niedziela, 15 stycznia 2017

Pasażerowie

Czy zastanawiałeś się kiedyś jak to jest pozbyć się nadziei?

Czy próbowałeś kiedyś wyobrazić sobie, że do końca życia pozostaniesz sam?

A może dręczy cię czasami uczucie, że wszystko jest nie tak jak to sobie zaplanowałeś?

W filmie „Pasażerowie” takie problemy stają się nagle zupełnie realne i aż do bólu odczuwalne. Oto z komory hibernacyjnej, z powodu usterki technicznej budzi się jeden człowiek, Jim Preston. Nie byłoby w tym wielkiej tragedii, gdyby nie fakt, że jest jedynym przytomnym człowiekiem na statku, który dotrze na planetę docelową dopiero za 90 lat. Oznacza to, że wszyscy pozostali ludzie znajdujący się na pokładzie zostaną wybudzeni, gdy człowiek ten już umrze.


Co można zrobić wiedząc, że nie dożyje się spotkania z żadną istotą ludzką?

To dość niepokojąca wiedza, mogąca prowadzić do samodestrukcji…

Jim na początku szuka rozwiązania, aby jakoś zaradzić tej na pozór beznadziejnej sytuacji. Próbuje zatem włamać się do kabiny pilotów, w której znajduje się zahibernowana załoga statku. Jednak zabezpieczenia tej części maszyny są dla niego nie do pokonania. Stara się też samodzielnie na powrót się zahibernować, ale to okazuje się niewykonalne. Wobec braku możliwości zaradzenia powstałej sytuacji postanawia się w niej jak najlepiej urządzić. Zatem włamuje się do sali dla vipów.  Tam zajmuje się grą w koszykówkę, nauką tańca, oglądaniem filmów i delektowaniem się wykwintnymi daniami. Wszystko to jest rozpieszczające i przyjemne, ale po jakimś czasie nudne.

I co wtedy można zrobić?

Najbardziej kuszącą perspektywą staje się poddanie zwątpieniu i skończenie ze swoim beznadziejnym bytem. Jim też ma taką myśl. Jednak w ostatniej chwili zmienia zdanie.

I właśnie wtedy dostrzega ją – pomimo, że zahibernowaną i zastygłą niczym śpiąca księżniczka, to przecież piękną, interesującą i intrygującą. 


Odnajduje jej dane i w ten sposób dowiaduje się kim jest i czym się zajmuje. Aurora jest pisarką, więc Jim czyta wszystkie jej książki. W ten sposób coraz bardziej się w niej zakochuje…

I teraz staje przed tragicznym dylematem:
Zostać do końca życia samotnym, czy zbudzić ją, tym samym pozbawiając szans zobaczenia nowego świata?

Tak, film „Pasażerowie” obfituje w wiele pytań dotyczących istoty człowieczeństwa, schematu postępowania i labiryntu myśli. I to jest najważniejszy plus całego dzieła.

Nie sposób jednakże nie wymienić tutaj jeszcze jednej zalety filmu: doskonałej gry aktorskiej. Pomimo, że Jennifer Lawrence i Chris Pratt zagrali wspaniale, to jednak najbardziej przekonywujący był Michael Sheen. Zresztą to nie może być takie proste udawać androida gdy jest się człowiekiem.

Widok kosmosu, przeogromu wszechświata i gwiazd otaczających całą przestrzeń, daje niesamowite przeżycie.

Owszem, pojawiły się pewne niedociągnięcia fabularne. Myślę, że należy do nich sytuacja z chłodzeniem reaktora termojądrowego, kiedy to pomimo wystawienia na bezpośrednie działanie ognia znajdującego się w reaktorze Jim nie spalił się na węgiel. Oczywiście miał jako tarczę drzwi, ale obraz, który tam pokazano raczej przeczył by taka częściowa i przecież nietermiczna osłona mogła wiele pomóc.

Jednakże, nie szukajmy dziury w całym. Jak na obecnie tworzone filmy ten jest aż nazbyt dobry. Akcja pomimo statyczności miejsca jest dość ciekawa. A zarys osobowości bohaterów wystarczająco realny.


Tak więc, dzieło to mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim, bez względu na płeć, stan duchowy i wiek, bo każdy może znaleźć tu coś dla siebie.

- Życzę ciepłej nocy :)
 Gosieńka  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...