czwartek, 25 stycznia 2018

Ignacy Loyola

Na Internecie szum i poruszenie, bo oto (ponoć) powstał niesamowity film o niesamowitym człowieku. Ludzie wzruszają się już samym trailerem, nie mówiąc już o tych co obejrzeli i prawie nie zemdleli z wrażenia. Większość opinii to nieskrywane niczym (aczkolwiek już nawet trochę niesmaczne) "ochy" i "achy". Smaczku dodaje filmowi fakt, że niewiele kin go wyświetla. W Krakowie jest to tylko kino Kijów, Mikro i Multikino. 

Czy jednak faktycznie warto go oglądać?
Czy jest sens tracić dwie godziny ze swojego życia i kilkanaście (lub więcej) złotych?

Wbrew cukierkowemu nastawieniu większość uważam, że...
...
Jednak tak :)

Mimo to nie wszystkie elementy filmu przypadły mi do gustu.

Dziś przyjrzymy się bliżej najnowszej produkcji kinowej pt.: "Ignacy Loyola".


Dzieciństwo Ignacego, który wtedy zwał się jeszcze Inigo przedstawione jest dość lakonicznie. Widzimy tu tylko pogrzeb jego brata, który zginął w boju i naukę szermierki przez ojca. Resztę wydarzeń widzimy już z perspektywy dorosłego człowieka. Wiedzie dość hulaszcze i rozwiązłe życie, odwiedzając często karczmy i domy publiczne. Jako syn z bogatego rodu chce zasłynąć w walce niczym rycerz króla Artura. Dlatego też nie boi się bitw i nawet śmierć nie jest mu straszna.

Film odbiega nieco od faktów. Jedną z różnic jest narodowość Loyoli. Był od Baskiem, a w filmie przedstawiono go jako Hiszpana. Ponadto nie wiadomo, czy to on namawiał dowództwo do obrony twierdzy w bitwie pod Pampeluną. Walka ta była z góry skazana na klęskę, w obliczu przewyższającej siły Francji. Mimo to Inigo podjął się bitwy. Nie chciał natychmiastowej kapitulacji, aby opóźnić dalszy przemarsz wojsk francuskich. W filmie na Loyolę spadają głazy z muru twierdzy. Tymczasem to kula armatnia, która przeleciała pomiędzy jego nogami, uszkodziła mu jedną z nóg. Bezpowrotnie utracił możliwość zgrabnego poruszania się, do końca życia kulejąc. W filmie zmieniono też stroje rycerzy hiszpańskich na takie, które nosiło się tam dopiero sto lat później. Miłość do księżniczki przedstawiona jest niczym porywający romans średniowieczny (choć nie mający zbyt długiej fabuły). Loyola pokazany jest tutaj niczym rycerz średniowieczny, a tymczasem był wówczas stałym bywalcem karczm i kobiet nie zbyt ciężkich obyczajów. 
Inną nieścisłością jest literatura, którą bohater czyta, gdy jest przykuty do łóżka. W filmie miały to być "Żywoty świętych", oraz "Życie Jezusa Chrystusa". W rzeczywistości było to dzieło pt.: "Vita Christi" Ludolfa z Saksonii. Jest to o tyle ważne, bo przedstawione tam są sceny z Nowego Testamentu z pozycji obserwatora wraz z komentarzami Ojców Kościoła. Późniejsze "Ćwiczenia duchowe" w dużej mierze opierały się właśnie na tym podejściu.

Sam film ogląda się bardzo dobrze, choć miejscami jest dość rozwlekły. Nie psuje to jednak jego dynamiki, bo najwyraźniej miał taki być. Zachęca do przemyśleń nad własną wiarą, tematem modlitw, bliskością Boga. Pokazane tu starcie z szatanem jest jednocześnie nierealne, jak i rzeczywiste. Nierealny jest fakt pojawienia się szatana jako jego sobowtóra, który chciał z nim walczyć, a nawet strącić go ze skały. Natomiast realny był sposób działania złego, który zawsze próbuje wmówić człowiekowi, że ten do niczego się nie nadaje, a wszystko jest bez sensu.

Nie wszystkim mogę polecić ten film. Komuś kto oczekuje sporo akcji, dużo scen rozbieranych i oczu pełnych tanich wzruszeń, z pewnością nie. Nie polecam też zabierać na niego dzieci, gdyż mogą się nudzić. Poza tym dość drastyczna jest scena powtórnego łamania źle zrośniętej kości. 

Komu zatem polecam?
Przede wszystkim, tym którzy wierzą w Boga, lub poszukują Go. Z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Być może dzięki temu filmowi zainteresuje ich duchowość ignacjańska.

Historia jest na tyle ciekawa i niecodzienna, że nawet dla ignoranta w tematyce religii, może okazać się zajmująca. Tutaj jednak byłabym ostrożna w polecaniu jej takim ludziom, gdyż wszystko (jeśli tylko się chce) można wyśmiać i wyszydzić.

Film z pewnością zasługuje na uwagę. Pomimo naciąganego wątku miłosnego i dość specyficznie pokazanej walki ze złym - warto go obejrzeć i samemu wyrobić sobie pogląd o nim.

Polecam!
    


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...