niedziela, 22 stycznia 2017

Oczami duszy


...Życie pełne jest absurdalnych pytań...


Czasem zastanawiamy się nad tym, czy możliwy jest przeszczep mózgu, a jeśli nawet to czy wtedy tak powstały człowiek będzie w istocie człowiekiem od dawcy mózgu, czy raczej człowiekiem od dawcy reszty ciała. 
Innym razem frapuje nas zachowanie się czasu przy prędkości ponad-świetlnej (czy byłoby możliwe cofnięcie go, o czym oczywiście możemy tylko teoretyzować, bo fizycznie nie umiemy takiej szybkości osiągnąć).
A jeszcze innym razem nasze myśli zaprząta wątpliwość:

Czy można być niewidomym fotografem?

Dwa pierwsze zagadnienia pewnie jeszcze długo nie doczekają się odpowiedzi. Jednak w ostatni piątek znalazłam odpowiedź na ostatnie pytanie...

Pan Wawrzyniec nie jest zupełnie niewidomy. Jednakże na jedno oko nie widzi wcale, a na drugie w bardzo ograniczonym stopniu. Można więc powiedzieć, że jest bardzo mocno niedowidzący. Sprawnie porusza się tylko dzięki białej lasce, która stanowi swego rodzaju „oczy“ chroniące go przed wieloma upadkami....

To właśnie pewna pani okulistka poleciła mu wiele lat temu, by dla treningu skupiania oka zajął się patrzeniem w obiektyw. Tak rozpoczęła się jego niezwykła i wciąż nieustająca przygoda z fotografią. Jako temat przewodni swojej pasji wybrał pociągi, bo od zawsze się niemi pasjonował.

Będąc całkowicie zdrowym, czasem ciężko sobie wyobrazić problemy na jakie natrafia mocno niedowidzący fotograf. Jednym z takich problemów jest równe ustawienie aparatu. Szczegół ten, tak przecież prosty dla osoby widzącej, tutaj może sprawić spore wyzwanie. Pan Wawrzyniec poradził sobie z tą trudnością poprzez obieranie jako pionu drzewa, słupa, lub budynku.Taki odnośnik przestrzeni albo był przez niego widoczny (choćby w niewielkim zarysie), albo służył jako oparcie do aparatu. Z czasem zaczął też używać specjalnego jednonóżkowego statywu, który był jednocześnie laską pomagającą mu w przemieszczaniu się. Ponieważ nie mógł zobaczyć oznaczeń umieszczonych na obudowie aparatu, przyjaciele nanieśli na niej symbole z kleju typu „kropelka“. A oprócz tego wszystkiego, na początku robiąc zdjęcia, wstydził się pokazywać laskę osoby niewidzącej. Przez to o mało nie uległ wypadkowi...

Z czasem na szczęście przyzwyczaił się do swojego hobby, a ludzie - zwłaszcza kolejarze - do niego.

Teraz pan Wawrzyniec nie dość, że nadal pasjonuje się fotografią pociągów, to działa też w klubie miłośników fotografii kolei i organizuje swoje wystawy (a na pewno jedną, która od piątku zdobi wnętrze fortu 49 w Krakowie).




Pozwolę sobie tutaj zacytować wypowiedź pana Wawrzyńca, którą umieścił w krótkim wstępnie do ostatniej wystawy:
To trochę dziwne mieć przy sobie aparat fotograficzny i białą laskę. Jasne, że dziwne, bo jak to? Te urządzenia nie współgrają i może nawet rażą gdy są wspólnie. Będąc człowiekiem z dużą wadą wzroku jestem zakręconym maniakiem kolei i dużo łażę z aparatem fotograficznym po różnych torach. Lubię szczególnie te, nieprzejezdne, zapomniane. Nie gardzę też klimatycznymi stacyjkami i dworcami jeszcze przed remontem. Fotografowanie zaczęło się od mojej pani doktor zresztą okulistki, …
Wawrzyniec Krupa


Napisałam o Panu Wawrzyńcu, bo to człowiek niezwykły. Pomimo przeciwności swojego zdrowia, nie poddał się i zajął pięknym hobby. Jest to przykład człowieka, który pomimo niepełnosprawności potrafi żyć pięknie i z pasją.

DZIĘKI NIEMU MOŻEMY ZOBACZYĆ jeszcze coś:
- Otóż ludzie w pełni sprawni często mają w zwyczaju załamywać ręce i stwierdzać: „Nie dam rady, NIE UDA MI SIĘ“, choć realnie rzecz biorąc przeszkody, które spotykają przeważnie się znacznie mniejsze niż było to u pana Wawrzyńca...

- Tak więc nigdy się nie poddawajcie, jeśli to do czego dążycie jest piękne i wartościowe!!!

- 😎

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Miasto kontrastów

Jego historia zaczyna się w X wieku. Wtedy to miasto owe powstało, założone przez księcia czeskiego Wratysława, lub Bolesława I Srogiego. Wcześniej tereny te zamieszkiwali Ślężanie, jedno z plemion krainy nienazwanej jeszcze Polską. Jednakże już w drugim wieku naszej ery istniało Budorigum, w tym miejscu, lub okolicy dzisiejszego Brzegu. 
...
...
...

Dziwne to miasto, gdzie kosze na psie odchody znajdują się przy każdej ulicy, za każdym niemal zakrętem i na każdym przystanku, a normalnych koszy na śmieci brak. Irytuje to zwłaszcza, gdy chcemy wyrzucić butelkę, która do takiego kosza się nie mieści. Nie wiem co myśleli sobie samorządowcy wprowadzając takie „ulepszenie”. Może chcieli drogą dyskretnego podsunięcia narzędzi przekonać właścicieli psów do sprzątania po swoich pupilach. Może chodziło o upowszechnienie tych pojemników, aby zgodne z przeznaczeniem wykorzystanie ich stało się swego rodzaju modą. Ciężko mi to stwierdzić…
To miasto kontrastów. Rzeczy nowe przeplatają się ze starymi, brzydkie z ładnymi. Można tu spotkać mnóstwo nowych budowli, wręcz dzieł sztuki w kryteriach nowoczesnej architektury użytkowej. A obok (często przy tej samej ulicy, albo naprzeciwko) stoją stare kamienice, rozsypujący się niemi świadkowie minionego ustroju i wiele jeszcze starszych… Nawet jedna kamienica potrafi być z jednej strony piękna, odnowiona, odświeżona i zachwycająca, by z drugiej strony straszyć wyglądem z odrapanymi ścianami z odchodzącym tynkiem i kolorem szarym od spalin.
Interesujące to miasto, gdzie malunek na betonie potrafi zastanowić na chwilę dłuższą niż powinien. Trudno nie zauważyć, że ludzie mieszkający tu mają ogromną duszę artystyczną. Zachwycają pajęczyny rozciągnięte wysoko nad przechodniami, między oknami kamienic. Z daleka wyglądają niczym z lodu. Ale skąd miałby lód pojawić się u nas w maju? Mało realne. Mogłyby je uprząść też prawdziwe pająki-mutanty, ale na szczęście takich nie ma (albo: jeszcze nie ma:o). Dopiero po podejściu bliżej można zauważyć, że zrobione są po prostu z taśmy klejącej. Tej duszy artystycznej, tego zmysłu do tworzenia czegoś, co zachwyci i każe zatrzymać się na chwilę jest znacznie więcej. Nawet teatr przed wejściem ma ustawione w ciekawy sposób ogromne litery. Przed światłami można natknąć się na pomniki kilku ludzi i niemal zderzyć z nimi w codziennym zabieganiu.
Niezrozumiałe to miasto, gdzie w komunikacji miejskiej nie ma biletów rodzinnych. Czyżby nie zachęcano tu (choćby tylko pozornie) do zakładania rodzin i posiadania dzieci?
A poza tym wszystkim Wrocław to miasto, jak miasto :)❤. Pomimo zwyczajnego ruchu, sklepów sieciówek takich jak w całej Polsce i pozornego upodobnienia do wielu innych miast i miasteczek, ma swój klimat. Nie wiem czy bardziej wyczuwalny niż w Krakowie, bo w Kraków tak wrosłam, że brak mi obiektywizmu. Z pewnością Ryneczek większy i jakiś taki bardziej przestrzenny.
I pewnie tutaj też mieszkają ludzie, którzy zajęci swoimi sprawami i spraweczkami nie dostrzegają upływających chwil i zapominają, że żadna z nich nie zdarzy się po raz drugi.

niedziela, 15 stycznia 2017

Pasażerowie

Czy zastanawiałeś się kiedyś jak to jest pozbyć się nadziei?

Czy próbowałeś kiedyś wyobrazić sobie, że do końca życia pozostaniesz sam?

A może dręczy cię czasami uczucie, że wszystko jest nie tak jak to sobie zaplanowałeś?

W filmie „Pasażerowie” takie problemy stają się nagle zupełnie realne i aż do bólu odczuwalne. Oto z komory hibernacyjnej, z powodu usterki technicznej budzi się jeden człowiek, Jim Preston. Nie byłoby w tym wielkiej tragedii, gdyby nie fakt, że jest jedynym przytomnym człowiekiem na statku, który dotrze na planetę docelową dopiero za 90 lat. Oznacza to, że wszyscy pozostali ludzie znajdujący się na pokładzie zostaną wybudzeni, gdy człowiek ten już umrze.


Co można zrobić wiedząc, że nie dożyje się spotkania z żadną istotą ludzką?

To dość niepokojąca wiedza, mogąca prowadzić do samodestrukcji…

Jim na początku szuka rozwiązania, aby jakoś zaradzić tej na pozór beznadziejnej sytuacji. Próbuje zatem włamać się do kabiny pilotów, w której znajduje się zahibernowana załoga statku. Jednak zabezpieczenia tej części maszyny są dla niego nie do pokonania. Stara się też samodzielnie na powrót się zahibernować, ale to okazuje się niewykonalne. Wobec braku możliwości zaradzenia powstałej sytuacji postanawia się w niej jak najlepiej urządzić. Zatem włamuje się do sali dla vipów.  Tam zajmuje się grą w koszykówkę, nauką tańca, oglądaniem filmów i delektowaniem się wykwintnymi daniami. Wszystko to jest rozpieszczające i przyjemne, ale po jakimś czasie nudne.

I co wtedy można zrobić?

Najbardziej kuszącą perspektywą staje się poddanie zwątpieniu i skończenie ze swoim beznadziejnym bytem. Jim też ma taką myśl. Jednak w ostatniej chwili zmienia zdanie.

I właśnie wtedy dostrzega ją – pomimo, że zahibernowaną i zastygłą niczym śpiąca księżniczka, to przecież piękną, interesującą i intrygującą. 


Odnajduje jej dane i w ten sposób dowiaduje się kim jest i czym się zajmuje. Aurora jest pisarką, więc Jim czyta wszystkie jej książki. W ten sposób coraz bardziej się w niej zakochuje…

I teraz staje przed tragicznym dylematem:
Zostać do końca życia samotnym, czy zbudzić ją, tym samym pozbawiając szans zobaczenia nowego świata?

Tak, film „Pasażerowie” obfituje w wiele pytań dotyczących istoty człowieczeństwa, schematu postępowania i labiryntu myśli. I to jest najważniejszy plus całego dzieła.

Nie sposób jednakże nie wymienić tutaj jeszcze jednej zalety filmu: doskonałej gry aktorskiej. Pomimo, że Jennifer Lawrence i Chris Pratt zagrali wspaniale, to jednak najbardziej przekonywujący był Michael Sheen. Zresztą to nie może być takie proste udawać androida gdy jest się człowiekiem.

Widok kosmosu, przeogromu wszechświata i gwiazd otaczających całą przestrzeń, daje niesamowite przeżycie.

Owszem, pojawiły się pewne niedociągnięcia fabularne. Myślę, że należy do nich sytuacja z chłodzeniem reaktora termojądrowego, kiedy to pomimo wystawienia na bezpośrednie działanie ognia znajdującego się w reaktorze Jim nie spalił się na węgiel. Oczywiście miał jako tarczę drzwi, ale obraz, który tam pokazano raczej przeczył by taka częściowa i przecież nietermiczna osłona mogła wiele pomóc.

Jednakże, nie szukajmy dziury w całym. Jak na obecnie tworzone filmy ten jest aż nazbyt dobry. Akcja pomimo statyczności miejsca jest dość ciekawa. A zarys osobowości bohaterów wystarczająco realny.


Tak więc, dzieło to mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim, bez względu na płeć, stan duchowy i wiek, bo każdy może znaleźć tu coś dla siebie.

- Życzę ciepłej nocy :)
 Gosieńka  


Sounf of Freedom

W swoich wygodnych domkach i małych troskach nawet nie zastanawiamy się nad istnieniem poważnych problemów trawiących ludzkość. Owszem, wiem...