Oto kończy się stary 2017 rok.
Czy coś wniósł w nasze życie?
- Na pewno.
Myśląc nad nim można się zadziwić ile rzeczy zdarzyło się w ciągu tych niepozornych 365 dni. Czasem może być i tak, że poczujemy się dumni z tego co udało nam się w tym czasie dokonać. A może właśnie było coś złego, coś co do tej pory nie daje nam spokoju i warto byłoby wreszcie to naprawić?
...
Z tych i z wielu innych powodów warto na koniec roku dłużej pomyśleć nad tym:
- jaki był,
- co się w nim stało,
- co udało się nam osiągnąć, a co zaprzepaścić,
- jakie poglądy zmieniliśmy, a w jakich się utwierdziliśmy
/ i wreszcie: /
- o oczekujemy od nowego 2018 roku.
Nie chodzi mi tutaj o te wszystkie mowy i wpisy motywacyjne, które na pierwszy plan lubią przedstawiać człowieka z jego możliwościami samo-realizacyjnymi za czele. To bardziej powinno być taki spokojne, rzeczowe zastanowienie się nad tym co właśnie mija, a może dużo nam przyniosło.
Istnieje teoria, że jeśli w ciągu 5 lat nie zmieni się poglądu w jakiejś ważnej kwestii, to znaczy, że już się nie żyje. I choć wydaje się być absurdalna, ma jednak w sobie wiele mądrości. W sumie, cały czas spotykamy na swej drodze masę ludzi, zdarzeń, historii i nieustannie pod ich wpływem żyjemy. Dlatego wydaje się całkiem logiczne, że zmieniają nas, nasze myślenie i przekonania. Kształtujemy się nieustannie i nigdy nie można powiedzieć, że proces ten już jest zakończony.
Zastanów się zatem jaki pogląd w istotnych sprawach zmieniłeś w ciągu ostatniego roku.
Nie musi być tak spektakularny jak zmiana wyznania, sympatii politycznych, czy sportowych. To może być choćby wciśnięcie lekkiego wahania w kwestię do tej pory dla ciebie pewną i bezdyskusyjną. Może zaczynasz patrzeć na związki jako na coś bardziej trwałego niż wcześniej ci się wydawało? A może nagle niepokoi cię, że o aborcji tyle się mówi, że nagle stała się manifestem wyzwolenia kobiet, a nie zabijaniem człowieka? Być może zaczęła martwić cię wszędobylska nagonka na księży i zakonników, albo wyśmiewanie ludzi uczciwych i wierzących...
Może być też tak, że martwią cię kwestie zupełnie odwrotne:
Niepokoisz się twierdzeniami, że kobiety w ciąży powinny urodzić swoje dzieci (a nie mieć prawa do wyboru, czy tego chcą), albo, że coraz więcej publicznych pieniędzy idzie na Kościół, czy że "ciemny lud" słucha wszystkiego co księża mówią...
- Twoje zdanie i ewentualna zmiana w nim kształtuje się pod wpływem tego co słyszysz, czytasz i oglądasz.
Nie ma więc jednej uniwersalnej kalki poglądów, tak jak nie ma identycznych doświadczeń.
Dlatego, może warto w swym radykalizmie (jaki by on nie był i jakiej by kwestii nie dotyczył) zamiast krzyczeć i manifestować swój pogląd skupić się na słuchaniu, czytaniu i obserwacji.
Nawet Pascal podjął taki wysiłek, choć w swej mądrości mógł urosnąć w dumę i niczego już nie szukać. On tymczasem szukał i poprzez lekturę i własną wnikliwość - znalazł.
Myśląc nad podsumowaniem starego roku warto przypomnieć sobie co niezwykłego się w nim zdarzyło.
To zabawne, że właśnie przy tej okazji można zorientować się, że to był pierwszy rok gdy było się na jakimś festiwalu, albo obchodziło ważną uroczystość rodzinną. Może tego roku udało ci się zmienić/znaleźć pracę, a może urodziło ci się dziecko. Może ktoś bliski odszedł.
Bilans zysków i strat nigdy nie jest idealnie równy zero. Wszystko zależy od rzeczywistych rozmiarów zdarzeń, ale też od subiektywnego podejścia do wydarzeń.
Szklanka do połowy pełna zawsze też jest w połowie pusta. Zatem to tylko od nas zależy jak ją widzimy. Nawet na śmierć - wydarzenie tragiczne i nieuchronne można patrzeć jako na coś optymistycznego, jeśli wierzy się w zbawienie.
Każde potknięcie to okazja do nauki, zdobycia doświadczenia, albo do pokonania swojej słabości. To nie tak, że jesteśmy stworzeni tylko do sukcesów. Porażki też są ważne, a często nawet ważniejsze. Dzięki nim dowiadujemy się czegoś o sobie i o otaczających nas ludziach, uczymy się nie poddawać, walczymy z przeciwnościami.
A sukcesy czego nas uczą?
- Samozachwytu, beztroski i (niestety nader często: ) pogardy dla tych, którym się nie udało.
To ostatni dzień, ale warto w nim rzetelnie się przyjrzeć mijającemu właśnie rokowi.
Wszelkie radości, sukcesy i dary losu (lub Boga - zależności jakie mamy poglądy w tej kwestii) dobrze jest docenić.
A to co się nie udało - warto również podsumować, by wyraźniej widzieć co należy naprawić w niedługo rozpoczynającym się nowym roku.
- Pozdrawiam wszystkich cieplutko i życzę udanego nowego 2018 roku
- Gosieńka








