czwartek, 9 grudnia 2021

Wolność w czasach koronawirusa

 Jeszcze dwa lata temu mogłeś wyjść spokojnie na ulicę, oddychać świeżym powietrzem i zupełnie swobodnie decydować z kim się chcesz spotkać, a z kim nie, dokąd pójdziesz, a gdzie nie i jak spędzisz swój wolny czas. To wszystko jest tak bardzo naturalne, że nikt nie zastanawiał się nad tym, że może nam zostać odebrane. Owszem, wiele lat wojen i historycznych zawieruch wykształciło w nas niepokój o dach nad głową, ciepłą strawę, o bezpieczne jutro. Jednak po wielu latach spokoju, gdy obrośliśmy już w wygodę i tłuszcz nagle stało się możliwe, że utracimy to wszystko, co jest tak elementarne, że utracimy naszą wolność. 

Jeszcze dwa lata temu wydawało się niemożliwe by ktoś na poważnie zabraniał nam wchodzić do teatru, restauracji, czy kościoła. Jeszcze dwa lata temu nawet nie wyobrażaliśmy sobie jak bardzo zmieni się ten świat.
A zmienił się bardzo. Każdego dnia się zmienia, nawet nie po kroczku, ale dużymi, krokami olbrzyma. 

Łapię się na tym, że zastanawiam się, czy będę mogła wejść do sklepu, pracy, tramwaju. W głowie powstaje już pomysł na kupno roweru, w którym nie będą sprawdzać paszportu covidowego. Coraz mocniej zaczynam odczuwać niepewność jutra. Jakże można być pewnym swojego życia, jeśli rządzą nami szaleńcy?

Jak można być pewnym, że nie straci się pracy jeśli po jednej kwarantannie i zaledwie trzech dniach zwykłej pracy, ma się kolejną?
Oto jednego dnia żyje się normalnie, by drugiego popaść w nędzę i zapomnienie. Niepewność jutra sprawia, że nie wie się, czy nie zostanie się zwolnionym z pracy, lub czy nie wyląduje się na kolejnej kwarantannie. 
Jeśli ktoś ma wątpliwości jest od razu nazywany antyszczepionkowcem.

To nie jest ten sam świat, który jeszcze dwa lata temu trwał tutaj niepodzielnie. Teraz w przestrzeniach zamkniętych trzeba mieć na twarzy szmatę i udawać, że się wierzy, że ten kawałek materiału stanowi idealną zaporę dla wirusa.
Teraz nie liczy się logika, ale interesy kilku potężnych firm. 

A dookoła, z telewizji, radia, plakatów wyłania się natrętna propaganda. Masz wolność, możesz wszystko, bylebyś tylko się zaszczepił. Dochodzi do tego, że w spotach reklamowych podaje się nieprawdziwą informację, że 99,9% osób umierających na covid to osoby niezaszczepione, a na pytania (Grzegorza Płaczka) skąd takie dane pada odpowiedź, że z wypowiedzi polityka. Zatem jeśli ktoś, kto (nie tylko nie jest lekarzem, ale też) nie opiera się na badaniach naukowych staje się autorytetem medycznym, to jest bardzo źle.

Co rusz, czy to z Facebook'a, czy YouTube'a, czy też ze zwykłej telewizji wyziera wszechogarniająca cenzura. Jeśli ktoś się nie zgadza z "prawomyślną narracją", to jego filmy od razu są zgłaszane jako szkodliwe i szybko usuwane. Robią to sami właściciele portalów, ale też specjalnie do tego utworzone strony. Szkoda tylko, że te strony (np. demagog) nie są niezależne i przyjmują całkiem spore dotacje od najbogatszych tego świata. Twórcy krytycznych materiałów muszą stosować nowomowę, zastępczy język, w którym nie używają słowa szczepionka, czy koronawirus (by ich treści nie zostały usunięte). Dlatego słyszy się teraz "keczup", "szpryca", "szczypawka", "musztarda" oraz "koronaświrus"... - Tylko, że to nie jest wolność. To nieznośny powrót do czasów ciężkiej komuny, gdy ludzie mówili jedno, a myśleli drugie.

I to nieustanne, natrętne wręcz nakłanianie do szczepień. 


Szkoda, że obok tego nakłaniania zupełnie pomija się fakty (że zaszczepieni też zarażają, też chorują i też umierają na koronawirusa), a powikłań jest znacznie więcej niż w przypadku innych szczepionek. Z tymi powikłaniami sprawa jest jeszcze ciekawa, gdyż w Polsce właściwie nie są odnotowywane. Wszelkie uznawanie nop-ów(niepożądanych odczynów poszczepiennych) za nopy dzieje się w wielkim wysiłku i bólu zgłaszajacych, bo lekarze nie chcą tego robić. W rezultacie mamy 50 razy mnie odczynów niż mieszkańcy Wielkiej Brytanii. 

Nawet papież Franciszek, głowa Kościoła Rzymsko-katolickiego na świecie jest zagorzałym zwolennikiem szczepień i segregacji sanitarnej. Nie tylko zachęca, ale wręcz wymusza na innych podporządkowywanie się niemądrej polityce "zapanowania nad pandemią". Obecnie nikt kto pojawia się w Watykanie (czy to na audiencji czy do pracy) nie może być niezaszczepiony. Przykre to bardzo. 
W innych krajach przymus przybiera coraz gorszy obrót. W Austrii głosują nad utworzeniem obozów dla niezaszczepionych. Do sklepów nie będą mogli wejść ludzie bez paszportu covidowego. We Włoszech bez tegoż paszportu nie można nawet jechać tramwajem. A w Australii, wyjść z domu. Tam też już istnieją obozy dla osób podejrzanych o chorobę covid.

Paranoja!
Bardziej nierealna niż książki s-f.

Nie taki świat pamiętam i nie taki chcę zostawić kolejnemu pokoleniu. Dlatego czuję, że powinnam się temu sprzeciwić, nawet jeśli ten sprzeciw ma się wyrazić tylko w nieprzyjęciu szczepionki. Nie tak to wszystko ma wyglądać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...