Czy
zastanawiałeś się kiedyś jak to jest pozbyć się nadziei?
Czy
próbowałeś kiedyś wyobrazić sobie, że do końca życia pozostaniesz sam?
A
może dręczy cię czasami uczucie, że wszystko jest nie tak jak to sobie
zaplanowałeś?
W
filmie „Pasażerowie” takie problemy stają się nagle zupełnie realne i aż do
bólu odczuwalne. Oto z komory hibernacyjnej, z powodu usterki technicznej budzi
się jeden człowiek, Jim Preston. Nie byłoby w tym wielkiej tragedii, gdyby nie fakt, że jest
jedynym przytomnym człowiekiem na statku, który dotrze na planetę docelową
dopiero za 90 lat. Oznacza to, że wszyscy pozostali ludzie znajdujący się na
pokładzie zostaną wybudzeni, gdy człowiek ten już umrze.
Co
można zrobić wiedząc, że nie dożyje się spotkania z żadną istotą ludzką?
To
dość niepokojąca wiedza, mogąca prowadzić do samodestrukcji…
Jim na początku szuka rozwiązania, aby jakoś zaradzić tej na pozór
beznadziejnej sytuacji. Próbuje zatem włamać się do kabiny pilotów, w której
znajduje się zahibernowana załoga statku. Jednak zabezpieczenia tej części
maszyny są dla niego nie do pokonania. Stara się też samodzielnie na powrót się
zahibernować, ale to okazuje się niewykonalne. Wobec braku możliwości
zaradzenia powstałej sytuacji postanawia się w niej jak najlepiej urządzić. Zatem
włamuje się do sali dla vipów. Tam
zajmuje się grą w koszykówkę, nauką tańca, oglądaniem filmów i delektowaniem
się wykwintnymi daniami. Wszystko to jest rozpieszczające i przyjemne, ale po
jakimś czasie nudne.
I co
wtedy można zrobić?
Najbardziej
kuszącą perspektywą staje się poddanie zwątpieniu i skończenie ze swoim
beznadziejnym bytem. Jim też ma taką myśl. Jednak w ostatniej chwili
zmienia zdanie.
I
właśnie wtedy dostrzega ją – pomimo, że zahibernowaną i zastygłą niczym śpiąca
księżniczka, to przecież piękną, interesującą i intrygującą.
Odnajduje jej dane
i w ten sposób dowiaduje się kim jest i czym się zajmuje. Aurora jest pisarką, więc Jim czyta wszystkie jej książki. W ten sposób coraz bardziej się w niej zakochuje…
I
teraz staje przed tragicznym dylematem:
Zostać
do końca życia samotnym, czy zbudzić ją, tym samym pozbawiając szans zobaczenia
nowego świata?
Tak,
film „Pasażerowie” obfituje w wiele pytań dotyczących istoty człowieczeństwa, schematu
postępowania i labiryntu myśli. I to jest najważniejszy plus całego dzieła.
Nie
sposób jednakże nie wymienić tutaj jeszcze jednej zalety filmu: doskonałej gry
aktorskiej. Pomimo, że Jennifer Lawrence i Chris Pratt
zagrali wspaniale, to jednak najbardziej przekonywujący był Michael
Sheen. Zresztą to nie może być takie proste udawać androida
gdy jest się człowiekiem.
Widok
kosmosu, przeogromu wszechświata i gwiazd otaczających całą przestrzeń, daje
niesamowite przeżycie.
Owszem,
pojawiły się pewne niedociągnięcia fabularne. Myślę, że należy do nich sytuacja
z chłodzeniem reaktora termojądrowego, kiedy to pomimo wystawienia na
bezpośrednie działanie ognia znajdującego się w reaktorze Jim nie spalił się na
węgiel. Oczywiście miał jako tarczę drzwi, ale obraz, który tam pokazano raczej
przeczył by taka częściowa i przecież nietermiczna osłona mogła wiele pomóc.
Jednakże,
nie szukajmy dziury w całym. Jak na obecnie tworzone filmy ten jest aż nazbyt
dobry. Akcja pomimo statyczności miejsca jest dość ciekawa. A zarys osobowości
bohaterów wystarczająco realny.
Tak
więc, dzieło to mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim, bez względu na
płeć, stan duchowy i wiek, bo każdy może znaleźć tu coś dla siebie.
- Życzę ciepłej nocy :)
Gosieńka



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz