Większość z nas ma normalny dom, normalne rodziny i normalne życie. Oczywiście norma to zawsze coś wysoce umownego. Niemniej większość z nas ma jednak życie pozbawione większych nieszczęść i niesprawiedliwości. Co jednak z ludźmi, którzy mieli mniej szczęścia?
Są filmy wesołe, smutne, bolesne...
Jednak istnieją też takie, które w całej swej absurdalności i brutalności wyłaniają na wierzch świadomości jakąś prawdę. W filmie "Bez litości 3" ową prawdą jest siła zemsty. Każdy ma w sobie pragnienie wymierzenia sprawiedliwości, jeśli spotkała go jakaś krzywda, która nie została naprawiona lub odpokutowana. Jeśli była to źle wydana reszta w sklepie, nieadekwatna ocena w szkole, czy inna błahostka, można szybko zwalczyć to pragnienie i żyć nadal spokojnie.
Jeśli jednak krzywda była zbyt duża, żeby zapomnieć, a kary za nią nie ma żadnej?
Główna bohaterka filmu "Bez litości 3" jest ofiarą gwałtu zbiorowego. Próbuje sobie z tym poradzić chodząc na spotkanie grupy wsparcia ofiar przemocy seksualnej. Początkowo historia zapowiada się dość przewidywalnie: dziewczyna jest tak przerażona i poraniona, że boi się wszystkich mężczyzn i nękają ją przywidzenia. (To mógł być taki piękny dramat... :) )
Jednak na grupie wsparcia spokojna dotąd Jennifer poznaje dość przebojową Marlę. Okazuje się, że Marla to dość bezpośrednia i odważna kobieta, która nie boi się mówić ostrych słów, a nawet używać przemocy, gdy czuje, że jest to potrzebne. Jennifer jest zafascynowana Marlą. Zaprzyjaźnia się z nią i często spotykają się w pubie. Jedna z dziewczyn na grupie wsparcia jest prześladowana przez swojego ojczyma. Marla i Jennifer postanawiają coś z tym zrobić. Śledzą owego człowieka, by ostatecznie napaść na niego i zagrozić mu większym pobiciem w razie braku poprawy. Spokojna dotąd Jennifer nie spodziewa się takiego obrotu sprawy, ale ostatecznie nie protestuje. (I tutaj film niepokojąco przypominał kultowy "Podziemny krąg". Muszę przyznać, że cały czas spodziewałam się, że Marla to tylko schizofreniczne złudzenie Jennifer. Dlatego bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że nie tylko była prawdziwa, ale też, że została zabita).
Po śmierci Marly film przeradza się w dość krwawą jatkę. Jennifer zaczyna się wkurzać. Wkurza ją śmierć przyjaciółki, wkurza nieudolność policji i nawet wkurza zagadujący do niej kolega z pracy. Ta kumulacja złości prowadzi nie tylko do krwawego pomszczenia Marly (akurat szczegóły wszystkich napadów wolałabym przemilczeć, z uwagi na ich wysoki wskaźnik brutalności), oraz innych ofiar gwałtów. I tutaj mamy dość ciekawe studium wpływu niesprawiedliwości, złości i chęci zemsty na przemoc. A najciekawsze jest to, jak bardzo generowana w kimś złość może przeradzać się w brutalność. Ta chęć czynienia krzywdy i odpłacania wszystkim złoczyńcom (i potencjalnym złoczyńcom) "pięknym za nadobne" w pewnym momencie staje się jak narkotyk.
Jennifer uzależnia się od niej i chce coraz więcej ranić i atakować.
Może w każdym z nas tkwi taki wodospad, któremu jeśli da się ujście - zatopi nas całkowicie?
Może chęć zadawania bólu jest równie silna, lub nawet silniejsza od chęci doznawania przyjemności?
Być może sprawianie bólu może do tego stopnia uzależnić, że w pewnym momencie samo staje się przyjemnością samą w sobie?
Film, ponieważ skłania do myślenia, jest dla mnie cenny. Niemniej jego jednak dość brutalny scenariusz (w mojej ocenie) nie dodaje mu zalet, choć z drugiej strony tylko takie przedstawienie tematu mogło dać najsilniejszy przekaz.
Innych części nie widziałam, więc nie wiem czy mają podobną tematykę i czy skłaniają do analogicznych przemyśleń.
Film ma też inną, dość istotną zaletę - jest nieprzewidywalny. To duży walor, jeśli większość filmów zatraca się w banalności i scenariuszu łatwym do odgadnięcia.
Dlatego, choć nie jest to film dla każdego, a już na pewno nie dla dzieci, jednak jest wart przemyślenia (jeśli już nie samego obejrzenia).
...I pomimo tego makabrycznego tematu...
Są filmy wesołe, smutne, bolesne...
Jednak istnieją też takie, które w całej swej absurdalności i brutalności wyłaniają na wierzch świadomości jakąś prawdę. W filmie "Bez litości 3" ową prawdą jest siła zemsty. Każdy ma w sobie pragnienie wymierzenia sprawiedliwości, jeśli spotkała go jakaś krzywda, która nie została naprawiona lub odpokutowana. Jeśli była to źle wydana reszta w sklepie, nieadekwatna ocena w szkole, czy inna błahostka, można szybko zwalczyć to pragnienie i żyć nadal spokojnie.
Jeśli jednak krzywda była zbyt duża, żeby zapomnieć, a kary za nią nie ma żadnej?
Główna bohaterka filmu "Bez litości 3" jest ofiarą gwałtu zbiorowego. Próbuje sobie z tym poradzić chodząc na spotkanie grupy wsparcia ofiar przemocy seksualnej. Początkowo historia zapowiada się dość przewidywalnie: dziewczyna jest tak przerażona i poraniona, że boi się wszystkich mężczyzn i nękają ją przywidzenia. (To mógł być taki piękny dramat... :) )
Jednak na grupie wsparcia spokojna dotąd Jennifer poznaje dość przebojową Marlę. Okazuje się, że Marla to dość bezpośrednia i odważna kobieta, która nie boi się mówić ostrych słów, a nawet używać przemocy, gdy czuje, że jest to potrzebne. Jennifer jest zafascynowana Marlą. Zaprzyjaźnia się z nią i często spotykają się w pubie. Jedna z dziewczyn na grupie wsparcia jest prześladowana przez swojego ojczyma. Marla i Jennifer postanawiają coś z tym zrobić. Śledzą owego człowieka, by ostatecznie napaść na niego i zagrozić mu większym pobiciem w razie braku poprawy. Spokojna dotąd Jennifer nie spodziewa się takiego obrotu sprawy, ale ostatecznie nie protestuje. (I tutaj film niepokojąco przypominał kultowy "Podziemny krąg". Muszę przyznać, że cały czas spodziewałam się, że Marla to tylko schizofreniczne złudzenie Jennifer. Dlatego bardzo się zdziwiłam, kiedy okazało się, że nie tylko była prawdziwa, ale też, że została zabita).
Po śmierci Marly film przeradza się w dość krwawą jatkę. Jennifer zaczyna się wkurzać. Wkurza ją śmierć przyjaciółki, wkurza nieudolność policji i nawet wkurza zagadujący do niej kolega z pracy. Ta kumulacja złości prowadzi nie tylko do krwawego pomszczenia Marly (akurat szczegóły wszystkich napadów wolałabym przemilczeć, z uwagi na ich wysoki wskaźnik brutalności), oraz innych ofiar gwałtów. I tutaj mamy dość ciekawe studium wpływu niesprawiedliwości, złości i chęci zemsty na przemoc. A najciekawsze jest to, jak bardzo generowana w kimś złość może przeradzać się w brutalność. Ta chęć czynienia krzywdy i odpłacania wszystkim złoczyńcom (i potencjalnym złoczyńcom) "pięknym za nadobne" w pewnym momencie staje się jak narkotyk.
Jennifer uzależnia się od niej i chce coraz więcej ranić i atakować.
Może w każdym z nas tkwi taki wodospad, któremu jeśli da się ujście - zatopi nas całkowicie?
Może chęć zadawania bólu jest równie silna, lub nawet silniejsza od chęci doznawania przyjemności?
Być może sprawianie bólu może do tego stopnia uzależnić, że w pewnym momencie samo staje się przyjemnością samą w sobie?
Film, ponieważ skłania do myślenia, jest dla mnie cenny. Niemniej jego jednak dość brutalny scenariusz (w mojej ocenie) nie dodaje mu zalet, choć z drugiej strony tylko takie przedstawienie tematu mogło dać najsilniejszy przekaz.
Innych części nie widziałam, więc nie wiem czy mają podobną tematykę i czy skłaniają do analogicznych przemyśleń.
Film ma też inną, dość istotną zaletę - jest nieprzewidywalny. To duży walor, jeśli większość filmów zatraca się w banalności i scenariuszu łatwym do odgadnięcia.
Dlatego, choć nie jest to film dla każdego, a już na pewno nie dla dzieci, jednak jest wart przemyślenia (jeśli już nie samego obejrzenia).
...I pomimo tego makabrycznego tematu...
...życzę wszystkim słodkich snów
Gosieńka :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz