środa, 4 października 2023

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiemy, że gdzieś na świecie ludzie umierają z głodu, albo z powodu chorób. Czasem nawet udzielamy się w różnych akcjach charytatywnych, ale nie zastanawiamy się głębiej nad takimi sprawami. Tymczasem ogrom ludzkości jest trawiony przeróżnymi, strasznymi udrękami.

Wyświetlany właśnie w kinach film: "Sound of Freedom" porusza jeden z takich wielkich cierpień świata. Jego tematem jest pedofilia i handel żywym towarem. To trudna i ciężka kwestia. Niełatwo nakręcić film, który nie będzie zbyt drastyczny, ale też nie nazbyt lekki. Tutaj twórcom udalo się znaleźć owy złoty środek. W sali kinowej, zupełnie obcy ludzie razem płakali, ale też razem się śmiali - w zależności od wyświetlanego momentu historii.

Film został nakręcony na podstawie prawdziwej historii amerykańskiego agenta, Timothy Ballarda. Człowiek ten walczył z pedofilą w USA, ale doskwierało mu, że tylko zamyka przestępców, a nie ratuje dzieci. Ostatecznie postowił to zmienić. Dlatego wyruszył do Kolumbii, na misję ratowniczą. Operacja ta nazwana została: "Kolej Poddziemna". 

Film uszeregowano w kategorii:  thiller. Jednak jest to też dramat i film akcji.

O pracy montażystów zwykle nawet się nie myśli, chyba, że coś jest źle zrobione, albo właśnie bardzo dobrze. Tutaj na duży plus była operacja kamerą. W niektórych momentach widzowie mogli się poczuć jakby sami patrzyli przez okno odjeżdżającego samochodu. To dość niezwykłe doświadczenie.



Oprawa muzyczna filmu również zasługuje na uznanie. Melodie są nostalgiczne, ale też dopracowane technicznie. Przewodni "dźwięk wolności" jest utworem wykonanym przez Shakirę, z jej charakterystycznym zaśpiewem. Nadaje to produkcji szczególny klimat.



Cieżko też nie wspomnieć o obsadzie. Głównego bohatera odgrywa, znany wszystkim z "Pasji" Jim Caviezel. Nikt chyba lepiej nie mógłby równie dobrze zagrać agenta, który przepełniony jest Bogiem. To też niesamowite, że Jim w kolejnym filmie może świadczyć o Bogu i nie wstydzić się swojej wiary.



Sam film powstał 5 lat temu. Jednak natrafiał na liczne przeszkody i utrudnienia w produkcji. Dlatego dopiero w tym roku wszedł na ekrany kin. Pokazuje to tylko jak wielkie są wpływy środowiska pedofilskiego w Stanach Zjednoczonych. Niewątpliwie tak jest, skoro w USA handlem żywym towarem to najbardziej dochodowa gałąź nielegalnych bieznesów.

Na końcu filmu wyświetlany był jeszcze ważny komunikat. Zwykle po filmie ludzie wychodzą razem z przesuwającymi się po ekranie literami obsady. Tym razem wszyscy czekali na końcowe przesłanie. I z pewnością warto było go wysłuchać.

Zatem pozostaje mi tylko zaprosić Was do kin.
Miłego oglądania.

/ Kraków, 4 X 2023


poniedziałek, 2 października 2023

Serca nasze małe

 Jakie to smutne, że pragniemy miłości myśląc tylko o ludziach. Patrzymy na innych, równie niedoskonałych jak my sami. A doskonałą miłość odrzucamy, nie patrząc nawet na nią.

To nie tak, że nie chcemy kochać. I nie jest prawdą, że jesteśmy zupełnie zapatrzeni w siebie. Po prostu nie patrzymy dalej niż poza czubek własnego nosa, poza to co najbliżej, co namacalne i widzialne.


Do Ciebie, owszem, czasem i nawet przyjdziemy. Powiemy kilka monotonnych słów, pokiwamy się pod filarem i zapominamy znowu o Tobie. Jakbyś był kolejnym obowiązkiem.


...


A Ty przecież czujesz. Nie chcesz obowiązku, ale miłości. Chcesz prawdziwego czasu, a nie modlitwy pozornej. Chcesz byśmy byli z Tobą.

Nie tylko chwilę i nie w rozproszeniu. Czy to tak trudno zrozumieć, że Ty pragniesz takiej samej miłości jakiej i my pragniemy - tylko z całego serca i na 100 %?

Nic poza tym, nic poniżej. Czy miłość jest jeszcze miłością gdy nie wypływa z całego serca?


Czy miłość jest prawdziwą siłą, jeśli nie porywa swym nurtem wszystkich myśli i pragnień?


Może właśnie po to dałeś nas zdolność kochania, abyśmy, choć w namiastce mogli zrozumieć Ciebie i to pragnienie, które nie pozwala Ci stać obojętnie, które ciągnie Cię do nas i pomimo wszystko - nie pozwala przestać trwać przy nas. 


czwartek, 27 kwietnia 2023

Apartament

 Czasem tak bywa, że zamiast spać smacznie, przed poranną rutyną dnia następnego, sen nie chce się zjawić. Ot, gdzieś ulatnia się, niczym mgła poranna. Wiesz, że musisz wstać o 5:00, a mimo to trwasz w lekturze. Tymczasem sen skutecznie rozwiewa niespowalniająca gonitwa myśli. 

Pewne małżeństwo spędza noc w apartamencie. Rano okazuje się, że kobiety nie ma, a mężczyzna nie umie jej odnaleźć. Na dodatek okazuje się, że nikt poza nim nie widział jej w tym hotelu... 

I zastanawiasz się, czy on sobie to wszystko wymyślił, a ona zwyczajnie zginęła przy najechaniu na sarnę.
A może jednak nie pojechała z nim nawet? Może rozstali się już jakiś czas temu, a on to wyparl z pamięci?
Może też nigdy nie istniała, powołana do życia tylko w jego umyśle?
Może ktoś ją zabił w lesie, a jej powrót był tylko w jego glowie?
Może sama odeszła? Trudno tylko stwierdzić dlaczego, skoro byli udanym małżeństwem.
Może wrócili razem, ale w szale rzucił nią o ścianę i upadła bez życia. Jednak gdyby to on ją zabił, to przecież widać by to było na monitoringu hotelu. A zatem, w związku z jej zniknięciem musiał maczać w tym palce ktoś z obsługi hotelu. Czy to znaczy, że już nie żyła? A może nie, może żyła i była jeszcze szansa by ją uratować? 

...

Tyle pytań przy jednej książce. 
Dawno nie miałam tak ciekawej pozycji. Zawsze najbardziej ceniłam w książkach i filamch nieprzewidywalność fabuły. Tutaj  z pewnością można na nią liczyć.
Owszem, można w końcu czegoś się domyśleć, ale nie całości. Całość odsłania się powoli, spokojnie, gdy nie możesz spać z niepokoju i zaangażowania w tą całą historię. 
Nie sposób książki tej nie polecić. 
A zatem polecam ją z całego serca, nie zdradzając jednakże zbyt wiele, aby nie zepsuć nikomu zabawy.


Myślę, że wystarczy jeśli polecę wszystkim książkę "Apartament" Izabeli Janiszewskiej.
Miłej lektury
 - Dobranoc
 Kraków, 27.04.2023

czwartek, 9 grudnia 2021

Wolność w czasach koronawirusa

 Jeszcze dwa lata temu mogłeś wyjść spokojnie na ulicę, oddychać świeżym powietrzem i zupełnie swobodnie decydować z kim się chcesz spotkać, a z kim nie, dokąd pójdziesz, a gdzie nie i jak spędzisz swój wolny czas. To wszystko jest tak bardzo naturalne, że nikt nie zastanawiał się nad tym, że może nam zostać odebrane. Owszem, wiele lat wojen i historycznych zawieruch wykształciło w nas niepokój o dach nad głową, ciepłą strawę, o bezpieczne jutro. Jednak po wielu latach spokoju, gdy obrośliśmy już w wygodę i tłuszcz nagle stało się możliwe, że utracimy to wszystko, co jest tak elementarne, że utracimy naszą wolność. 

Jeszcze dwa lata temu wydawało się niemożliwe by ktoś na poważnie zabraniał nam wchodzić do teatru, restauracji, czy kościoła. Jeszcze dwa lata temu nawet nie wyobrażaliśmy sobie jak bardzo zmieni się ten świat.
A zmienił się bardzo. Każdego dnia się zmienia, nawet nie po kroczku, ale dużymi, krokami olbrzyma. 

Łapię się na tym, że zastanawiam się, czy będę mogła wejść do sklepu, pracy, tramwaju. W głowie powstaje już pomysł na kupno roweru, w którym nie będą sprawdzać paszportu covidowego. Coraz mocniej zaczynam odczuwać niepewność jutra. Jakże można być pewnym swojego życia, jeśli rządzą nami szaleńcy?

Jak można być pewnym, że nie straci się pracy jeśli po jednej kwarantannie i zaledwie trzech dniach zwykłej pracy, ma się kolejną?
Oto jednego dnia żyje się normalnie, by drugiego popaść w nędzę i zapomnienie. Niepewność jutra sprawia, że nie wie się, czy nie zostanie się zwolnionym z pracy, lub czy nie wyląduje się na kolejnej kwarantannie. 
Jeśli ktoś ma wątpliwości jest od razu nazywany antyszczepionkowcem.

To nie jest ten sam świat, który jeszcze dwa lata temu trwał tutaj niepodzielnie. Teraz w przestrzeniach zamkniętych trzeba mieć na twarzy szmatę i udawać, że się wierzy, że ten kawałek materiału stanowi idealną zaporę dla wirusa.
Teraz nie liczy się logika, ale interesy kilku potężnych firm. 

A dookoła, z telewizji, radia, plakatów wyłania się natrętna propaganda. Masz wolność, możesz wszystko, bylebyś tylko się zaszczepił. Dochodzi do tego, że w spotach reklamowych podaje się nieprawdziwą informację, że 99,9% osób umierających na covid to osoby niezaszczepione, a na pytania (Grzegorza Płaczka) skąd takie dane pada odpowiedź, że z wypowiedzi polityka. Zatem jeśli ktoś, kto (nie tylko nie jest lekarzem, ale też) nie opiera się na badaniach naukowych staje się autorytetem medycznym, to jest bardzo źle.

Co rusz, czy to z Facebook'a, czy YouTube'a, czy też ze zwykłej telewizji wyziera wszechogarniająca cenzura. Jeśli ktoś się nie zgadza z "prawomyślną narracją", to jego filmy od razu są zgłaszane jako szkodliwe i szybko usuwane. Robią to sami właściciele portalów, ale też specjalnie do tego utworzone strony. Szkoda tylko, że te strony (np. demagog) nie są niezależne i przyjmują całkiem spore dotacje od najbogatszych tego świata. Twórcy krytycznych materiałów muszą stosować nowomowę, zastępczy język, w którym nie używają słowa szczepionka, czy koronawirus (by ich treści nie zostały usunięte). Dlatego słyszy się teraz "keczup", "szpryca", "szczypawka", "musztarda" oraz "koronaświrus"... - Tylko, że to nie jest wolność. To nieznośny powrót do czasów ciężkiej komuny, gdy ludzie mówili jedno, a myśleli drugie.

I to nieustanne, natrętne wręcz nakłanianie do szczepień. 


Szkoda, że obok tego nakłaniania zupełnie pomija się fakty (że zaszczepieni też zarażają, też chorują i też umierają na koronawirusa), a powikłań jest znacznie więcej niż w przypadku innych szczepionek. Z tymi powikłaniami sprawa jest jeszcze ciekawa, gdyż w Polsce właściwie nie są odnotowywane. Wszelkie uznawanie nop-ów(niepożądanych odczynów poszczepiennych) za nopy dzieje się w wielkim wysiłku i bólu zgłaszajacych, bo lekarze nie chcą tego robić. W rezultacie mamy 50 razy mnie odczynów niż mieszkańcy Wielkiej Brytanii. 

Nawet papież Franciszek, głowa Kościoła Rzymsko-katolickiego na świecie jest zagorzałym zwolennikiem szczepień i segregacji sanitarnej. Nie tylko zachęca, ale wręcz wymusza na innych podporządkowywanie się niemądrej polityce "zapanowania nad pandemią". Obecnie nikt kto pojawia się w Watykanie (czy to na audiencji czy do pracy) nie może być niezaszczepiony. Przykre to bardzo. 
W innych krajach przymus przybiera coraz gorszy obrót. W Austrii głosują nad utworzeniem obozów dla niezaszczepionych. Do sklepów nie będą mogli wejść ludzie bez paszportu covidowego. We Włoszech bez tegoż paszportu nie można nawet jechać tramwajem. A w Australii, wyjść z domu. Tam też już istnieją obozy dla osób podejrzanych o chorobę covid.

Paranoja!
Bardziej nierealna niż książki s-f.

Nie taki świat pamiętam i nie taki chcę zostawić kolejnemu pokoleniu. Dlatego czuję, że powinnam się temu sprzeciwić, nawet jeśli ten sprzeciw ma się wyrazić tylko w nieprzyjęciu szczepionki. Nie tak to wszystko ma wyglądać...

niedziela, 5 grudnia 2021

Po przebaczeniu

 

Wyobraź sobie, że wyglądasz ze swojego okna w mieszkaniu znajdującym się w wieżowcu. Twoje okno znajduje się na szóstym piętrze i nie bardzo masz ochotę patrzeć w dół. Jednak, ta wysokość (niewielka, a jednak już budząca grozę) niemal hipnotyzuje. Na parapecie leży ptasie piórko. Bez zastanowienia wyrzucasz je za okno. Nie spada, ale płynie, niczym okręt po oceanie. To rozbudza twój zachwyt. Następnie zgniatasz kartkę papieru i tak otrzymaną kulkę wyrzucasz na zewnątrz. Papier spada znacznie szybciej i mniej zgrabnie. To zaczyna ci się coraz bardziej podobać. Rozglądasz się po pokoju, w nadziei, że znajdziesz kolejną rzecz nadającą się do wyrzucenia. Nie bardzo umiesz ją zlokalizować. Na stole widzisz tylko książkę, szklaną butelkę, otwarte chipsy i brudny talerzyk. Bez większego namysłu chwytasz butelkę i strącasz ją z parapetu. Po chwili słyszysz dźwięk rozbitego szkła, pisk hamulców i krzyk. Nie rozumiesz co się stało, do czasu aż wychylisz się całkiem za okno. Oto twoja butelka spadła na przednią szybę samochodu i rozbiła ją. Przerażony zbiegasz na dół. Wkraczasz w zbiegowisko, dopychasz się do oszołomionej jeszcze kobiety i przepraszasz ją za szkodę. Bardzo przepraszasz i bardzo żałujesz. 

I to wszystko?

Myślisz, że najszczersza skrucha i żal wystarczą? A kto zapłaci za naprawę szyby?

...

Właśnie tak zachowujemy się w życiu duchowym. Najpierw rozrabiamy, a potem żałujemy, przepraszamy, oczyszczamy się w sakramencie spowiedzi i wydaje się nam, że to wystarczy. Tymczasem każdy grzech pozostawia po sobie jakieś konsekwencje, jakąś "rozbitą szybę". Możemy oczywiście o tym nie pamiętać, ale to nie znaczy, że ta szyba sama się naprawi. Nic się samo nie zrobi. Zawsze powinniśmy rozumieć, że nawet zmyty i przebaczony grzech zostawił zło. To właśnie zło należy odpokutować. Nie ma jednej, najwłaściwszej drogi, aby to zrobić. Można odpokutowywać za swoje grzechy poprzez modlitwę, jałmużnę i post. Są to trzy niezawodne sposoby na wszelkie problemy religijne. Warto jednak pamiętać o czymś, co Kościół dał nam niejako specjalnie na potrzeby odpokutowania popełnionych grzechów. 

Tym narzędziem są odpusty.

Na początku zaznaczę, że odpust nie jest tym samym co modlitwa za kogoś. Różni się głównie tym, że modlić możemy się za wszystkich, a odpust możemy ofiarować tylko za osoby zmarłe (w czyśćcu cierpiące) lub za odkupienie swoich grzechów. Tu warto zaznaczyć, że odkupienie to dotyczy zawsze grzechów już popełnionych i przebaczonych w sakramencie spowiedzi. Nie można więc ofiarować odpustu za siebie na poczet grzechów przyszłych. Jest to o tyle ważne, że daje nam wolność od konsekwencji grzechu. Ta konsekwencja może być różna, czasem nawet niedostrzegalna dla nas jako faktyczna implikacja. Być może właśnie to, że mamy problem ze zdrowiem, albo ze swoimi słabościami, ze złym stanem emocjonalnym, czy nieuporządkowanymi relacjami jest wynikiem grzechu.  

Odpust jest czymś więcej od modlitwy, bo odpust zupełny przenosi natychmiastowo duszę czyśćcową do Nieba. 


W czym leży tak wielka siła odpustu?

Powodów jest kilka. Pierwszym powodem jest fakt, że dzięki odpustowi modlimy się w intencjach papieża. Przez to wzmacniamy jego modlitwy i sprawiamy, że cały Kościół staje się jednością i potężną siłą w walce o Boga. 

Drugim powodem jest to, że przez odpust mocniej jednoczymy się z całym żywym Kościołem, nie tylko tym na Ziemi, czyli pielgrzymującym, ale również cierpiącym (czyli w czyśćcu) i wielbiącym (czyli w Niebie). Ta więź umacnia nas i przenosi nasze życie w wymiar bardziej duchowy i boży.

Trzecim powodem jest fakt, że przez odpust trenujemy całkowite zjednoczenie się z Bogiem. W każdym odpuście jest warunek, aby przez dany dzień nie tylko nie grzeszyć, ale wręcz wyzbyć się skłonności do grzechu. To brzmi tak doskonale, że wręcz niewiarygodnie. Tymczasem, jeśli trwamy przy miłości do Boga, przy jedności z Panem Jezusem, który umarł ze nas zupełnie dobrowolnie i jeszcze za każdym razem przebacza nasze winy - czy możemy myśleć o czymkolwiek innym?

Warunek o całkowitym wyzbyciu się skłonności do grzechu nie jest niemożliwy. Trzeba tylko zatopić się w tej miłości i w trwaniu przy Tym, Który zawsze z nami jest i nigdy z nas nie zrezygnuje.

Co do warunków odpustu, to stałe warunki są takie same, czyli należy być w stanie łaski uświęcającej, przyjąć Pana Jezusa w Komunii Świętej i pomodlić się w intencjach papieża.  Dodatkowo każdy odpust ma jeszcze jakieś zadanie specjalne. 

Zadaniem tym może być 

- uczestnictwo w adoracji krzyża w liturgii w Wielki Piątek,

- odmówienie modlitwy "Oto ja, o dobry i słodki Jezu" po komunii świętej w każdy piątek wielkiego postu ,

- uczestnictwo w co najmniej trzydniowych rekolekcjach,

- publiczne odmówienie aktu "O Jezu najsłodszy" w święto Najświętszego Serca Pana Jezusa,

- publiczne odmówienie aktu "O Jezu najsłodszy odkupicielu" w święto Jezusa Chrystusa, króla wszechświata,

- w godzinie śmierci odmówienie dowolnej, często odmawianej za życia modlitwy do wizerunku krzyża (jeśli nie ma możliwości spotkania z księdzem)

- Nabożne uczestnictwo w mszy świętej z okazji Pierwszej Komunii Świętej, prymicji, jubileuszu kapłaństwa (25, 50 i 60-lecia),

- nawiedzenie kościoła parafialnego w święto tytułu (tzw. odpust w parafii) lub 2 sierpnia i odmówienie tam "Wierzę w Boga" oraz "Ojcze nasz",

- nawiedzenie cmentarza w dniach 1-8 XI i modlitwa za zmarłych (taki odpust może być ofiarowany tylko za zmarłych),

- nawiedzenie kościoła i ołtarza w dniu poświęcenia i odmówienie tam "Ojcze nasz" i "Wierzę w Boga Ojca",

- uczestnictwo w "Gorzkich  żalach" w wielkim poście (odpust ten można zyskać raz w ciągu jednego wielkiego postu),

- pobożne odmówienie całej Koronki do Miłosierdzia Bożego w kościele (lub w razie choroby - w domu),

- Czytanie Pisma Świętego przez pół godziny

- Adoracja Najświętszego Sakramentu przez pół godziny

- Odmówienie 5 tajemnic różańcowych z rozważaniami.

- i wiele innych możliwych aktywności religijnych, co dokładnie reguluje kodeks prawa kanonicznego Jana Pawła II z 1983 roku.


Oprócz odpustów zupełnych istnieją też cząstkowe. Odpusty cząstkowe możemy zdobywać pod określonymi warunkami, albo jeśli nie spełnimy któregoś warunku z warunków odpustu zupełnego (np. gdy jednak danego dnia zgrzeszymy). Wtedy zyskujemy częściowe odpokutowanie win własnych lub dusz w czyśćcu cierpiących.

Zastanawiając się nad tym wszystkim warto pochylić się na nowo nad owym tematem. Owszem, w historii kościoła, źle kojarzą się odpusty (z kupowaniem odkupienia za pieniądze), ale to już dość zamierzchłe czasy (średniowieczne). Teraz  wiąże się to nie tylko z pozbywaniem się kary doczesnej za grzechy własne, lub zmarłych, ale również ze zbliżaniem się do świętości.

Odpust zupełny można właściwie zdobywać codziennie, gdyż wystarczy odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego z kościele, albo czytać Pismo  Święte, czy odmówić jedną cząstkę różańca świętego. Oczywiście oprócz tych rzeczy należy być w stanie łaski uświęcającej (lub przystąpić do sakramentu pojednania, by w niej być), przyjąć Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, wyzbyć się skłonności do grzechu i pomodlić w intencjach papieża. 

Zastanawiające, że Kościół dał nam narzędzie, dzięki któremu codziennie możemy wyciągnąć kogoś z czyśćca. To wręcz niesamowite. 

Teraz zastanówmy się nad pewną kwestią. Otóż do tej pory na Ziemi żyło ok.110 000 000 000 ludzi. Z tego obecnie żyje ok. 8 000 000 000 ludzi. Obecnie na świecie jest ok. 1 400 000 000  katolików. I teraz tak: gdyby każdy z tych katolików ofiarowywał codziennie jeden post za zmarłych, to po 73 dniach właściwie nikogo nie byłoby w czyśćcu.


To niesamowite, że wystarczyłby niecałe trzy miesiące...

Może zatem warto rozpocząć challenge z codziennym odpustem ze zmarłych?

Brzmi to, jak idealny pomysł na postanowienie adwentowe.






wtorek, 6 lipca 2021

Rosyjskie kino s-f

 Czasem tak jest, że przypadkiem coś się zobaczy i zaczyna się inaczej myśleć. I nawet nie o to chodzi, że zobaczy się coś tak genialnego i przenikliwego, że cały świat ma się przewrócony "do góry nogami". Bardziej zdumiewa fakt, że człowiek nagle zaczyna zastanawiać się nad czymś, o czym do tej pory nie pomyślał nawet. Tak właśnie jest w przypadku filmu "Przyciąganie".


Oczywiście fabuła w porządku, efekty też, historia również, ale nawet nie o to chodzi. bardziej zafascynował mnie fakt, że nie znałam współczesnych produkcji rosyjskich w temacie filmów s-f i fantazy. Ten to oczywiście z gatunku s-f, ale zrobiony na bardzo wysokim poziomie. Właściwie (gdyby pominąć język) można by pomylić ową produkcję z którąś z lepszych hollywoodzkich. Czemu tam powstają tak dobre filmy i nic się o tym nie mówi? Jak bardzo nie umiem wyjść ze zdziwienia, że w telewizji na okrągło spotyka się filmy amerykańskie, angielskie, lub z pozostałych części Europy Zachodniej (wtedy mówimy o KINIE AMBITNYM, albo ALTERNATYWNYM), a rosyjskich praktycznie wcale. Nie chodzi nawet o to, aby kraj ten był mi szczególnie bliski. Zaszłości historyczne skutecznie nas antagonizują. Jednak pamiętam, że jeszcze na studiach lubiłam czytywać działa braci Strugackich i uważam, że były na bardzo wysokim poziomie. A teraz odkrycie kunsztu ich kina. To może być dla człowieka niczym eureka dla Archimedesa. 

Sam film opowiada historię przybycia obcych z kosmosu. Jak zwykle pojawia się konflikt i jego eskalacja na końcu widowiska. Główny bohater jest człowiekiem z kosmosu, który ratuje życia rosyjskiej dziewczynie Julii. Ich losy przypadkowo łączą się ze sobą, co doprowadza wręcz do zamieszek na ulicach. Nie tylko sama historia jest ciekawa, ale ciekawa jest również gra aktorska, efekty specjalne i oczywiście wzruszające zakończenie (nie tak częsty w hollywoodzkich produkcjach happy and).

Z tego oszołomienia obejrzała również drugi film, niejako kontynuację pierwszego, bo pod tytułem: "Przyciąganie 2".


I tutaj również miłe zaskoczenie. To kolejny film, który wręcz prosi się o obejrzenie w 3D, by można było jeszcze dokładniej przeżywać z bohaterami wszelkie pościgi, zawalenia bloków, czy zalania budynków. I znowu nie można oderwać się od świetnej gry aktorskiej i doskonałej fabuły. To nie tylko film s-f, akcji, katastroficzny, dramat, ale też romans. Czy wszystko to można pomieścić w jednej produkcji rosyjskiej? Owszem - można. 

Idąc tym tropem udało mi się znaleźć jeszcze dwa filmy rosyjskie, równie wciągające. Tym razem były to produkcje fantazy pt.: "Straż nocna" i "Straż dzienna". To nie tylko efekty specjalne, które wręcz powalały na ziemię. I nie tylko doskonała gra, ale niesamowita historia. 

Otóż przedstawiony jest tutaj świat, w którym siły dobra i zła równoważą się i aby tą równowagę zachować istnieje straż nocna (czyli siły dobra, które dbają o porządek w nocy) i straż dzienna (czyli siły zła, które dbają o porządek za dnia). Historia niesamowita, rozpoczęta przyjściem do wiedźmy mężczyzny, którego opuściła żona trzy dni po ślubie. Wiedźma rzuca na żonę zaklęcie i jednocześnie wyjaśnia, że jest ona z innym w ciąży. Gościu zgadza się, żeby usunęła też tą ciążę, bo jest przekonany, że dziecko jest nie jego i że tylko w ten sposób żona zapomni o kochanku. Wszystko to przybija umową potwierdzając, że grzech bierze na siebie. Nawet nie wyobraża sobie konsekwencje tego działania, do których należy koniec świata...

Dziwne, że u nas w Polsce nie mogą powstać takie produkcje. 

Zupełnie nie rozumiem dlaczego tutaj nawet tak niesamowite działo jak to Andrzeja Sapkowskiego o Wiedźminie zostało w ekranizacji całkowicie zepsute. Czy na prawdę na 38-mio milionowy kraj nie może powstać twórca umiejący kręcić filmy s-f i fantazy z prawdziwym talentem i polotem?

Kraków 6 VII 2021





Włos pod włos - czyli całkiem subiektywnie o depilacji

Wraz z nadejściem lata, nadchodzą gorące dni i wszelka odzież staje się coraz bardziej skąpa i okrojona. Co za tym idzie, odsłaniamy też coraz więcej nagiego ciała. W przypadku kobiet ważne jest by te odsłonięte połacie nagości nie tylko były opalone i nawilżone, ale też bezwłose. Wiem, to też nie do końca jest wymóg, bo w obecnej kulturze coraz silniejszy staje się trend naturalności ponad wszystko, a zatem również pozostawienia tej sfery do wyłącznej decyzji kobiety. I chociaż owy trend jest coraz bardziej zauważalny, to jednak nadal nikły wśród przeważającej większości fanek gładkości. 

Dlaczego piszę tylko o kobietach?

Pewnie z tego powodu, że u mężczyzn skracanie owłosienia przeważnie ogranicza się tylko do głowy (włosów na głowie i brodzie). Wiem, że kolarze często depilują też włosy na nogach, dla komfortu treningów, ale nadal jest to rzecz sporadyczna wśród mężczyzn. Natomiast u kobiet, temat ten jest wręcz obowiązkowy, jako standardowy wymóg schludności. Nie zagłębiając się dłużej w tematykę wolności wyboru i przyjętych norm estetycznych pokrótce postaram się rozwinąć temat depilacji.

Po pierwsze ważne jest dobranie odpowiedniego sposobu usuwania włosa w zależności od wrażliwości fragmentu ciała, na którym od rośnie. Tu oczywiście najmniej wrażliwe są łydki, potem reszta nóg, następnie pachy i okolice bikini. Dlatego też nie warto stosować każdej depilacji na wszystkie partie ciała, bo to co sprawdzi się na jednych, na innych może być całkiem nietrafione.

Golenie włosków

Oczywiście najpopularniejszym sposobem pozbywania się włosów jest golenie ich przy użyciu maszynki do golenia. 


Jest to najprostszy sposób i zarazem najmniej bolesny. Z tego powodu nadaje się na wszystkie partie ciała. Jednak może wiązać się z podrażnieniem skóry, zwłaszcza jeśli jest wrażliwa. 

Dużym minusem jest też szybkość odrostu włosów. Przez to konieczna jest nawet codzienna konieczność takiego pozbywania się włosów. Warto zatem dodać, że dobór maszynki nie do końca ma tutaj znaczenie. To czy będzie niebieska, czy różowa (dedykowana specjalnie dla kobiet) niewiele zmienia. Natomiast duże znaczenie ma ilość ostrzy, bo wiadomo, że im ich jest więcej, tym golenie będzie bardziej wydajne, a zatem mniej podrażniające skórę. Samo golenie najlepiej przeprowadzić na skórze po peelingu, pokrytej kremem do golenia, lub innym środkiem zwiększającym poślizg skóry i chroniącym ją przed podrażnieniami. Osobiście nieraz korzystam z tej metody, bo jest szybka i (na krótką metę) efektywna. Natomiast odrastające włoski są bardzo twarde, przez co nogi następnego dnia mogą przypominać nastroszonego jeża. Dlatego też z czasem wybieram inne metody depilacji.

Plusy:

Szybka i bezbolesna depilacja

Cena depilacji


Minusy:

Szybkie odrastanie włosów

Możliwe podrażnienia skóry

Przy odrastaniu mamy efekt "nastroszonego jeża"


Depilacja laserowa

Innym sposobem depilacji jest depilacja laserowa.


Tutaj istnieje oczywiście sposób domowy (są w sprzedaży takie urządzenia), albo w salonie. Depilacja w salonie wymaga nałożenia specjalnych okularów ochronnych, aby nie uszkodzić sobie oczu. Kosmetyczka cały obszar depilowanego fragmentu ciała poddaje promieniowaniu laserowemu, co wymaga nieco cierpliwości. Mimo, że jest to zabieg niemal bezbolesny, to jednak w bardziej wrażliwych częściach ciała (jak np. okolicach intymnych) ból może się pojawić w postaci nieprzyjemnych ukłuć. Do plusów z pewnością można zaliczyć długotrwały efekt zabiegu. Niestety i tutaj pojawiają się pewne minusy. Otóż taką depilację najlepiej przeprowadzić w miesiącach zimnych, w których nie będziemy eksponować na słońce części ciała poddawanych zabiegowi. Poza tym wymagane jest przeprowadzenie serii kilku, a czasem nawet kilkunastu zabiegów, aby efekt był widoczny. Niestety nie dla każdej osoby ten efekt będzie równie zadowalający. Podobno najlepsze do takiej depilacji są ciemne włosy na jasnej skórze. Jednak nawet w tym przypadku nie można na 100% być pewnym całkowitej gładkości. Odrastające włoski są znacznie słabsze, często niezdolne do przebicia się przez skórę, co może wiązać się z wrastaniem w skórę. Jest to bardzo nieestatyczny efekt, który można nieco zniwelować częstymi peelingami.
Aby przygotować się do zbiegu należy dzień wcześniej zgolić kłopotliwe owłosienie, tak aby pobudzić mieszki włosowe do wzrostu. Właśnie na włosy w takiej fazie rozwoju laser najlepiej działa.
Osobiście próbowałam zabiegu depilacji laserowej w salonie oraz w domu. Co zabawne, to właśnie po tej domowej widziałam  lepsze efekty niż tej w salonie. U kosmetyczki przeszłam serię sześciu zabiegów i nie widziałam absolutnie żadnych zmian. Natomiast po zabiegach domowych - owszem zmiany były, ale wysoce niezadowalające. Otóż na nogach pojawiło mi się kilka plackowatych obszarów, na których faktycznie włoski przestały rosnąć, ale poza tym bez zmian.
Właściwie dzięki tym zabiegom dowiedziałam się, że mam bielactwo, czyli, że te białe plamy na stopach i łokciach to nie zwykłe odbarwienie, ale choroba autoimmunologiczna. Okazuje się, że przy takim schorzeniu nie powinno wykonywać się zabiegów laserowych, bo plamy mogą się powiększyć. Zabiegi przeprowadziłam na własną odpowiedzialność i na szczęście nic mi się nie powiększyło. 

Plusy:

Najprawdopodobniej gładka skóra po skończeniu serii

Długotrwały efekt

Depilacja jest niemal bezbolesna


Minusy:

Cena zbiegów

Konieczność wykonania kilku serii

Możliwość wrastania włosków pod skórę

Efekt nie zawsze jest zadawalający

Nie można po zabiegu wystawiać obszar depilacji na promienie słoneczne

Zabiegi laserowe mogą zwiększyć plamy wywołane bielactwem


Depilacja mechaniczna

Kolejnym sposobem depilacji jest depilacja mechaniczna


W sklepach dostępne są różne modele depilatorów mechanicznych. Różnią się wielkością głowic, dodaną (lub nie) nakładką masującą, albo nakładką lodową. Część z nich można używać pod prysznicem, większość jednak nie. Tutaj wyrywamy włoski z cebulkami, więc efekt z pewnością jest bardziej trwały niż przy zwykłym goleniu włosa. Jednak wiąże się to z dużym bólem. Czasem po takiej depilacji mogą pojawić się też krostki i zaczerwieniania. 
Osobiście miałam taki depilator, ale niezbyt mi się sprawdzał. Nie łapał wszystkich włosków, więc zwyczajnie był niedokładny. Poza tym, o ile można było pocierpieć z nim przy okolicach pach, to już w okolicach bikini - absolutnie nie. 

Plusy:

Długotrwały efekt


Minusy:

Czas trwania zbiegu

Możliwość wrastania włosków pod skórę

Efekt nie zawsze jest zadawalający

Duży ból zabiegu


Paskowa depilacja woskiem 


Nazywana jest również depilacją woskiem miękkim. Zabieg ten można wykonać zarówno u kosmetyczki jak i w domu. Polega na tym, że odtłuszczoną i oczyszczoną skórę nakładamy zgodnie ze wzrostem włosa podgrzany wosk, a następnie dociskamy do niego pasek materiału. Kiedy wosk zastygnie energicznie szarpiemy za pasek w kierunku przeciwnym do wzrostu włos i w ten sposób ściągamy go ze skóry wraz z woskiem i włoskami przyklejonymi do niego. 

Jest to metoda bolesna, więc nie polecam wykonywać jej na wrażliwszych partiach ciała, choć to zależy od indywidualnej wytrzymałości na ból. 

Do przeprowadzenia zabiegu potrzebne są włoski, bo inaczej wosk nie ma się do czego przykleić, przez co nie ma czego wyrwać. 

Plusy:

Długotrwały efekt

Skóra miękka i miła w dotyku

Minusy:

Czas trwania zbiegu

Możliwość wrastania włosków pod skórę

Skóra może być podrażniona i zaczerwieniona

Zabieg mocno bolesny

Uciążliwe pozbywanie się resztek wosku ze skóry


Bezpaskowa depilacja woskiem 



Nazywana jest też depilacją woskiem twardym. Można go wykonać zarówno w domu jak i w salonie. Tutaj po nałożeniu wosku czekamy aż stwardnieje i zrywamy go w kierunku przeciwnym do wzrostu włosa. Nie jest to zabieg bezbolesny (jak się go reklamuje na stronach internetowych), ale mniej bolesny od woskowania z woskiem miękkim. Po nałożeniu wosku na pachy i próbie zdarcia tego, faktycznie czuje się dość wyraźny ból. Istnieje przeświadczenie tłumaczące przyklejanie takiego wosku tylko do włosów, a nie do skóry. Nic podobnego nie zaobserwowałam u siebie. Skóra oczywiście w pierwszym dniu jest czerwona i podrażniona. To jednak następnego dnia znika, a skóra faktycznie jest gładka i miła w dotyku.


Plusy:

Długotrwały efekt

Miękka i miła w dotyku skóra


Minusy:

Czas trwania zabiegu

Możliwość wrastania włosków pod skórę

Duży ból zabiegu

Niezdarty wosk sam może nie chcieć zejść

Zaczerwieniona skóra w dniu depilacji


Depilacja pastą cukrową

Jest to bardziej naturalna odmiana woskowania. Pastę cukrową możemy kupić w sklepie, ale możemy ją też wykonać w domu. Do wykonania potrzebujemy dwóch szklanek cukru, ćwierć szklanki soku z cytryny i ćwierć szklanki wody. Wszystkie te składniki gotujemy na wolnym ogniu cały czas mieszając. Po ok. 10 minutach całość się zarumieni i będzie miała jasny, miodowy kolor. Na tym etapie możemy pozostawić ją, jeśli chcemy wykonywać zabiegi jak woskiem miękkim. Jeśli natomiast interesuje nas odmiana twarda pasty, to gotujemy ją jeszcze ok. 7 minut, tak aby dała się samodzielnie formować, niczym plastelina. Wtedy taką pastę będziemy nakładać podobnie jak wosk twardy, ale tym razem pod włos, a zdzieramy w kierunku wzrostu włosa. Oczywiście bez względu na to jaką pastę zrobimy, zawsze należy poczekać na jej całkowite przestygnięcie. gdyż bardzo łatwo można się nią poparzyć (na zewnątrz może wydawać się schłodzona, a w środku nadal być gorąca). Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że zrobienie pasty cukrowej miękkiej jest znacznie prostsze. Do minusów nakładania tego specyfiku należy fakt, że potem skóra jest klejąca. Jednak tutaj też jest duży plus - resztki pasty bardzo łatwo zmyć ze skóry ciepła wodą. 

Plusy:

Długotrwały efekt

Gładka skóra po zabiegu

Łatwe zmywanie resztek produktu

Minusy:

Czas trwania zbiegu

Możliwość wrastania włosków pod skórę

Duży ból zabiegu


Oczywiście całość to moje całkowicie subiektywne wrażenie po różnych rodzajach depilacji. Natomiast wybór właściwej i najlepszej dla siebie depilacji to zawsze jest indywidualna decyzja podyktowana różnymi względami, czy to ekonomicznymi, czy też czasowymi, lub wytrzymałości na ból. Z pewnością jednak warto poszukiwać najlepszej dla siebie metody, aby była ona dobrana do naszych indywidualnych potrzeb.

Kraków 6 VII 2021

 

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...