Patrząc
na obecny konsumpcjonizm i masową produkcję żywności można powiedzieć, że nie
jest to dobry kierunek rozwoju.
Jedzenie,
które kupujemy w sklepach nafaszerowane jest nawozami, antybiotykami, spulchniaczami,
konserwantami, barwnikami i sztucznymi aromatami. W ten sposób nawet unikając rzeczy
najbardziej przetworzonych i tak nasze zdrowie staje pod wielkim znakiem
zapytania.
To
nie tak, że człowiek powinien cofnąć swój rozwój do czasów jaskiniowych. Cóż
wtedy miałby robić? Całymi dniami polować, podtrzymywać ogień i dłubać w skałach
niezrozumiałe bohomazy (A przepraszam – TWORZYĆ PIERWSZĄ SZTUKĘ J)?
A
tak by wypadało zrobić, aby jedzenie spożywane przez nas było stuprocentowo
zdrowe, naturalne i niezanieczyszczone.
Oczywiście
można pokusić się o poświęcenie się idei życia samowystarczalnego. Nieraz w
historii powstawały takie osady – komuny, które miały za zadanie uprawiać
ziemię, hodować zwierzęta i ze swych plonów się utrzymywać. Jednak projekty
takie wcześniej czy później upadały z powodu … swej niewystarczalności. Okazało
się bowiem, że rośliny zbyt wolno rosną, a zwierzęta zbyt długo dorastają, by
żywienie się tylko tym co się samemu wyhodowało miało sens. Inna sprawa, to przywódcy
takich „komun”. Ich przebojowość i entuzjazm nieraz opłacane były schorzeniami
psychicznymi (wszak nie jest łatwo udawać ucieszonego i optymistycznego, gdy
widzi się, że do całego przedsięwzięcia wciąż trzeba dokładać z własnych, coraz
bardziej topniejących zasobów finansowych, a na dodatek trzeba to ukrywać przed
resztą społeczności, by nie popadła w zwątpienie).
Jednak
idea samowystarczalności jest bardzo pociągająca. Szkoda tylko, że gdy się nad
nią dłużej zastanowić, to wychodzi na to, że zamiast rozwijać się człowiek
musiałby się cofnąć w rozwoju.
Dlaczego?
Z
powodu czasu…
Chcąc
wykonać wszystkie ziemniaki, zebrać ogórki, wypasać krowę, zebrać żyto,
nazbierać jabłek, śliw i gruszek i na dodatek upiec chleb, zrobić sery, masło, itd…
może się okazać, że zajęcia te zajmują człowiekowi cały boży dzień i na żadną
inną aktywność nie ma już czasu. Owszem, powrót do natury może uwznioślać i
ubogacać duchowo, ale trochę bez sensu w imię zdrowia rezygnować z nieco
bardziej intelektualnych aktywności (nie obrażając przy okazji nikogo z
samowystarczalnych rolników i hodowców, jeśli takowi jednak gdzieś są J).
Biorąc
pod uwagę fakt, że człowiek ma maksymalnie 120 lat życia, powinien spędzić go
najlepiej jak potrafi. I jeśli kocha życie pierwszego osadnika, to oczywiście
ma prawo do takiego życia. Jeśli jednak bardziej interesują go podróże, czy
inna praca nie powinien bezrefleksyjnie z tego rezygnować.
A co
w takim razie ze zdrowiem?
Nie
ma na nie wbrew pozorom jednej receptury. Zawsze jest coś, na co człowiek może
zapaść. Jeśli nie są to wrzody, choroba wątroby, czy problemy z sercem, to może
być przecież np. nowotwór. Jedzenie rzeczy zdrowych, oddychanie
niezanieczyszczonym powietrzem i brak zbyt dużego stresu, to oczywiście
czynniki działające pozytywnie na zdrowie. Jednak nie zapominajmy, że człowiek
to istota, która do nawet najtrudniejszych warunków potrafi się przyzwyczaić.
Jedzenie, które obecnie jest w sklepach pewnie zabiłoby na miejscu naszych
przodków (którzy – sami nawet o tym nie wiedząc – odżywiali się niezwykle „eko”
i „bio”). Natomiast my, którzy od dzieciństwa, lub wczesnej młodości karmimy
się żywnością produkowaną na masową skalę staliśmy się na nią uodpornieni. Nie
znaczy to, że czasem ktoś z nas nie zachoruje z powodu pestycydu, czy
antybiotyku w mięsie. Jednak większość z nas nie jest zbyt wrażliwa na negatywne
składniki pożywienia.
Dlatego
warto dbać o kupowanie rzeczy jak najmniej przetworzonych i wyhodowanych w
miarę możliwości w sposób naturalny.
Jednak
nie można też popadać na tym punkcie w obsesję. Wszak zdrowie, to przede
wszystkim ruch. Jedzenie jest zawsze na drugim miejscu w tej złożonej przecież
zależności...
... Dobranoc :)
Gosieńka



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz