorów,
by publiczność dobrze się bawiła. I chociaż wszystko jest mistrzowsko
wytrenowane, zawsze przecież może pojawić się jakiś element zaskoczenia, drobna
pomyłka, roztargnienie, które odrobinę zmieni sztukę, a widzom pozwoli
uczestniczyć w czymś niepowtarzalnym.
Walorów
teatru jest pewnie znacznie więcej. Jednakże oglądając sztukę
TARTUFFE ALBO SZALBIERZ
dość
trudno je dostrzec.
Owszem,
jest to przedstawienie lekkie, komediowe, zachęcające do odprężenia. Jednakże
nie wiem, czy z tą lekkością reżyser jednak nie przesadził. Do teatru (nie
tylko na sztuki dla dzieci) chodzimy z córką. Zwykle podobają się jej
nakreślane w nich opowieści, choć nie zawsze do końca je rozumie. Tym razem
jednak nie zrozumiała zupełnie nic, a jedyne co się jej podobało to:
- Nagi
pan jeżdżący na rowerze
-
Pan pokazujący pupę
-
pan zapadający się w podłogę.
Nie
zamierzam być głosem wszystkich dewotów i bigotów. I nie chcę potępiać sztuki
za pokazywanie w niej nagich pośladków i piersi. Jednak prawdą jest, że te
elementy bynajmniej nie przypadły mi do gustu.
Z
rzeczy na minus, to na sztuce tej bardzo mało się śmiałam. Zważywszy, że jest to
komedia – oczekiwałam jednak znacznie więcej.
Oczywiście
można wymienić też bardzo wiele plusów. Każda sztuka teatralna ma szereg zalet,
nawet jeśli pojedyncze elementy są nie do końca udane. Tutaj na plus – jak zwykle
zresztą – była świetna gra aktorska. W tym aspekcie nie można doszukać się
żadnego słabego punktu.
Innym
plusem była scenografia, nie wyłączając z niej jeżdżącego samochodu. Być w
teatrze i zobaczyć ludzi w jadącym samochodzie, to jednak jest ogromna
niespodzianka J .
Mistrzowsko
(za pomocą rekwizytów religijnych i niestandardowego ich wykorzystania) pokazano
obłudną pobożność Tartuffe’a. I choć wymachiwanie różańcem i traktowaniem go
jako kajdanek graniczyło z obrażaniem uczuć religijnych, to przecież (po
wnikliwszym wpatrzeniu się w rekwizyt) można było zauważyć, że nie był to przecież
prawdziwy różaniec.
Sama
tematyka sztuki jest doskonale znana. Wszyscy którzy choć odrobinę kojarzą
Moliera i jego „Świętoszka” bez problemu odnajdą tu sztukę: „Tartuffe albo
Szalbierz”.
Czy
warto na nią pójść?
-
Nie wiem…
Nie
lubię ludzi zniechęcać do teatru i nie mam na celu takich działań. Ponadto
jedna jaskółka wiosny nie czyni. Dlatego jeśli ktoś lubi Moliera i ma większe
poczucie humoru ode mnie – polecam do obejrzenia ową sztukę.
Dobranoc wszystkim :)
- Gosieńka :-B

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz